Ten wpis poświęcam ważnemu elementowi z tematu "Nadświetlny Strumień Dźwięku" - głosowi, którego nazwałem "Strażnikiem Systemu".
Już w trakcie i po doświadczeniu głos ten zinterpretowałem jako strażnika systemu (systemu materialnej rzeczywistości) na którego nadziałem się podczas wyjścia w głębsze OBE (chyba tam zmierzałem?). Do tej pory podczas moich skoków byłem w LD/OSPUO, czyli we własnym świecie gdzie poza Botami nie było nikogo, a ten kontakt był całkowicie odmienny niż kontakty z botami, jakby zewnętrzny, coś co miało mnie odegnać od OBE.
Biorąc pod uwagę analizę tego przypadku mogę przyjąć 2 wersje:
1. to była moja wewnętrzna kreacja lęku np. przed śmiercią.
Z jednej strony jest to prawdopodobne, bo mimo, że podejmuję próby wyjścia w OBE, gdzieś wewnętrznie mam zakorzeniony lęk przed śmiercią, nie przed samym procesem i konsekwencją dla mnie, bo jestem Obenautą i co najwyżej wylecę do wiecznego Obe ale raczej jest to lęk wykreowane przez moje Ego tzn. co sie stanie z ludźmi których zostawię, jak się będą z tym czuli etc - taka presja społeczna, jak się kocha najbliższych to nawet w ten sposób nie chce się nikogo krzywdzić i myślę, że tego jeszcze do końca nie przerobiłem i siedzi mi to w głowie.
Z drugiej strony znam swoje lęki i wiem jak odczuwam taki lęk - wiem jak on smakuje, a to co się w tym przypadku pojawiło było jakby próbą wstrzyknięcia mi do mojego systemu zewnętrznego lęku, zatrucia mi krwio obiegu obrazowo przedstawiając, więc szukam w innym kierunku nie negując tej możliwości, bo w końcu chcę tam znów wrócić i się z tym zmierzyć, więc nie pozbawię się oręża tylko dla tego że nie do końca to czuję i nie akceptuję.
2. zewnętrzny strażnik na bramie wyjścia z materialnej rzeczywistości
Ta wersja jest z tzw. wersji walki z systemem, matrixem etc jak kto to nazywa, natomiast jest bliska mojemu światopoglądowi, którego wykreowałem na podstawie moich doświadczeń, obserwacji naszego materialnego świata, przemyśleń ludzi świadomych etc.
Wg tej wersji głos to zewnętrzny strażnik (jakoś strasznie mi tu podświadomie pasuje słowo "Sentinel") ustawiony na bramie wyjściowej pomiędzy światem materialnym, a "poza". Biorąc pod uwagę system naszej rzeczywistości materialnej w którym działają takie organizacje jak KM (korporacje międzynarodowe), SM (super mocarstwa), oraz KK (kościół katolicki) i inne organizacje religije, które próbują utrzymać człowieka tylko w materializmie (KM, SM) lub zaprogramować mu jedynie słuszny wgląd w świat pozazmysłowy odpowiednio dawkowany przez system (KK) i kontrolowany strachem (wszyscy), to ta wersja wydaje mi sie też bardzo prawdopodobna.
W tym przypadku uważam, że mógł to być Sentinel ustawiony przez KK:
- sposób mojego wyjścia (matra Jezus) mógł zwabić właśnie takiego strażnika
- sposób przekazu telepatycznego był ewidentnie z KK. Nie chodzi o same słowa ale to co się z nimi wiązało, jaka kreacja i wizualizacja, która miała stworzyć wrażenie tzw boga ojca stojącego u bram i karcąco upominającego zbłąkaną owieczkę. Wizualizacja w podświadomości jako dziadek z brodą jak ze starego testamentu, donośny huczący głos z pogłosem jak echo
- głos, na początku jak sobie uświadomię i przypomnę, zanim wypowiedział/przekazał słowa próbował zaatakować mnie ideologicznie jak KK dogmatami etc. ale chyba odkrył, że to ślepa uliczka i nie reaguję na to wiec odpuścił, ale ja czuję i pamiętam, że mnie sądował w tym kierunku.
Tak więc uknułem sobie takie oto teorie obronno/tłumaczące, po to aby znów TAM wyruszyć i przeskoczyć dalej, bo czuję, że na prawdę byłem blisko, a to była bardzo ciekawa przygoda którą chcę powtórzyć. Było zupełnie inaczej niż zwykle i to mnie cieszy, z drugiej strony doceniam to że jestem w takim spokojnym, wolnym tempie wprowadzany w ten świat "poza", bo jeszcze wiele muszę się nauczyć...
PS. A tak z ciekawości sprawdziłem o czym jest ta wkurzająco-wkręcająca się w głowę komercyjna melodyjka która pojawiła się w moim śnie (tu pioseneczka Nadświetlny Strumień Dźwięku) na początku i brzmi to tak:
"Nossa, nossa
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
Delícia, delícia
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
..."
a znaczy to z portugalskiego na polski:
"Wow, wow
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
Zachwycająca, zachwycająca
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
..."
Zostawię to bez komentarza... :)
Wednesday, 29 February 2012
Nadświetlny Strumień Dźwięku
Przez ostatnie kilka tygodni sporadycznie podejmowałem próby wyjścia ale z marnym skutkiem, możliwe że byłem "przemotywowany".
W między czasie raz mi się udało wyskoczyć na kilka sekund, posiedziałem przy łóżku w OSPUO (obszar stworzony przez umysł obserwatora) i cofnęło mnie, na więcej nie miałem mocy.
Natomiast ostatnie wydarzenie było dla mnie sporym przeżyciem, mimo, że już kilkakrotnie udawało mi się wyskoczyć z ciała, a było to tak....
Po kilku nieudanych nocnych próbach 4+1, postanowiłem nie ustawiać budzika - jak się obudzę w nocy - a chcę się obudzić - to spróbuję wyjść, jak się nie obudzę to trudno i poszedłem spać.
Obudziłem się około 4tej po 5godzinach snu - stwierdziłem więc, że skoro taka okazja to robię 5+30.
Długo walczyłem, odpływałem, wracałem, medytowałem, ale wszystko jakoś mizernie szło, minęło chyba z 1,5h i postanowiłem, że spróbuję zapaść w sen kontrolując go ale bez zbytniej napastliwości :)
W pozycji na boku w jakiej zwykle zasypiam zacząłem przed sennie fantazjować, pozwoliłem umysłowi czepiać się myśli, układać swoje myślokształty i płynąć w kierunku snu.
Zacząłem świadomie myśleć o spotkaniu z przyjaciółmi, imprezie, byłem na domówce, po pewnym czasie złapałem się na tym, że już nie kontroluję moich myśli, zaczęły one żyć własnym sennym życiem, usłyszałem dość znaną komercyjną muzyczkę (trochę w innej interpretacji niż w rzeczywistości), która sączyła się z radia...
- KLIK! - przecież jak śpię i jestem w łóżku to nie mam włączonego radia (przemknęło mi przez głowę), to musi być sen! próbowałem uświadomić sobie, że już śnię. Zacząłem wsłuchiwać się w piosenkę...
W pewnym momencie piosenka przeskoczyła, zmieniła się na całkowicie inną tzn jakby była z całkowicie innej stacji radiowej - taki gotycki styl. Wtedy uświadomiłem sobie, że żadnego radia nie ma! to znaczy ani w domu w którym śpię, ani we śnie! W mojej głowie nastąpiła konfrontacja świata snu z rzeczywistością, byłem świadom, że ta muzyka nie istnieje, a jednak istnieje, bo ja ją słyszę i mam ją w głowie. W mojej pierwszej fascynacji stwierdziłem, że zacznę ją modyfikować i coś komponować - faktycznie, zacząłem wymyślać jakieś akordy, łączyć, tworzyć jak na jakimś instrumencie. Zacząłem płynąć na tych dźwiękach...
Już nie mogłem komponować, popłynąłem gdzieś, jakbym był już na innej fali, czułem, że zaraz zacznie się jakaś jazda...
Teraz w pełni byłem świadomy, że śnię, ale nie byłem już w rzeczywistości sennej, ale raczej gdzieś pomiędzy jawą, a snem.
Przypomniałem sobie technikę medytacji Osho pt. "Imię Jezusa" :)
(tu info jak to Osho opisuje: "Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - wspaniale. Czasami, gdy siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do zakamarków twojego istnienia - niech wejdzie do samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie manipuluj. Pójdz za tym, a doznasz pierwszych przeblysków modlitwy i medytacji i pierwszych przeblysków Boga. Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej duszy..." - OSHO "TECHNIKI MEDYTACYJNE - PORADNIK PRAKTYCZNY")
Nie wiem dlaczego akurat ta technika mi wtedy błysnęła, z KK nie jestem związany, a wręcz przeciwnie uważam tę organizacje za równie destrukcyjną jak międzynarodowe korporacje oraz tzw światowe mocarstwa, natomiast uważam Jezusa za postać historyczną, która odegrała znaczącą rolę w rozwoju świadomości ludzkości. Nie posiadam autorytetów natomiast Jezus wraz z Siddhartha oraz Osho są postaciami które szanuję i uważam ich za wielkich myślicieli.
