Tak, w końcu chciałem znów trochę astrala. Wieczorem zastanawiałem się, co ja tam będę robił. Odpowiedź znalazłem bardzo szybko - "jak złamać kod matrixa?"
Ta myśl mnie gnębiła bardzo mocno przez cały wieczór - są ludzie np. jogini który lewitują, ludzie odżywiający się słońcem, iluzjoniści np. Dynamo (Steven Frayn), magicy którzy kreują rzeczywistość całkowicie nie zgodną z regułami tego realnego świata - jak oni to robią, jak łamią kody tego matrixa. Ja także chciałbym być niezależnym kreatorem wedle mojej woli, czarownikiem. Postanowiłem zadać to pytanie wszelkim bytom które spotkam podczas obe - to była bardzo konkretna motywacja aby "wyjść".
Z tą myślą zasnąłem. Obudziłem się około 2 w nocy po 4 godzinach snu. Lekko przestraszony, ale wstałem skorzystałem z toalety, wypiłem szklankę wody, zerknąłem co za oknem i postanowiłem podryfować w astralu.
Zacząłem akcję 4+1, oczywiście nie czekałem godziny może 15-20minut, nie mam cierpliwości do tego i uważam, że tracę cenny czas na sen, natomiast z drugiej strony mam świadomość, że to przebudzenie przez minimum 30-40 minut jest istotne... no cóż zrobiłem, tak jak zrobiłem.
30 minut na plecach, bez rezultatów - odrętwienie, przerzuciłem się na bok, aby spróbować przez sen. Przez pewien trwała walka świadomości i snu. Nie mogłem wejść w fazę na wyskoczenie w obe (to pewnie dla tego, że za krótko się przebudzałem...), ale jakoś łagodnie pogrążyłem się we śnie, z lekką świadomością. Byłem we śnie i zadałem sobie pytanie czy to sen czy jawa - leżałem na dużym łożu w innym nie moim pokoju.
Postanowiłem przeprowadzić "rutynowe działania" - skoczyłem na twarz z łóżka - wiedziałem, ze to sen i nic mi się nie stanie, chciałem tylko sprawdzić co się wydarzy... Lecę na pysk, zaraz rymsnę o podłogę, a tu nagle - zawisłem około 20cm nad podłoga. To było jak zimny prysznic - natychmiast wróciła pełna świadomość, wiedziałem, że jestem we śnie, że to LD i postanowiłem zająć się intencją z którą wyruszałem do astrala, a mianowicie dowiedzieć się "jak złamać kod matrixa"
Były to jakieś ogrody działkowe, przeszedłem przez płot na sąsiednią działke. Zobaczyłem człowieka z synem (?), że zbliża się do działki - skryłem się za krzakiem, jakoś tak instynktownie, zauważył mnie, teraz w pełni świadomie wyszedłem mu na spotkanie. Był trochę zaniepokojony, że ktoś jest na jego terenie, ale wyciągnąłęm dłoń i podałem mu rękę, obdażył mnie silnym, "suchym" uściskiem dłoni. Nagle wokół niego pojawiło się mnóstwo jego chyba znajomych/przyjaciół facetów, zrobił sie jakiś rozgardiasz, rozmowy, śmiechy etc. Nie dałem się wybić z rytmu i wyskoczyłem do człowieka z pytanie - "czy wiesz jak złamać kody matrixa?" Chyba nie do końca zrozumiał w tym harmidrze, więc wykrzyczałem mu to prosto w twarz! Zdębiała, zszokował się, jakby mu obwody się zagrzały, reszta towarzystwa jak usłyszała pytaie zaczełą zaciekle dyskutować o tym matrixie, ale ja zdawałem sobie sprawę, że to boty i to raczej był szum informacyjny majacy tylko mnie zagłuszyć, natomiast człowiek do którego skierowałem pytanie też był nieobecny, stweirdziłem, że to bot i ruszyłem dalej. Wpadlem na trawniku na grupę dziewczyn/kobiet za pewne udającą się na imprezę, chwyciłem jedną z nich i zadałęm te same pytanie. Przegiałem ją przez kolano i spojrzałem jej prosto w oczy - znowu nic, bot.