Wracając to zjazdu - zacząłem więc medytować w tym śnie, wrzuciłem mantrę jak wyżej w opisie, wciąż gdzieś w głowie słyszałem delikatną gotycką muzykę, ale wiedziałem, że coś się zmienia, coś się dzieje... Nagle usłyszałem jakby ktoś odpalił sycząco-szumiący silnik samolotu! Nie był to taki dźwięk, ale nie jestem w stanie go opisać, bo nie przypominam sobie abym coś podobnego kiedykolwiek słyszał. Ten dźwięk mnie po prostu zassał, piszczał, szumiał, zdominował wszystko, był jednym ciągiem jak jakaś rzeka, huczał - jedyny sposób w jaki to mogę opisać to wchodzenie Star Trek w nadświetlną :) tak to sobie wyobrażam.
O wow! mam w końcu to czego chciałem, zacząłem się przygotowywać jak to zazwyczaj to wyskoczenia/wytoczenia się poza ciało, ale tym razem było inaczej, nie mogłem nic zrobić, zostałem pochłonięty przez tę fale szumu, która gdzieś mnie ciągnęła. W pewnym momencie spośród ogłuszającego pisku wyłonił się mocny, stanowczy głos, jakby przekaz telepatyczny: "...Nikogo nie szukaj, nie Lataj, NIGDY!..."
To było mocne - później nazwałem to "huragan strachu", miał mnie zmieść psychicznie, zastraszyć i zdeptać mentalnie, bo oprócz przekazu słownego niósł ze sobą przekaz emocjonalny, jakąś manipulację żerującą na moich lękach. Poczułem taki powiew strachu, jakby ktoś dmuchnął na mnie i powiedział "bój się!" natomiast był to właśnie taki sztucznie wykreowany strach, zewnętrzny, taki nie mój... Wtedy poczułem jak ktoś mnie trzyma mocno za rękę, poczułem moc, ale to niezbyt trafne określenie, bo to kojarzy się z jakimiś energiami etc, ja po prostu poczułem "siłę skały", która nie walczy z "huraganem strachu", nie neguje go, po prostu TRWA w spokoju... więc trwałem, huragan huczał, ręka mnie trzymała, a ja trwałem i huragan zaczął cichnąć.
Uchwyt nadal czułem i zobaczyłem w głowie jak wizualizuje się ręka, która mnie trzyma. Pomyślałem, że to opiekun i pomoże mi wyjść z ciała. Postanowiłem, więc pójść za ciosem i wyskoczyć/wytoczyć się z ciała jak to już nie raz robiłem, ale... moc skały była niewzruszona na strach ale także na obe. Ani drgnąłem.
Pisk i szum ustał, ocknąłem się. Mocno ściskałem lewą dłoń moimi kolanami, "pomocna ręka" zniknęła.
Była 6.20 - byłem pełen energii, entuzjazmu, nie pamiętam kiedy miałem taką werwę o 6.20
Energia, siła, pewność siebie, otwartość - Jest MOC :)
W między czasie raz mi się udało wyskoczyć na kilka sekund, posiedziałem przy łóżku w OSPUO (obszar stworzony przez umysł obserwatora) i cofnęło mnie, na więcej nie miałem mocy.
Natomiast ostatnie wydarzenie było dla mnie sporym przeżyciem, mimo, że już kilkakrotnie udawało mi się wyskoczyć z ciała, a było to tak....
Po kilku nieudanych nocnych próbach 4+1, postanowiłem nie ustawiać budzika - jak się obudzę w nocy - a chcę się obudzić - to spróbuję wyjść, jak się nie obudzę to trudno i poszedłem spać.
Obudziłem się około 4tej po 5godzinach snu - stwierdziłem więc, że skoro taka okazja to robię 5+30.
Długo walczyłem, odpływałem, wracałem, medytowałem, ale wszystko jakoś mizernie szło, minęło chyba z 1,5h i postanowiłem, że spróbuję zapaść w sen kontrolując go ale bez zbytniej napastliwości :)
W pozycji na boku w jakiej zwykle zasypiam zacząłem przed sennie fantazjować, pozwoliłem umysłowi czepiać się myśli, układać swoje myślokształty i płynąć w kierunku snu.
Zacząłem świadomie myśleć o spotkaniu z przyjaciółmi, imprezie, byłem na domówce, po pewnym czasie złapałem się na tym, że już nie kontroluję moich myśli, zaczęły one żyć własnym sennym życiem, usłyszałem dość znaną komercyjną muzyczkę (trochę w innej interpretacji niż w rzeczywistości), która sączyła się z radia...
- KLIK! - przecież jak śpię i jestem w łóżku to nie mam włączonego radia (przemknęło mi przez głowę), to musi być sen! próbowałem uświadomić sobie, że już śnię. Zacząłem wsłuchiwać się w piosenkę...
W pewnym momencie piosenka przeskoczyła, zmieniła się na całkowicie inną tzn jakby była z całkowicie innej stacji radiowej - taki gotycki styl. Wtedy uświadomiłem sobie, że żadnego radia nie ma! to znaczy ani w domu w którym śpię, ani we śnie! W mojej głowie nastąpiła konfrontacja świata snu z rzeczywistością, byłem świadom, że ta muzyka nie istnieje, a jednak istnieje, bo ja ją słyszę i mam ją w głowie. W mojej pierwszej fascynacji stwierdziłem, że zacznę ją modyfikować i coś komponować - faktycznie, zacząłem wymyślać jakieś akordy, łączyć, tworzyć jak na jakimś instrumencie. Zacząłem płynąć na tych dźwiękach...
Już nie mogłem komponować, popłynąłem gdzieś, jakbym był już na innej fali, czułem, że zaraz zacznie się jakaś jazda...
Teraz w pełni byłem świadomy, że śnię, ale nie byłem już w rzeczywistości sennej, ale raczej gdzieś pomiędzy jawą, a snem.
Przypomniałem sobie technikę medytacji Osho pt. "Imię Jezusa" :)
(tu info jak to Osho opisuje: "Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - wspaniale. Czasami, gdy siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do zakamarków twojego istnienia - niech wejdzie do samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie manipuluj. Pójdz za tym, a doznasz pierwszych przeblysków modlitwy i medytacji i pierwszych przeblysków Boga. Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej duszy..." - OSHO "TECHNIKI MEDYTACYJNE - PORADNIK PRAKTYCZNY")
Nie wiem dlaczego akurat ta technika mi wtedy błysnęła, z KK nie jestem związany, a wręcz przeciwnie uważam tę organizacje za równie destrukcyjną jak międzynarodowe korporacje oraz tzw światowe mocarstwa, natomiast uważam Jezusa za postać historyczną, która odegrała znaczącą rolę w rozwoju świadomości ludzkości. Nie posiadam autorytetów natomiast Jezus wraz z Siddhartha oraz Osho są postaciami które szanuję i uważam ich za wielkich myślicieli.
Wracając to zjazdu - zacząłem więc medytować w tym śnie, wrzuciłem mantrę jak wyżej w opisie, wciąż gdzieś w głowie słyszałem delikatną gotycką muzykę, ale wiedziałem, że coś się zmienia, coś się dzieje... Nagle usłyszałem jakby ktoś odpalił sycząco-szumiący silnik samolotu! Nie był to taki dźwięk, ale nie jestem w stanie go opisać, bo nie przypominam sobie abym coś podobnego kiedykolwiek słyszał. Ten dźwięk mnie po prostu zassał, piszczał, szumiał, zdominował wszystko, był jednym ciągiem jak jakaś rzeka, huczał - jedyny sposób w jaki to mogę opisać to wchodzenie Star Trek w nadświetlną :) tak to sobie wyobrażam.
O wow! mam w końcu to czego chciałem, zacząłem się przygotowywać jak to zazwyczaj to wyskoczenia/wytoczenia się poza ciało, ale tym razem było inaczej, nie mogłem nic zrobić, zostałem pochłonięty przez tę fale szumu, która gdzieś mnie ciągnęła. W pewnym momencie spośród ogłuszającego pisku wyłonił się mocny, stanowczy głos, jakby przekaz telepatyczny: "...Nikogo nie szukaj, nie Lataj, NIGDY!..."
To było mocne - później nazwałem to "huragan strachu", miał mnie zmieść psychicznie, zastraszyć i zdeptać mentalnie, bo oprócz przekazu słownego niósł ze sobą przekaz emocjonalny, jakąś manipulację żerującą na moich lękach. Poczułem taki powiew strachu, jakby ktoś dmuchnął na mnie i powiedział "bój się!" natomiast był to właśnie taki sztucznie wykreowany strach, zewnętrzny, taki nie mój... Wtedy poczułem jak ktoś mnie trzyma mocno za rękę, poczułem moc, ale to niezbyt trafne określenie, bo to kojarzy się z jakimiś energiami etc, ja po prostu poczułem "siłę skały", która nie walczy z "huraganem strachu", nie neguje go, po prostu TRWA w spokoju... więc trwałem, huragan huczał, ręka mnie trzymała, a ja trwałem i huragan zaczął cichnąć.
Uchwyt nadal czułem i zobaczyłem w głowie jak wizualizuje się ręka, która mnie trzyma. Pomyślałem, że to opiekun i pomoże mi wyjść z ciała. Postanowiłem, więc pójść za ciosem i wyskoczyć/wytoczyć się z ciała jak to już nie raz robiłem, ale... moc skały była niewzruszona na strach ale także na obe. Ani drgnąłem.
Pisk i szum ustał, ocknąłem się. Mocno ściskałem lewą dłoń moimi kolanami, "pomocna ręka" zniknęła.
Była 6.20 - byłem pełen energii, entuzjazmu, nie pamiętam kiedy miałem taką werwę o 6.20
Energia, siła, pewność siebie, otwartość - Jest MOC :)
Sunday, 5 February 2012
Wyjście w 2012 rok
Rok 2012 już poważnie się rozpoczął, w końcu mamy luty, natomiast dla mnie to pierwsze wyjście w tym roku. Jak widać w blogu dawno nie pisałem, to też oznacza, że dawno nie wychodziłem. Dlaczego?
Tu chyba złapało mnie kilka powodów
1. męczę się wychodzeniem o 4-5 rano, nie mam pewności, że wyjdę, a dodatkowo pół nocy nie przespane, a rano trzeba się zmagać z twardą/ciężką rzeczywistością. A niestety w moim przypadku metoda 4+1 najlepiej się sprawdza
2. Lekko jestem zniechęcony doświadczeniami - takie sobie aktywności w OSPUO ( obszar stworzony przez umysł obserwatora ), lekko się kotwiczę w obszarze przycielesnym, jestem mocno narażony na "cofkę" i już mnie nie kręci latanie, chodzenie, zwiedzanie i obserwowanie jakiegoś matrixa wykreowanego przez moją wyobraźnię. Takie doświadczenia nie wnoszą nic do mojego życia, to doświadczenia porównywalne do samotnego wypicia piwa przed telewizorem, czyli ogólnie polski film - nic się nie dzieje...
Obecnie moim celem jest zastosowanie odpoweidnich technik aby wyrwać się z OSPUO, natomiast nie jest to dla mnie takie proste ze wzgledu, że po pierwsze łatwo mi nie przychodzi wyskakiwanie w OBE i nawet pobyt w OSPUO jest dość trudny do osiągnięcia, a po drugie potrzeba dużo czasu i zaangażowania.
Jeżeli chodzi o czas i zaangażowanie, to nie tylko z tego względu, że pochłonęła mnie rzeczywistość, ale też nie chcę się zamykać tylko na doświadczenia z OBE, raczej jestem typem poszukiwacza, który mocni się zpala do danej idei natomiast uważam, że jest jeszcze mnóstwo innych doswiadczeń o których trzeba pamiętać. Przez ostatnie miesiące sporo wiedzy (jeszcze nie praktycznej - rozważam to) zebrałem na temat psychodelików (psylocyciba - grzyby; oraz DMT - ayahuaska), pociąg mnie też ideologia medytacji zen. Aby trochę pogłebić temat trzeba poświęcić sporo czasu, poczytać, przemyśleć, podyskutować i jakoś wszystkie eleemtny zostają na poziomie podstaw. No ale z drugiej strony - im mocniejsze i trwalsze filary tym solidniejsza budowla. To do mnie przemawia i na siłę nie będę sie spieszył, chociaż ego jak zawsze goni :)
Może o grzybach i dmt w innym wpisie.
Wracając do doświadczenia OBE, w końcu się wziąłem i wyszedłem :)
Oczywiście od ostatniego wpisy podejmowałem próby wyjścia natomiast bez skuteczne, dopiero teraz znów się udało.
Wyjście metodą 4+1, modyfikowaną przeze mnie, a mianowicie sen około 4,5h (tak aby były 3 fazy snu po 1,5h), przebudzenie budzikiem, chwila przebudzenia z otwartymi oczami (10min), relaksacja z zamknietymi i jedziemy. około 30min w pozycji na plecach - czułem że ciało jest na granicy snu, mózg zaczał wysyłać sygnały do ciała aby spr czy śpi (np. impulsy nerwowe do kończyn aby spr czy sie poruszają, czy już paraliż senny), ale po dwóch impulsach trochę sie pobudziłem i przewróciłem na bok i tu się już udało...
Na szczęście potrafię łapać już moment że jestem na granicy i warto się wytoczyć. Leżąc na boku, szybki energiczny obrót typu "obracająca się kłoda" wg Monroe i już leże na podłodze :) oczywiście astralem.
No i jestem we wspaniałym OSPUO, jak zawsze lekko przymglone, pół senne ale nawet wyraźne, zobaczyłem swoje ręce i zacząłem sie przemieszczać do innego pokoju, ogólnie w śpiącym domu nuda więc postanowiłem wyrwać się przez okno, oczywiście po kowbojsku - przez szybę, firanę etc wkońcu jestem w astralu i mogę wszystko, a jak! ;)
Ale przekozaczyłem :), firana mnie cofnęła jak guma, za słaba koncentracja, cofka do ciała, na szczęście nie poddałem sie i fru, kolejne szybkie wytoczenie zanim na dobre zakotwiczyłem się w ciele, tym razem wyjąłem "cięższą artylerię" - po wytoczeniu idę do pokoju z którego zazwyczaj wychodzę przez okno i balkon z budynku powtarzając mantrę "jestem tu i teraz", czuję że lepiej się zakotwiczyłem w astralu, jest wyraźniej, a nawet w pewnym monencie przez krótką chwilę zobaczyłem jakby księżyc w pełni przeświecał przez ścianę. Jak tę sytację zarejestrowałem, zgubiłem to, jescze trochę się pojawił, ale znikł..
ok do boju, tym razem czuję sie mocniejszy, tak jest, wyszedłem na balkon bez problemu, postanowiłem zeskoczyć na ulicę. Cholera, zaświtało mi w głowie, a co jak jestem w rzeczywistości, skoczę i się zabiję!!!
Nie, coś mi zaswitało, aby zrobić test rzeczywistości, ale chyba tego nie zrobiłem (?), tylko tweirdziłem, że jakoś rozmazana ta rzeczywistość wiec to astral na 100%, i skoczyłem ale z asekuracją. Chwyciłem sie rolety przeciw słonecznej, która zamieniła się w jakąś firanę-linę i łagodnie zeskoczyłem z 3 piętra na ulicę. Byłem zadowolony, że mi się udało - zacząłem śpiewać jakąś piosenkę, którą sam wymyśliłem, pomyślałem sobie, że i tak nie będę jej pamiętał w realu (no i nie pamiętam :)) ale było mi łatwiej dzięki niej (bardzo prosta piosenka, kilka słów, chyba zwbliżona do mantry jestem tu i teraz) się zakotwiczyć w astralu. Poruszając się miałem takie naturalne wrażenie, że idziemy razem! to znaczy że idziemy we dwójkę, tak jakby ja-ciałoastralne i ja wyższe-ja, byłem skoncentrowany na ja-ciało ale czasem miałem przebłyski, że patrzę na ja-ciałoastralne z innej perspektywy, takiej z boku ja-wyższe obserwujące. Było mi z tym dobrze i raczej o tym nie myślałem, myślę o tym teraz gdy przypominam sobie ten fragment.
Idziemy więc przez miasto - miasto, szerokie wybetonowane aleje, place, raczej sam beton bez zieleni, mijają mnie ludzie, a raczej zdaję sobie sprawę, że to wytwory mojej wyobraźni i stwierdzam, że nie ma sensu z nimi gadać. Natomiast jakoś niektórych zaczepiam niewerbalnie, odnoszą się do mnie raczej niechętnie, jakbym zakłócał im jakiś ich marsz oraz jakiś wewnętrzny proces myślowy, ci ludzie ockną się na chwilę i patrzą takim zdziwiony, niechętnym do pomocy wzrokiem i mówią mi bez głośnie "czego ty ode mnie chcesz człowieku, zajęty/a jestem wal się". Nie nawiązuję dialogu z nikim, trochę taka scena jak z matrixa, gdy wokół tłum ludzi mija Neo zajętych własnymi sprawami, tu akurat nie był takiego tłumu ale wrażenie to samo.
W pewnym momencie jednak spotkałem kogoś i wywiązał się dialog, ponieważ porozumieliśmy się, ze człowiek którego spotkałem też jest w OBE.
Tu chyba pojawiła sie najwazniejsza sprawa tego wyjścia - uświadomienie, czego oczekuję w tej chwili od OBE.
A czego oczekuję? Wyjścia z OSPUO!
Więc ta sprawa pojawiła się w dialogu szybkim jak błyskawica (raczej to była wymiana mentalna informacji) i człowiek powiedział, że mnie zaprowadzi, albo ja zaproponowałem, aby mnie gdzieś zaprowadził, bo sam sie tu nudzę. Ruszyłem za nim, a raczej za nimi, bo też miałem wrażenie, że tak jak ja on też jest we dwójkę :)
Szedłem więc za nim, widziałem jego plecy, tył głowy, ale strasznie człapał ten chłopak, szedł i szedł i chyba mnie jakoś to znudziło i wróciłem do ciała...