Po tej próbie próbowało mnie wywalić do ciała, skoncentrowałem się na oddechu (autoatycznie, chyba tylko z mała ingerencją świadomości) i wyłonił się nowy sen, jak matrioszka ze starego. Na tym etepie byłem jeszcze trochę świadomy snu, trochę ciała fizycznego, które śpi i znajduje się w pokoju. Ale z kolejnym snem zagłębiałem się coraz bardziej w sen i traciłęm poczucie rzeczywistości.
Pojawiło mi sie chyba jeszcze kilka sennych matrioszek, niestety nie moge sobie ich wszystkich przypomnieć, ale trafiłęm w końcu do snu w którym byłem w jakimś biurze, coś robiłem, byłem sam. Nagle zaciekawiła mnie jakaś mapa na ścianie - natomiast była to raczej jakaś mandala, gdy się jej przypatrzyłem wyłaniał się inny obraz. Zadałem sobie więc pytanie "jak złamać kody matrixa". Pojawił się wgląd dotyczący życia, który mnie przeniknął, ale jeszcze nie był wyartykułowany. W tym momemncie aby to zapamiętać, stworzyłęm sobie bota, koleżankę z pracy, której to zacząłem opowiadać, że jest wszechświat, jak głębiej spojrzymy to układ słoneczny, potem ziemia, jeszcze głębiej, to kraje, miasta, w mieście budynek, w budynku pokój, w pokoju człowiek, w człowieku komórki organizmu, w komórkach atomy i tak możemy spoglądać w głąb i co znajdziemy, dokąd dotrzemy? Dotrzemy do jakiejś energii - pierwotnej ostatecznej - do boga! Ale co to jest? jak z tym komunikować się, jak dotrzeć.
W tym czasie patrzyłem jej głęboko w oczy, lecz te oczy po pewnym czasie okazały się białymi dziurami w głowie - to bot, moja kreacja mózgowa, zostawiłem ją i ruszyłem dalej.
Ok, zaufam intuicji, może np. karty tarota w tym śnie mi coś odpoweidzą, pojawiła się grupka ludzi, jeden tasował karty, drugi przełożył, wyjęli 3 karty i kazali mi je wziąć. Hola, hola - to nie moja kreacja, nie moja intuicja, ktoś za mnie wszystko zrobił i podsuwa mi coś co ja mam przygarnąć jako swoje - do dupy! spadajcie. Nie podniosłęm kart, ruszyłem dalej.
Wyszedłem w następnej matrioszce, siedzę w jakim pomieszczeniu, grupka ludzi, siedzimy, trwają jakieś rozmowy, jest właczony tv, a w nim raczej jakieś reklamy lub jakaś tylko jedna reklama - pojawiają sie koperty z imionami i nazwiskami. Dwa razy pojawia się koperta z imieniem i nazwiskiem mojego dość dobrego kelegi z liceum, zastanawiam się nad tym ale to później ignoruję.
Ta sytacja zamienie się w sytuację, gdy siedzimy we 3 osoby: ja, mój kolega Paweł, i kolega Michał. Na ekranie tv widzę jak przechodzi swego rodzaju fala i czyści jakby tłuszcz z mięsa, taka operacja odsysania tłuszczu w dużym przyliżeniu, lub oczyszczanie mięsa z tłuszczu podczas przygotowania go w kuchni. Większość złogów tłuszczowych jest usowanych - Pawel mówi, że już nie jest na diecie (w rzeczywistości, nigdy nie był, raczej czlówiek wysoki i zbyt chudy, bez problemów z nadwagą), nie bierze już nawet "Urinal Pils" (nie wiem skąd sie to wzięło, ale taka nazwa padła). Raczej nie byłem zainteresowany drążeniem, tematu i stweirdziłem, że nic tu po mnie - nie znajdę u tych ludzi tej odpoweidz której szukam, bo to same boty. W tamtej chwili też naszła mnie taka refleksja, że niestety w rzeczywistości matrialnej jak sie obudzę i zadaje podobne pytanie, to tzw prawdziwi ludzie reagują tak samo - patrzą się jak na idiotę, mówią po co ci to, bądz normalny, taki jak my, wstawj do kieratu pracy, zarabiaj pieniądze, wydawaj pieniądze, żryj i sraj...
Lunatycy otaczają mnie... że zaintonuję tu Ryśka Rydla.
Obudziłem się. Poleżałem chwile, bo chciałem choć część tego LD zapamiętac i spisac powyższe.