Chyba jeszcze sie wyturlałem ale jego już nie bylo, tylko mijali mnie albo wytwory mojej wyobraźni albo śpiący ludzie, których zaczepiając jakbym wyszarpywał z ich snów, jeszcze zobaczyłem swoje ciało śpiące w łóżku, w astralu spotkałem maszerującą i śpiącą żonę i córkę...
Obudziłem się, poleżałem chwilę aby przypomnieć sobie przygodę i móc ją rano zapisać, więc oto i ona.
Dalszym etapem moich poszukiwań będzie wyjście z ospuo.
Tu chyba złapało mnie kilka powodów
1. męczę się wychodzeniem o 4-5 rano, nie mam pewności, że wyjdę, a dodatkowo pół nocy nie przespane, a rano trzeba się zmagać z twardą/ciężką rzeczywistością. A niestety w moim przypadku metoda 4+1 najlepiej się sprawdza
2. Lekko jestem zniechęcony doświadczeniami - takie sobie aktywności w OSPUO ( obszar stworzony przez umysł obserwatora ), lekko się kotwiczę w obszarze przycielesnym, jestem mocno narażony na "cofkę" i już mnie nie kręci latanie, chodzenie, zwiedzanie i obserwowanie jakiegoś matrixa wykreowanego przez moją wyobraźnię. Takie doświadczenia nie wnoszą nic do mojego życia, to doświadczenia porównywalne do samotnego wypicia piwa przed telewizorem, czyli ogólnie polski film - nic się nie dzieje...
Obecnie moim celem jest zastosowanie odpoweidnich technik aby wyrwać się z OSPUO, natomiast nie jest to dla mnie takie proste ze wzgledu, że po pierwsze łatwo mi nie przychodzi wyskakiwanie w OBE i nawet pobyt w OSPUO jest dość trudny do osiągnięcia, a po drugie potrzeba dużo czasu i zaangażowania.
Jeżeli chodzi o czas i zaangażowanie, to nie tylko z tego względu, że pochłonęła mnie rzeczywistość, ale też nie chcę się zamykać tylko na doświadczenia z OBE, raczej jestem typem poszukiwacza, który mocni się zpala do danej idei natomiast uważam, że jest jeszcze mnóstwo innych doswiadczeń o których trzeba pamiętać. Przez ostatnie miesiące sporo wiedzy (jeszcze nie praktycznej - rozważam to) zebrałem na temat psychodelików (psylocyciba - grzyby; oraz DMT - ayahuaska), pociąg mnie też ideologia medytacji zen. Aby trochę pogłebić temat trzeba poświęcić sporo czasu, poczytać, przemyśleć, podyskutować i jakoś wszystkie eleemtny zostają na poziomie podstaw. No ale z drugiej strony - im mocniejsze i trwalsze filary tym solidniejsza budowla. To do mnie przemawia i na siłę nie będę sie spieszył, chociaż ego jak zawsze goni :)
Może o grzybach i dmt w innym wpisie.
Wracając do doświadczenia OBE, w końcu się wziąłem i wyszedłem :)
Oczywiście od ostatniego wpisy podejmowałem próby wyjścia natomiast bez skuteczne, dopiero teraz znów się udało.
Wyjście metodą 4+1, modyfikowaną przeze mnie, a mianowicie sen około 4,5h (tak aby były 3 fazy snu po 1,5h), przebudzenie budzikiem, chwila przebudzenia z otwartymi oczami (10min), relaksacja z zamknietymi i jedziemy. około 30min w pozycji na plecach - czułem że ciało jest na granicy snu, mózg zaczał wysyłać sygnały do ciała aby spr czy śpi (np. impulsy nerwowe do kończyn aby spr czy sie poruszają, czy już paraliż senny), ale po dwóch impulsach trochę sie pobudziłem i przewróciłem na bok i tu się już udało...
Na szczęście potrafię łapać już moment że jestem na granicy i warto się wytoczyć. Leżąc na boku, szybki energiczny obrót typu "obracająca się kłoda" wg Monroe i już leże na podłodze :) oczywiście astralem.
No i jestem we wspaniałym OSPUO, jak zawsze lekko przymglone, pół senne ale nawet wyraźne, zobaczyłem swoje ręce i zacząłem sie przemieszczać do innego pokoju, ogólnie w śpiącym domu nuda więc postanowiłem wyrwać się przez okno, oczywiście po kowbojsku - przez szybę, firanę etc wkońcu jestem w astralu i mogę wszystko, a jak! ;)
Ale przekozaczyłem :), firana mnie cofnęła jak guma, za słaba koncentracja, cofka do ciała, na szczęście nie poddałem sie i fru, kolejne szybkie wytoczenie zanim na dobre zakotwiczyłem się w ciele, tym razem wyjąłem "cięższą artylerię" - po wytoczeniu idę do pokoju z którego zazwyczaj wychodzę przez okno i balkon z budynku powtarzając mantrę "jestem tu i teraz", czuję że lepiej się zakotwiczyłem w astralu, jest wyraźniej, a nawet w pewnym monencie przez krótką chwilę zobaczyłem jakby księżyc w pełni przeświecał przez ścianę. Jak tę sytację zarejestrowałem, zgubiłem to, jescze trochę się pojawił, ale znikł..
ok do boju, tym razem czuję sie mocniejszy, tak jest, wyszedłem na balkon bez problemu, postanowiłem zeskoczyć na ulicę. Cholera, zaświtało mi w głowie, a co jak jestem w rzeczywistości, skoczę i się zabiję!!!
Nie, coś mi zaswitało, aby zrobić test rzeczywistości, ale chyba tego nie zrobiłem (?), tylko tweirdziłem, że jakoś rozmazana ta rzeczywistość wiec to astral na 100%, i skoczyłem ale z asekuracją. Chwyciłem sie rolety przeciw słonecznej, która zamieniła się w jakąś firanę-linę i łagodnie zeskoczyłem z 3 piętra na ulicę. Byłem zadowolony, że mi się udało - zacząłem śpiewać jakąś piosenkę, którą sam wymyśliłem, pomyślałem sobie, że i tak nie będę jej pamiętał w realu (no i nie pamiętam :)) ale było mi łatwiej dzięki niej (bardzo prosta piosenka, kilka słów, chyba zwbliżona do mantry jestem tu i teraz) się zakotwiczyć w astralu. Poruszając się miałem takie naturalne wrażenie, że idziemy razem! to znaczy że idziemy we dwójkę, tak jakby ja-ciałoastralne i ja wyższe-ja, byłem skoncentrowany na ja-ciało ale czasem miałem przebłyski, że patrzę na ja-ciałoastralne z innej perspektywy, takiej z boku ja-wyższe obserwujące. Było mi z tym dobrze i raczej o tym nie myślałem, myślę o tym teraz gdy przypominam sobie ten fragment.
Idziemy więc przez miasto - miasto, szerokie wybetonowane aleje, place, raczej sam beton bez zieleni, mijają mnie ludzie, a raczej zdaję sobie sprawę, że to wytwory mojej wyobraźni i stwierdzam, że nie ma sensu z nimi gadać. Natomiast jakoś niektórych zaczepiam niewerbalnie, odnoszą się do mnie raczej niechętnie, jakbym zakłócał im jakiś ich marsz oraz jakiś wewnętrzny proces myślowy, ci ludzie ockną się na chwilę i patrzą takim zdziwiony, niechętnym do pomocy wzrokiem i mówią mi bez głośnie "czego ty ode mnie chcesz człowieku, zajęty/a jestem wal się". Nie nawiązuję dialogu z nikim, trochę taka scena jak z matrixa, gdy wokół tłum ludzi mija Neo zajętych własnymi sprawami, tu akurat nie był takiego tłumu ale wrażenie to samo.
W pewnym momencie jednak spotkałem kogoś i wywiązał się dialog, ponieważ porozumieliśmy się, ze człowiek którego spotkałem też jest w OBE.
Tu chyba pojawiła sie najwazniejsza sprawa tego wyjścia - uświadomienie, czego oczekuję w tej chwili od OBE.
A czego oczekuję? Wyjścia z OSPUO!
Więc ta sprawa pojawiła się w dialogu szybkim jak błyskawica (raczej to była wymiana mentalna informacji) i człowiek powiedział, że mnie zaprowadzi, albo ja zaproponowałem, aby mnie gdzieś zaprowadził, bo sam sie tu nudzę. Ruszyłem za nim, a raczej za nimi, bo też miałem wrażenie, że tak jak ja on też jest we dwójkę :)
Szedłem więc za nim, widziałem jego plecy, tył głowy, ale strasznie człapał ten chłopak, szedł i szedł i chyba mnie jakoś to znudziło i wróciłem do ciała...
Chyba jeszcze sie wyturlałem ale jego już nie bylo, tylko mijali mnie albo wytwory mojej wyobraźni albo śpiący ludzie, których zaczepiając jakbym wyszarpywał z ich snów, jeszcze zobaczyłem swoje ciało śpiące w łóżku, w astralu spotkałem maszerującą i śpiącą żonę i córkę...
Obudziłem się, poleżałem chwilę aby przypomnieć sobie przygodę i móc ją rano zapisać, więc oto i ona.
Dalszym etapem moich poszukiwań będzie wyjście z ospuo.
Wednesday, 31 August 2011
Nowa technika w mojej praktyce
Opisałem poniżej teoretycznie technikę, teraz opis jak to u mnie wyglądało w praktyce.
Obejrzałem kilka filmów, potrenowałem na sucho techniki, aby się nad nimi nie zastanawiać jak będę ledwo przytomny we snie tylko je użyć.
1. pierwsza noc: położyłęm się spać, po kilku godzina obudziłem się naturalnie i położyłem się dalej spać. Po jakimś czasie obudziłem się, niestety nie byłem w stanie obudzić się bez ruszania i otwierania oczu, wiedziałem już że wybudziłem sie za mocno (byłem całkowicie wyspany i przytomny) i będzie słabo. Wrzuciłem technikę... nic z tego nie będzie, zrezygnowałem i poszedłem spać dalej.
Ostatecznie myślę, że byłem zbyt podekscytowany i się za mocno wybudziłem, przewróciłem się na drugą strone i otworzyłem oczy.
2. druga noc: postanowiłem, że będę to robił naturalnie bez budzika, jak sie uda to ok, jak nie to nie.
Obudziłem się naturalnie, ale chyba zbyt długo spałem bo zaczęło się robić jasno za oknem, ale poszedłem dalej spać. Obudziłem się po jakimś czasie, już mniej ruchu przy przebudzeniu i większa kontrola otwarcia oczu. Ale jakoś czułem, że te moje spanie trochę słabe było, tak jakbym miał tylko półświadomą drzemkę, taka drzemka na czuwaniu. Ok ale technikę trzeba zastosować. Po 10sekundach wiedziałem, że nic z tego, poszedłem spać
3. kolejna noc. Obudziło mnie dziecko w środku nocy, trochę się przebudziłem i po kilku minutach dalej spałem wcześniej postanowiwszy się przebudzić za jakiś czas.
Obudziłem się bardzo łagodnie, nie ruszam się, nie otwieram oczu, czuję, że to odpowiednia pobudka - warunki idealne, teraz technika. Zastosowałem technikę pływania ruszam rękoma żabką, spoko ruszam rękowa w wyobrażni, widzę jak się ruszają, czuję wysiłek, po 5-10sekundach czuję jak nimi ruszam, mam te specyficzne wibracje (to "czucie", bo w moim przypadku jakoś określenie "wibracje" mi nie pasuje. Jest coś a'la wibracje ale tak bym tego nie nazwał, czuję to inaczej, więc będzie "czucie") - moje astralne czucie. W tym momencie mam już odruch :) mocny zamach i wytoczyć się mocno i gwałtownie z ciała.
To wytoczenie się z ciała w moim przypadku jest takie realne, że aż trudno uwierzyć, po prostu czuję spory wysiłem jak zaczynam się wytaczać i jestem niemal przekonany, że spadnę z łóżka fizycznym ciałem, ale to tylko złudzenie - zawsze w takim przypadku wytaczam sie z ciała.
Tym razem było tak samo - WYSZEDŁEM (wytoczyłem się :) )
Bylem zadowolony, nie było to moje pierwsze wyjście więc już nie byłem tak podekscytowany i mogłem działać bardziej świadomie.
Pierwsza rzecz to zakotwiczenie się w fazie - dokładnie dotykam dywanu, przyglądam się mu uważnie, dalej futryna od drzwi, dotykam, czuję fakturę, wącham, wpatruję się... "procesor" pracuje, astralnie materializuje otaczającą mnie rzeczywistoś, ma zajęcie i nie walczy ze mną aby mnie wciagnąć do ciała. Mam dobrze zestrojoną fazę, chyba jedną z lepszych biorąć pod uwagę moje kilka małych wyjść, jest nieźle, faza też najdłuższa z tych które mi sie do tej pory trafiły, jestem usatysłakcjonowany, czuję, że wróciłem do ciała.
Byłem naprawdę usatysfakcjonowany fazą i po powrocie do ciała postanowiłem, że nawet nie będę spisywał wydażeń na gorąco, które miały miejsce w "poza", po prostu się wyśpię.
Tu jest jeden minus, bo po wyspaniu się nie pamiętałem już co sie działo w fazie, bo mi się nałożył sen który pojawił się nad ranem, więc jak chceie pamiętać to trzeba zapisać zaraz po wyjściu, bo się rozpłynie.
Podsumowując: do tej pory najlepsza technika jaką stosowałem: skuteczna (łatwo wyjść, po małej ilości treningu), efektywan (dobre dostojenie w fazie).
Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia do dalszych eksploracji lub do rozpoczęcia.
Obecnie uważam, że aby było w OSPUO ciekawie to trzeba tam wchodzić z konkretnym planem działania: np. chcę polecieć nad morzem, zanurkować w głębinie, popływać z delfinami etc. Tak krok po kroku.
Ja się na tym złapałem, że wchodzę w "poza" bez planu i ad hoc zastanawiam sie co tam robić i to nie jest dobre rozwiązanie. Gdy dłużej sie waham, mózg zaczyna się "nudzić" i wciąga do ciała, więc jak chcesz sie pobawić w OSPUO to wejdź tam z planem działania, różnymi opcjami aby nie zastanawiać się "co robić" tylko "jak". Uważam, że OSPUO niemal w pełni jest generowane przez umysł obserwatora, więc jak czegoś nie stworzysz to jest próżnia i wywala cię do ciała. Jedynym wyjściem jest tworzenie OSPUO jak planszy w grach komputerowych lub ... wyfazowanie się na kolejny krąg astralny poza OSPUO ale tego na razie nie potrafię.
Są jeszcze teorie, że można ingerować w świat fizyczny z OSPUO - może, ale to również jakoś nie jest moim celem.
Wiem, że chcę się dalej wyfazować, bo po pierwsze jakoś nie bawi mnie zabawa w OSPUO - latnie, pływanie, skakanie, bzykanie, bycie psem, kotem etc jakoś mnie to do końca nie pociąga, nie po to wychodzę aby intensyfikować lub rozszerzać doznania ze świata fizycznego, chcę więcej. Po drugie będąc w "poza" ostatnio pamiętam, że chciałem odlecieć gdzieś dalej, przestałem generować OSPUO i wrzuciło mnie do ciała, ale skoro chciałem tego w OSPUO aby opuścić OSPUO to znaczy, że chcę tego naprawdę.
Nie pozostaje nic innego jak testować OSPUO dalej, rozwijać sie i odlecieć w końcu dalej, oby się udało, bo co ciekawego można robić w OSPUO...
Obejrzałem kilka filmów, potrenowałem na sucho techniki, aby się nad nimi nie zastanawiać jak będę ledwo przytomny we snie tylko je użyć.
1. pierwsza noc: położyłęm się spać, po kilku godzina obudziłem się naturalnie i położyłem się dalej spać. Po jakimś czasie obudziłem się, niestety nie byłem w stanie obudzić się bez ruszania i otwierania oczu, wiedziałem już że wybudziłem sie za mocno (byłem całkowicie wyspany i przytomny) i będzie słabo. Wrzuciłem technikę... nic z tego nie będzie, zrezygnowałem i poszedłem spać dalej.
Ostatecznie myślę, że byłem zbyt podekscytowany i się za mocno wybudziłem, przewróciłem się na drugą strone i otworzyłem oczy.
2. druga noc: postanowiłem, że będę to robił naturalnie bez budzika, jak sie uda to ok, jak nie to nie.
Obudziłem się naturalnie, ale chyba zbyt długo spałem bo zaczęło się robić jasno za oknem, ale poszedłem dalej spać. Obudziłem się po jakimś czasie, już mniej ruchu przy przebudzeniu i większa kontrola otwarcia oczu. Ale jakoś czułem, że te moje spanie trochę słabe było, tak jakbym miał tylko półświadomą drzemkę, taka drzemka na czuwaniu. Ok ale technikę trzeba zastosować. Po 10sekundach wiedziałem, że nic z tego, poszedłem spać
3. kolejna noc. Obudziło mnie dziecko w środku nocy, trochę się przebudziłem i po kilku minutach dalej spałem wcześniej postanowiwszy się przebudzić za jakiś czas.
Obudziłem się bardzo łagodnie, nie ruszam się, nie otwieram oczu, czuję, że to odpowiednia pobudka - warunki idealne, teraz technika. Zastosowałem technikę pływania ruszam rękoma żabką, spoko ruszam rękowa w wyobrażni, widzę jak się ruszają, czuję wysiłek, po 5-10sekundach czuję jak nimi ruszam, mam te specyficzne wibracje (to "czucie", bo w moim przypadku jakoś określenie "wibracje" mi nie pasuje. Jest coś a'la wibracje ale tak bym tego nie nazwał, czuję to inaczej, więc będzie "czucie") - moje astralne czucie. W tym momencie mam już odruch :) mocny zamach i wytoczyć się mocno i gwałtownie z ciała.