Ogólnie podsumowując, to strasznie sztuczny ten świat w LD. Jest zasadnicza różnica w wejściu w LD a OBE - w LD nie ma tego wiru wciągającego w astral, nie ma dostrojenia, jest po prostu jak jest. LD to jak poruszanie się po zgóry ustalonej planszy w grze w której idzie sie z punktu A do B, a po dordze pojawiają się rózne neispodziani, a OBE to w porównaniu z tą gierką/planszówką - gra w szachy.
Płaskie to LD - chcę w OBE!
Sunday, 15 July 2012
Saturday, 3 March 2012
Lustereczko powiedz...
Tak, tak, tak - tym razem poszło zadziwiająco lekko, ale o tym po koleii.
Technika 4+1, pobudka naturalna bez budzika, 3 w nocy. Tym razem pełen relaks, chyba po ostatniej sesji coś się przełamało. Zacząłem zapadać w sen, bez kontrolowania myśli, rozmyślania - miałem po prostu świadomość, że zasypiam. Gdy byłem już głębiej we śnie nastąpiło zasysanie przez strumień dźwięku, lekkie (a może mocniejsze) dreszcze/drgawki wiedziałem, że lecę w kierunku obe. Tym razem odpuściłem totalnie - niech się dzieje co chce, pełen relak, bez mantrowania etc.
Wiuuuu i mnie wyciąga tym razem wyszedłem kolejny raz inaczej niż zwykle, bez wytoczenia - raczej wysączyłęm się nad moje ciało, tak pod sufit. Nie spotkałem żadnego strażnika, żadnego zewnętrznego strachu, po prostu mój wewnętrzny dreszczyk emocji towarzyszący wyjściu.
Chciałem od razu skorzystać z mojej starej techniki kotwiczenia się w astralu - pocieranie rąk, dotykanie ścian, podłogi etc, rozpocząłem ale coś mi kazało przestać. Spojrzałem na moje ręce, wyglądały jakby były z jakiejś pomarańczowej energii, spojrzałem z góry na moje łóżko, ale nie zauważyłem swojego ciała, raczej jakaś ciemna mgła dam zalegała. Zgodnie z wewnętrznym głosem przestałem się kotwiczyć, coś mnie pociągnęło w górę i zacząłem się unosić, wyżej i wyżej, wyleciałem ponad budynek, leciałem przez chmury, wtedy zdałem sobie sprawę że jakieś gigantyczne dłonie trzymają mnie pod boki i to one mnie unoszą ponad chmury. W tym momencie poczułem wspaniałe bezpieczeństwo, taką ekstazę z przebłyskiem seksualnego podniecenia, ale to ustąpiło. Plecami jakbym wtulił się w coś/kogoś pozwoliłem mnie prowadzić...
Trwało to pewien czas, aż trafiłem jakby do naturalnego planetarium: miałem przed sobą niebo wszechświata na którym zacząłem oglądać gwiazdy, widziałem gwiazdozbiory, a nawet całe galaktyki (!!!), jakieś wydarzenia w skali kosmiczno/gwiezdnej były mi prezentowane - ja raczej zachwycałem się ogromem tego wszystkiego i tym że mam możliwość podziwiać całe galaktyki i inne elementy wszechświata na codzień nie widoczne gołym okiem. Uświadomiłem sobie, że działo sie do dość długo jak na moje pobyty astralne.
Gdy już się tym nasyciłem wylądowałem w jakim miejscu, małej wsi/osiedlu?, postaci która mnie prowadziła przez chmury już nie było, byłem sam.
Miałem plan aby w trakcie obe/ld przejść przez lustro na drugą stronę. Wiedziałem, że jestem w OSPUO, wszedłem więc do chaty - spotkałem w niej 2 osoby - to były boty - nie reagowały jakoś specjalnie na mie choć mnie zobaczyły. Postanowiłem więc się nimi nie przejmować. Znalazłem na ścianie dość wielkie lustro - spojrzałem w nie lecz nie zobaczyłem w nim mojego odbicia, tylko szara mgła. Zawołałem starszego mężczyznę (bota) z chaty aby i on się przejrzał. Zerknął do lustra, ale i jego odbicia nie było. Mężczyzna nie zareagował, więc kazałem mu się cofnął.
Stanąłem przed lustrem i zacząłem się wpatrywać, moje odbicie się pojawiło...
Podjąłem decyzję - wchodzę w to lustro!
Powoli zbliżyłem się do niego i zacząłem powoli zanurzać twarz w jego tafli - gdy zanurzyłem już całą twarz miałem wrażenie, że jestem po drugiej stronie, po drugiej stronie, ale w realu! Wchodziłem do mojego fizycznego ciała! Chwilę byłem jakby w rozkroku - trochę w realu, trochę w astralu. Dalej nie miałem możliwości się zastanawiać, bo przebudziłem się całkowicie w moim ciele fizyczny.
Lustrzana odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała i mam wątpliwości czy lustro z astrala prowadzi gdzieś głębiej, czy jest tylko drogą powrotną do ciała? Chcę to sprawdzić jeszcze raz przy najbliższej okazji.
Technika 4+1, pobudka naturalna bez budzika, 3 w nocy. Tym razem pełen relaks, chyba po ostatniej sesji coś się przełamało. Zacząłem zapadać w sen, bez kontrolowania myśli, rozmyślania - miałem po prostu świadomość, że zasypiam. Gdy byłem już głębiej we śnie nastąpiło zasysanie przez strumień dźwięku, lekkie (a może mocniejsze) dreszcze/drgawki wiedziałem, że lecę w kierunku obe. Tym razem odpuściłem totalnie - niech się dzieje co chce, pełen relak, bez mantrowania etc.
Wiuuuu i mnie wyciąga tym razem wyszedłem kolejny raz inaczej niż zwykle, bez wytoczenia - raczej wysączyłęm się nad moje ciało, tak pod sufit. Nie spotkałem żadnego strażnika, żadnego zewnętrznego strachu, po prostu mój wewnętrzny dreszczyk emocji towarzyszący wyjściu.
Chciałem od razu skorzystać z mojej starej techniki kotwiczenia się w astralu - pocieranie rąk, dotykanie ścian, podłogi etc, rozpocząłem ale coś mi kazało przestać. Spojrzałem na moje ręce, wyglądały jakby były z jakiejś pomarańczowej energii, spojrzałem z góry na moje łóżko, ale nie zauważyłem swojego ciała, raczej jakaś ciemna mgła dam zalegała. Zgodnie z wewnętrznym głosem przestałem się kotwiczyć, coś mnie pociągnęło w górę i zacząłem się unosić, wyżej i wyżej, wyleciałem ponad budynek, leciałem przez chmury, wtedy zdałem sobie sprawę że jakieś gigantyczne dłonie trzymają mnie pod boki i to one mnie unoszą ponad chmury. W tym momencie poczułem wspaniałe bezpieczeństwo, taką ekstazę z przebłyskiem seksualnego podniecenia, ale to ustąpiło. Plecami jakbym wtulił się w coś/kogoś pozwoliłem mnie prowadzić...
Trwało to pewien czas, aż trafiłem jakby do naturalnego planetarium: miałem przed sobą niebo wszechświata na którym zacząłem oglądać gwiazdy, widziałem gwiazdozbiory, a nawet całe galaktyki (!!!), jakieś wydarzenia w skali kosmiczno/gwiezdnej były mi prezentowane - ja raczej zachwycałem się ogromem tego wszystkiego i tym że mam możliwość podziwiać całe galaktyki i inne elementy wszechświata na codzień nie widoczne gołym okiem. Uświadomiłem sobie, że działo sie do dość długo jak na moje pobyty astralne.
Gdy już się tym nasyciłem wylądowałem w jakim miejscu, małej wsi/osiedlu?, postaci która mnie prowadziła przez chmury już nie było, byłem sam.
Miałem plan aby w trakcie obe/ld przejść przez lustro na drugą stronę. Wiedziałem, że jestem w OSPUO, wszedłem więc do chaty - spotkałem w niej 2 osoby - to były boty - nie reagowały jakoś specjalnie na mie choć mnie zobaczyły. Postanowiłem więc się nimi nie przejmować. Znalazłem na ścianie dość wielkie lustro - spojrzałem w nie lecz nie zobaczyłem w nim mojego odbicia, tylko szara mgła. Zawołałem starszego mężczyznę (bota) z chaty aby i on się przejrzał. Zerknął do lustra, ale i jego odbicia nie było. Mężczyzna nie zareagował, więc kazałem mu się cofnął.
Stanąłem przed lustrem i zacząłem się wpatrywać, moje odbicie się pojawiło...
Podjąłem decyzję - wchodzę w to lustro!