To wytoczenie się z ciała w moim przypadku jest takie realne, że aż trudno uwierzyć, po prostu czuję spory wysiłem jak zaczynam się wytaczać i jestem niemal przekonany, że spadnę z łóżka fizycznym ciałem, ale to tylko złudzenie - zawsze w takim przypadku wytaczam sie z ciała.
Tym razem było tak samo - WYSZEDŁEM (wytoczyłem się :) )
Bylem zadowolony, nie było to moje pierwsze wyjście więc już nie byłem tak podekscytowany i mogłem działać bardziej świadomie.
Pierwsza rzecz to zakotwiczenie się w fazie - dokładnie dotykam dywanu, przyglądam się mu uważnie, dalej futryna od drzwi, dotykam, czuję fakturę, wącham, wpatruję się... "procesor" pracuje, astralnie materializuje otaczającą mnie rzeczywistoś, ma zajęcie i nie walczy ze mną aby mnie wciagnąć do ciała. Mam dobrze zestrojoną fazę, chyba jedną z lepszych biorąć pod uwagę moje kilka małych wyjść, jest nieźle, faza też najdłuższa z tych które mi sie do tej pory trafiły, jestem usatysłakcjonowany, czuję, że wróciłem do ciała.
Byłem naprawdę usatysfakcjonowany fazą i po powrocie do ciała postanowiłem, że nawet nie będę spisywał wydażeń na gorąco, które miały miejsce w "poza", po prostu się wyśpię.
Tu jest jeden minus, bo po wyspaniu się nie pamiętałem już co sie działo w fazie, bo mi się nałożył sen który pojawił się nad ranem, więc jak chceie pamiętać to trzeba zapisać zaraz po wyjściu, bo się rozpłynie.
Podsumowując: do tej pory najlepsza technika jaką stosowałem: skuteczna (łatwo wyjść, po małej ilości treningu), efektywan (dobre dostojenie w fazie).
Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia do dalszych eksploracji lub do rozpoczęcia.
Obecnie uważam, że aby było w OSPUO ciekawie to trzeba tam wchodzić z konkretnym planem działania: np. chcę polecieć nad morzem, zanurkować w głębinie, popływać z delfinami etc. Tak krok po kroku.
Ja się na tym złapałem, że wchodzę w "poza" bez planu i ad hoc zastanawiam sie co tam robić i to nie jest dobre rozwiązanie. Gdy dłużej sie waham, mózg zaczyna się "nudzić" i wciąga do ciała, więc jak chcesz sie pobawić w OSPUO to wejdź tam z planem działania, różnymi opcjami aby nie zastanawiać się "co robić" tylko "jak". Uważam, że OSPUO niemal w pełni jest generowane przez umysł obserwatora, więc jak czegoś nie stworzysz to jest próżnia i wywala cię do ciała. Jedynym wyjściem jest tworzenie OSPUO jak planszy w grach komputerowych lub ... wyfazowanie się na kolejny krąg astralny poza OSPUO ale tego na razie nie potrafię.
Są jeszcze teorie, że można ingerować w świat fizyczny z OSPUO - może, ale to również jakoś nie jest moim celem.
Wiem, że chcę się dalej wyfazować, bo po pierwsze jakoś nie bawi mnie zabawa w OSPUO - latnie, pływanie, skakanie, bzykanie, bycie psem, kotem etc jakoś mnie to do końca nie pociąga, nie po to wychodzę aby intensyfikować lub rozszerzać doznania ze świata fizycznego, chcę więcej. Po drugie będąc w "poza" ostatnio pamiętam, że chciałem odlecieć gdzieś dalej, przestałem generować OSPUO i wrzuciło mnie do ciała, ale skoro chciałem tego w OSPUO aby opuścić OSPUO to znaczy, że chcę tego naprawdę.
Nie pozostaje nic innego jak testować OSPUO dalej, rozwijać sie i odlecieć w końcu dalej, oby się udało, bo co ciekawego można robić w OSPUO...
Nowa technika
Miałem trochę kłopotów z wyjściem ostatnio, chyba za bardzo chciałem lub jakiś byłem obciążony psychicznie, już prawie straciłem motywację.
Na szczęście dla wytrwałego zawsze czeka miła niespodzianka, a więc do rzeczy.
Przeglądałem, szukałem czytałem, próbowałem i tak jak już wspomniałem nie wiele wychodziło - słabe wyjścia (może 2 o których nie warto nic pisać) lub nawet brak wyjść i coraz mniejsza motywacja do stosowania 4+1, bo ile nocy można zarywać bez efektów, a w dzień jakoś trzeba funkcjonować.
Kilka dni temu trafiłem na stronę niejakiego Michaela Radugi, to co mnie zainteresowło to tzw "indirect technique" - czyli można powiedzieć taka "pośrednia technika wyjścia" wykorzystująca naturalne niepełne wybudzenie się ze snu. O co chodzi?
Bardzo jasna i prosta technika, człowiek na filmie jest mocno przekonujący co do jej prostoty i skuteczności, postanowiłem więc spróbować. Bardziej szczegółowo możecie posłuchać na jego stronie (obe4u.com) - wejdźcie na jego kanał na youtube, a poniżej moja interpretacja, praktyka i doświadczenie.
Technika polega na wybudzeniu się w nocy po około 6h snu (może być wymuszone budzenie np. budzikiem jak w 4+1) - lekkie przebudzenie, wyjście do toalety, wypicie szklanki wody etc ok 5min. wybudzenia. Następnie kładziemy się dalej spać natomiast z afirmacją i przekonaniem, że chcemy się obudzić za godzinę oraz myśląc o technice jaką będziemy stosować aby wyjść (o technikach dalej). Gdy uda nam się przebudzić (pobudka naturalna, bez budzika!) to:
- nie otwieramy oczu
- nie ruszamy się
- zaczynamy stosować technikę czucia ciała astralnego
Co to za techniki?
- pływasz (ja to robię żabką, głównie ręce), ruszaj rękoma nie używając mięśni (taki trening na bez ruchu ale ważne aby chcieć ruszać nie tylko wyobrażać sobie) aż poczujesz wibracje, mrowienie etc
- podnoszenie ręki (jak wyżej - oczywiście podnoszenie astralnej ręki)
- pocieranie dłoni nad czołem (jak wyżej)
Jest jeszcze kilka technik ale na mnie idealnie zadziałało pływanie, więc nie zmieniam.
Ok, jak poczjemy wibracje to czas na separację, najlepiej wytoczyć się jak kłoda - mocnym, zdecydowanym ruchem. A wtedy jesteśmy już POZA!
W "poza" aby utrzymać jak najdłużej fazę i jak najlepiej ją wyostrzyć trzeba dotykać wszystkich przedmiotów, koncentrować się na nich, dotykać siebie, aby "procesor" cały czas i generował OSPUO inaczej jak ktoś jest niedoświadczony to faza jest krótka i płytka, szybko wyrzuca do ciała.
W moim przypadku to podejście zadziałało szybko i skutecznie, więc postanowiłem dokładniej to opisać aby inni też mieli z tego pożytek, a nie jest to tak wymagające jak 4+1. Dalej będę testował tę metodę i mam nadzieję, że będzie coraz bardziej skuteczna, a i tak jest dobrze. Jak to było u mnie - opiszę wkrótce.
Na szczęście dla wytrwałego zawsze czeka miła niespodzianka, a więc do rzeczy.
Przeglądałem, szukałem czytałem, próbowałem i tak jak już wspomniałem nie wiele wychodziło - słabe wyjścia (może 2 o których nie warto nic pisać) lub nawet brak wyjść i coraz mniejsza motywacja do stosowania 4+1, bo ile nocy można zarywać bez efektów, a w dzień jakoś trzeba funkcjonować.
Kilka dni temu trafiłem na stronę niejakiego Michaela Radugi, to co mnie zainteresowło to tzw "indirect technique" - czyli można powiedzieć taka "pośrednia technika wyjścia" wykorzystująca naturalne niepełne wybudzenie się ze snu. O co chodzi?
Bardzo jasna i prosta technika, człowiek na filmie jest mocno przekonujący co do jej prostoty i skuteczności, postanowiłem więc spróbować. Bardziej szczegółowo możecie posłuchać na jego stronie (obe4u.com) - wejdźcie na jego kanał na youtube, a poniżej moja interpretacja, praktyka i doświadczenie.
Technika polega na wybudzeniu się w nocy po około 6h snu (może być wymuszone budzenie np. budzikiem jak w 4+1) - lekkie przebudzenie, wyjście do toalety, wypicie szklanki wody etc ok 5min. wybudzenia. Następnie kładziemy się dalej spać natomiast z afirmacją i przekonaniem, że chcemy się obudzić za godzinę oraz myśląc o technice jaką będziemy stosować aby wyjść (o technikach dalej). Gdy uda nam się przebudzić (pobudka naturalna, bez budzika!) to:
- nie otwieramy oczu
- nie ruszamy się
- zaczynamy stosować technikę czucia ciała astralnego
Co to za techniki?
- pływasz (ja to robię żabką, głównie ręce), ruszaj rękoma nie używając mięśni (taki trening na bez ruchu ale ważne aby chcieć ruszać nie tylko wyobrażać sobie) aż poczujesz wibracje, mrowienie etc
- podnoszenie ręki (jak wyżej - oczywiście podnoszenie astralnej ręki)
- pocieranie dłoni nad czołem (jak wyżej)
Jest jeszcze kilka technik ale na mnie idealnie zadziałało pływanie, więc nie zmieniam.
Ok, jak poczjemy wibracje to czas na separację, najlepiej wytoczyć się jak kłoda - mocnym, zdecydowanym ruchem. A wtedy jesteśmy już POZA!
W "poza" aby utrzymać jak najdłużej fazę i jak najlepiej ją wyostrzyć trzeba dotykać wszystkich przedmiotów, koncentrować się na nich, dotykać siebie, aby "procesor" cały czas i generował OSPUO inaczej jak ktoś jest niedoświadczony to faza jest krótka i płytka, szybko wyrzuca do ciała.
W moim przypadku to podejście zadziałało szybko i skutecznie, więc postanowiłem dokładniej to opisać aby inni też mieli z tego pożytek, a nie jest to tak wymagające jak 4+1. Dalej będę testował tę metodę i mam nadzieję, że będzie coraz bardziej skuteczna, a i tak jest dobrze. Jak to było u mnie - opiszę wkrótce.
Thursday, 19 May 2011
Znów wychodzę
Upłynęło trochę czasu od kiedy wyszedłem po raz ostatni, miałem pewien przerywnik - postawiłem na technnikę. Słuchałem dźwięków HemiSynk i sesji przygotowanych przez intytut Roberta Monroe i nie próbowałem na siłe wychodzić.
Kilka tygodni temu wyszedłem, było ti wyście w technice 4+1 i chyba to na razie nalepsza dla mnie metoda choć dość uciążliwa - nie lubię wstawać w nocy a tym bardziej snuć się przez godzinę gdzieś około 4 rano.
No cóż uciązniwa mniej lub bardziej ale działa.
Wyjście kilka tygodni temu było dość przyjemne. Wszystko dzieje się nadal w przestrzeni przycielesnej bez zwiedzania galaktyk i tak dalej, walczę raczej z utrzymaniem podstawowej fazy i wyjściem. No ale udało się miałem super lot, natomiast jeszcze jakieś bijatyki na mieście, więc raczej nic budującego duchowo. Prosta faza, mam jeszcze kłopot z wyraźnym widzeniem tu radzej było mało wyraźnie, bez rewelacyjnych szczegółow. Pamiętm jak wyturlałem się z ciała - to moja technika na oderwanie się, to klęczałem na czworaka na podłodze i szukałem zapachu i dotyku drewnianej podłogi - z tego co pamiętam, to chyba tk w 60-70% ją znalazłem, no i dalej lot i jakieś takie "mlodzieżowe" rozrywki - samochody, ucieczki, bijatyka, jakiś pociąg seksualny ale bez zbliżenia.
Dziś w nocy wyszedłem również na 4+1. Przewalczyłem chyba 50 minut na przebudzeniu i zacząłem od dzwięków hemisync i standardowej sesji zgodnie z tech r.m.
Po pewnym czasie byłem dość dobrze zrelaksowany, ale po pierwszej sesji hemisync, byłem już zmęczony tymi dźwiekami i odstawiłem, położyłem się na boku. Teraz nie pamiętam czy poróciłem do pozycji na plecach, gdy zaczęło się wyjście, czy faktycznie leżąc na boku zaczałem wychodzić? hmmm, mam wrażenie, że wychodziłem z pozycji na plecach, natomiast nie mogę sobie przypomnieć kiedy się obróciłem z boku na plecy.
Ok ale wyszedlem, pierwsza część to przebywanie w jakimś domu w wierzowcach lat 70tych, to co było ciekawe to wkładałem i pięści w beton i upeniałem się, że jestem w atralu i to że jestem w astralu bardzo mnie pozytywnie nastrajało. Przenikałem przez okna, ogólnie taki trochę parcour :)
Spotkałem jakąś kobietę przed 40ką, rozmawialiśmy, teraz już zapomniałem o czym, ale 0 seksu i pociągu seksualnego. Wciagało mnie do ciała, musiałem pójść za ciosem i wytoczyć się praz drugi. Poprostu wpadłem do ciała i od razu wytoczyłem sie i kontynuowałem mój parcour. To co ciekawe w tym wyjściu to postanowiłem skupić się na ostrym i super wyraźnym widzeniu, bo do tej pory wszystko było takie jak we śnie, może odrobinę trochę bardziej wyraźnie. Skoncentrowałem się i przyjrzałęm sie czemuś - pajacowi, słoniowi, piratowi etc teraz już nie wiem co/kto to był uleciało, ale zobaczyłem w końcu wyranie jak w fizycznym, dokładne kształyty detale fizjonomi, oszałamiająco realne kolory... Super, niestety zestrojenie takie było tylko przez chwilkę i zaczęło mnie wyrzucać do ciała.
Podłechtany sukcesem wpadłem do ciała i stanowczo wytoczyłem się po raz drugi. Postanowiłem kontynuować moje realne doznania.
Dotarlem do grupki młodzieży, pociągała mnie jakaś małolata, bardzo małoletnia nawet nie zgaduję ile mogła mieć lat, na pewno poniżej 19tu :) Nabrałem ochoty na igraszki, ona chyba nie bardzo miała ochotę, co chyba wyrażała werbalnie ale robiła co chciałem, widziałem bardzo wyraźnie jej twarz, miała jakieś pryszcze :) ale ogólnie smakowita. Wszedłem, na początku było normalnie jak we śnie ale jak się skupiłem czułęm się jak podczas seksu w realnym świecie, super realnie i wiarygodnie, po prostu ja czułem. Natomiast były to fragmenty raz super realnie, raz "sennie", poczułem natomiast że podnieciłem się w ciele fizycznym sprawdziłem i wywaliło mnie do ciała. Tym razem wróciłem spokojniej i nie wytaczałem sie po raz kolejny, byłem zadowolony z tego wyjścia i już odpuściłem.
Otworzyłęm oczy, czułem się dość wypoczęty ale nie tak jak bym się obudził ze snu, raczej tak jakbył sobie odpoczywał z zamkniętymi oczami przed południem.
Dziś również spróbuję wyjść.
Muszę wszystko zapisywać od razy po wyjściu, bo wtedy pamiętam, jak zasne po powrocie, to większość zapominam i wydaje sie to mało realne.
Kilka tygodni temu wyszedłem, było ti wyście w technice 4+1 i chyba to na razie nalepsza dla mnie metoda choć dość uciążliwa - nie lubię wstawać w nocy a tym bardziej snuć się przez godzinę gdzieś około 4 rano.
No cóż uciązniwa mniej lub bardziej ale działa.
Wyjście kilka tygodni temu było dość przyjemne. Wszystko dzieje się nadal w przestrzeni przycielesnej bez zwiedzania galaktyk i tak dalej, walczę raczej z utrzymaniem podstawowej fazy i wyjściem. No ale udało się miałem super lot, natomiast jeszcze jakieś bijatyki na mieście, więc raczej nic budującego duchowo. Prosta faza, mam jeszcze kłopot z wyraźnym widzeniem tu radzej było mało wyraźnie, bez rewelacyjnych szczegółow. Pamiętm jak wyturlałem się z ciała - to moja technika na oderwanie się, to klęczałem na czworaka na podłodze i szukałem zapachu i dotyku drewnianej podłogi - z tego co pamiętam, to chyba tk w 60-70% ją znalazłem, no i dalej lot i jakieś takie "mlodzieżowe" rozrywki - samochody, ucieczki, bijatyka, jakiś pociąg seksualny ale bez zbliżenia.
Dziś w nocy wyszedłem również na 4+1. Przewalczyłem chyba 50 minut na przebudzeniu i zacząłem od dzwięków hemisync i standardowej sesji zgodnie z tech r.m.
Po pewnym czasie byłem dość dobrze zrelaksowany, ale po pierwszej sesji hemisync, byłem już zmęczony tymi dźwiekami i odstawiłem, położyłem się na boku. Teraz nie pamiętam czy poróciłem do pozycji na plecach, gdy zaczęło się wyjście, czy faktycznie leżąc na boku zaczałem wychodzić? hmmm, mam wrażenie, że wychodziłem z pozycji na plecach, natomiast nie mogę sobie przypomnieć kiedy się obróciłem z boku na plecy.
Ok ale wyszedlem, pierwsza część to przebywanie w jakimś domu w wierzowcach lat 70tych, to co było ciekawe to wkładałem i pięści w beton i upeniałem się, że jestem w atralu i to że jestem w astralu bardzo mnie pozytywnie nastrajało. Przenikałem przez okna, ogólnie taki trochę parcour :)
Spotkałem jakąś kobietę przed 40ką, rozmawialiśmy, teraz już zapomniałem o czym, ale 0 seksu i pociągu seksualnego. Wciagało mnie do ciała, musiałem pójść za ciosem i wytoczyć się praz drugi. Poprostu wpadłem do ciała i od razu wytoczyłem sie i kontynuowałem mój parcour. To co ciekawe w tym wyjściu to postanowiłem skupić się na ostrym i super wyraźnym widzeniu, bo do tej pory wszystko było takie jak we śnie, może odrobinę trochę bardziej wyraźnie. Skoncentrowałem się i przyjrzałęm sie czemuś - pajacowi, słoniowi, piratowi etc teraz już nie wiem co/kto to był uleciało, ale zobaczyłem w końcu wyranie jak w fizycznym, dokładne kształyty detale fizjonomi, oszałamiająco realne kolory... Super, niestety zestrojenie takie było tylko przez chwilkę i zaczęło mnie wyrzucać do ciała.
Podłechtany sukcesem wpadłem do ciała i stanowczo wytoczyłem się po raz drugi. Postanowiłem kontynuować moje realne doznania.
Dotarlem do grupki młodzieży, pociągała mnie jakaś małolata, bardzo małoletnia nawet nie zgaduję ile mogła mieć lat, na pewno poniżej 19tu :) Nabrałem ochoty na igraszki, ona chyba nie bardzo miała ochotę, co chyba wyrażała werbalnie ale robiła co chciałem, widziałem bardzo wyraźnie jej twarz, miała jakieś pryszcze :) ale ogólnie smakowita. Wszedłem, na początku było normalnie jak we śnie ale jak się skupiłem czułęm się jak podczas seksu w realnym świecie, super realnie i wiarygodnie, po prostu ja czułem. Natomiast były to fragmenty raz super realnie, raz "sennie", poczułem natomiast że podnieciłem się w ciele fizycznym sprawdziłem i wywaliło mnie do ciała. Tym razem wróciłem spokojniej i nie wytaczałem sie po raz kolejny, byłem zadowolony z tego wyjścia i już odpuściłem.
Otworzyłęm oczy, czułem się dość wypoczęty ale nie tak jak bym się obudził ze snu, raczej tak jakbył sobie odpoczywał z zamkniętymi oczami przed południem.
Dziś również spróbuję wyjść.
Muszę wszystko zapisywać od razy po wyjściu, bo wtedy pamiętam, jak zasne po powrocie, to większość zapominam i wydaje sie to mało realne.
Sunday, 6 February 2011
Moje pierwsze "wyjście" cz3 - taaaak!
Spadłem...
nie potłukłem się, nie odczuwam bólu, tak jestem tu, wydostałem się, jestem świadomy! Jestem w świadomym śnie, czuję podłogę ale trochę ją postrzegam niewyraźnie, jak w zwykłym śnie, myślę o tym bardziej, przestrzeń nabiera bardziej realnych kształtów jak w filmie na komputerze gdy zwiększasz rozbielczość, podłoga jest taka realna, jestem podekscytowany, tak jestem tu, wstaję/unoszę się biegnę/lecę/przemieszczam się z sypialni do salonu, jest jeszcze ciemno, taki półmrok rozświetlany poświatą latarni zza okna, wlatując do salonu spostrzegam, bardziej wyczuwam postać/coś co nie ma kształtów jest powietrzem ale wiem że tam jest, jestem tak podjarazny że tylko wołam "hejo" i pędze dalej, postać, której nie ma nie odpowiada, albo ja czuję lub interpretuję to po prostu jak odpowiedz w języku uczuć "dzień dobry baw się dobrze". Postać nie wchodzi ze mną w żadną interakcję, mógłbym nawet zapomnieć o niej i nie wspomnieć o postaci, która była mniej odczuwalna niż lekki ciepły letni wiatr, natomiast posiadała coś w sobie, jakby delikatnie lśniący diament, więc pozostała mi w pamięci.
Jestem już w salonie, chcę lecieć, zobaczyć wszytsko, ogarnąć cały świat, czuję się wspaniale, jestem gdzies pod sufitem, postanawiam się wyrwać poza mieszkanie wyciągam rękę wylatuję przez okno/ścianę widzę z góry ulicę i budynek, lecz zaraz czuję sie jakbym chciał przejść przez firanę, trafiam ponownie do mieszkania, w którym na ścianie na której nie było okna jest duże okno z firaną, czuję, że to jeszcze nie czas wylecieć poza, ale czuję się taki swobodny, mogę wszystko. Rozmawiam z kimś lub prowadzę jakiś wewnętrzny dialog, nie pamiętam o czym ale trwa to bardzo krótko o ile wogóle trwa. W jednej chwili czuję, że wracam. Wyrażenie wracam, jest tu mało precyzyjne bo wracanie kojarzy się z jakimś procesem w czasie, ja poprostu wracam co znaczy czynność dokonaną - wróciłem, wiem że wróciłem leżę jescze chwilę z zamkniętymi oczami otwieram oczy, wróciłem, leżę na plecach w łóżku, czuję się wyśmienicie, czuję się jakbym w pełni sił położył się o poranku i na chwilę zamknął oczy i je otworzył, pełen relaks, jest wczesny poranek, spałem ogólnie 5h + LD, gęba uśmiecha mi się od ucha do ucha, było wspaniale, a najważniejsze, że BYŁO!
Jestem wdzięczny, że udało mi się spróbować i udało się tak wcześnie, teraz czas na badanie tej przestrzeni, mam motywację, wiem, że może nie za każdym razem ale to jest możliwe aby tam być, dla takich chwil warto próbować.
Czy to było doświadczenie LD, czy OBE, czy cokolwiek innego, to nie ma znaczenia, bo było wspaniałe, a trzeba to opisać, ponieważ czas i rzeczywistość zasypuje w naszej pamięci to wyjątkowe doświadczenie jak pustynna burza świeże źródło z czystą wodą, dopóki nie pogłebimy studni i niezabezpieczymy jej a będziemy chcieli do niej wrócić za jakiś czas, to sami możemy zwątpić, czy ona wogóle istniała.
nie potłukłem się, nie odczuwam bólu, tak jestem tu, wydostałem się, jestem świadomy! Jestem w świadomym śnie, czuję podłogę ale trochę ją postrzegam niewyraźnie, jak w zwykłym śnie, myślę o tym bardziej, przestrzeń nabiera bardziej realnych kształtów jak w filmie na komputerze gdy zwiększasz rozbielczość, podłoga jest taka realna, jestem podekscytowany, tak jestem tu, wstaję/unoszę się biegnę/lecę/przemieszczam się z sypialni do salonu, jest jeszcze ciemno, taki półmrok rozświetlany poświatą latarni zza okna, wlatując do salonu spostrzegam, bardziej wyczuwam postać/coś co nie ma kształtów jest powietrzem ale wiem że tam jest, jestem tak podjarazny że tylko wołam "hejo" i pędze dalej, postać, której nie ma nie odpowiada, albo ja czuję lub interpretuję to po prostu jak odpowiedz w języku uczuć "dzień dobry baw się dobrze". Postać nie wchodzi ze mną w żadną interakcję, mógłbym nawet zapomnieć o niej i nie wspomnieć o postaci, która była mniej odczuwalna niż lekki ciepły letni wiatr, natomiast posiadała coś w sobie, jakby delikatnie lśniący diament, więc pozostała mi w pamięci.
Jestem już w salonie, chcę lecieć, zobaczyć wszytsko, ogarnąć cały świat, czuję się wspaniale, jestem gdzies pod sufitem, postanawiam się wyrwać poza mieszkanie wyciągam rękę wylatuję przez okno/ścianę widzę z góry ulicę i budynek, lecz zaraz czuję sie jakbym chciał przejść przez firanę, trafiam ponownie do mieszkania, w którym na ścianie na której nie było okna jest duże okno z firaną, czuję, że to jeszcze nie czas wylecieć poza, ale czuję się taki swobodny, mogę wszystko. Rozmawiam z kimś lub prowadzę jakiś wewnętrzny dialog, nie pamiętam o czym ale trwa to bardzo krótko o ile wogóle trwa. W jednej chwili czuję, że wracam. Wyrażenie wracam, jest tu mało precyzyjne bo wracanie kojarzy się z jakimś procesem w czasie, ja poprostu wracam co znaczy czynność dokonaną - wróciłem, wiem że wróciłem leżę jescze chwilę z zamkniętymi oczami otwieram oczy, wróciłem, leżę na plecach w łóżku, czuję się wyśmienicie, czuję się jakbym w pełni sił położył się o poranku i na chwilę zamknął oczy i je otworzył, pełen relaks, jest wczesny poranek, spałem ogólnie 5h + LD, gęba uśmiecha mi się od ucha do ucha, było wspaniale, a najważniejsze, że BYŁO!
Jestem wdzięczny, że udało mi się spróbować i udało się tak wcześnie, teraz czas na badanie tej przestrzeni, mam motywację, wiem, że może nie za każdym razem ale to jest możliwe aby tam być, dla takich chwil warto próbować.
Czy to było doświadczenie LD, czy OBE, czy cokolwiek innego, to nie ma znaczenia, bo było wspaniałe, a trzeba to opisać, ponieważ czas i rzeczywistość zasypuje w naszej pamięci to wyjątkowe doświadczenie jak pustynna burza świeże źródło z czystą wodą, dopóki nie pogłebimy studni i niezabezpieczymy jej a będziemy chcieli do niej wrócić za jakiś czas, to sami możemy zwątpić, czy ona wogóle istniała.
Subscribe to:
Posts (Atom)