Powoli zbliżyłem się do niego i zacząłem powoli zanurzać twarz w jego tafli - gdy zanurzyłem już całą twarz miałem wrażenie, że jestem po drugiej stronie, po drugiej stronie, ale w realu! Wchodziłem do mojego fizycznego ciała! Chwilę byłem jakby w rozkroku - trochę w realu, trochę w astralu. Dalej nie miałem możliwości się zastanawiać, bo przebudziłem się całkowicie w moim ciele fizyczny.
Lustrzana odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała i mam wątpliwości czy lustro z astrala prowadzi gdzieś głębiej, czy jest tylko drogą powrotną do ciała? Chcę to sprawdzić jeszcze raz przy najbliższej okazji.
Wednesday, 29 February 2012
Strażnik Systemu - "NieObe"
Ten wpis poświęcam ważnemu elementowi z tematu "Nadświetlny Strumień Dźwięku" - głosowi, którego nazwałem "Strażnikiem Systemu".
Już w trakcie i po doświadczeniu głos ten zinterpretowałem jako strażnika systemu (systemu materialnej rzeczywistości) na którego nadziałem się podczas wyjścia w głębsze OBE (chyba tam zmierzałem?). Do tej pory podczas moich skoków byłem w LD/OSPUO, czyli we własnym świecie gdzie poza Botami nie było nikogo, a ten kontakt był całkowicie odmienny niż kontakty z botami, jakby zewnętrzny, coś co miało mnie odegnać od OBE.
Biorąc pod uwagę analizę tego przypadku mogę przyjąć 2 wersje:
1. to była moja wewnętrzna kreacja lęku np. przed śmiercią.
Z jednej strony jest to prawdopodobne, bo mimo, że podejmuję próby wyjścia w OBE, gdzieś wewnętrznie mam zakorzeniony lęk przed śmiercią, nie przed samym procesem i konsekwencją dla mnie, bo jestem Obenautą i co najwyżej wylecę do wiecznego Obe ale raczej jest to lęk wykreowane przez moje Ego tzn. co sie stanie z ludźmi których zostawię, jak się będą z tym czuli etc - taka presja społeczna, jak się kocha najbliższych to nawet w ten sposób nie chce się nikogo krzywdzić i myślę, że tego jeszcze do końca nie przerobiłem i siedzi mi to w głowie.
Z drugiej strony znam swoje lęki i wiem jak odczuwam taki lęk - wiem jak on smakuje, a to co się w tym przypadku pojawiło było jakby próbą wstrzyknięcia mi do mojego systemu zewnętrznego lęku, zatrucia mi krwio obiegu obrazowo przedstawiając, więc szukam w innym kierunku nie negując tej możliwości, bo w końcu chcę tam znów wrócić i się z tym zmierzyć, więc nie pozbawię się oręża tylko dla tego że nie do końca to czuję i nie akceptuję.
2. zewnętrzny strażnik na bramie wyjścia z materialnej rzeczywistości
Ta wersja jest z tzw. wersji walki z systemem, matrixem etc jak kto to nazywa, natomiast jest bliska mojemu światopoglądowi, którego wykreowałem na podstawie moich doświadczeń, obserwacji naszego materialnego świata, przemyśleń ludzi świadomych etc.
Wg tej wersji głos to zewnętrzny strażnik (jakoś strasznie mi tu podświadomie pasuje słowo "Sentinel") ustawiony na bramie wyjściowej pomiędzy światem materialnym, a "poza". Biorąc pod uwagę system naszej rzeczywistości materialnej w którym działają takie organizacje jak KM (korporacje międzynarodowe), SM (super mocarstwa), oraz KK (kościół katolicki) i inne organizacje religije, które próbują utrzymać człowieka tylko w materializmie (KM, SM) lub zaprogramować mu jedynie słuszny wgląd w świat pozazmysłowy odpowiednio dawkowany przez system (KK) i kontrolowany strachem (wszyscy), to ta wersja wydaje mi sie też bardzo prawdopodobna.
W tym przypadku uważam, że mógł to być Sentinel ustawiony przez KK:
- sposób mojego wyjścia (matra Jezus) mógł zwabić właśnie takiego strażnika
- sposób przekazu telepatycznego był ewidentnie z KK. Nie chodzi o same słowa ale to co się z nimi wiązało, jaka kreacja i wizualizacja, która miała stworzyć wrażenie tzw boga ojca stojącego u bram i karcąco upominającego zbłąkaną owieczkę. Wizualizacja w podświadomości jako dziadek z brodą jak ze starego testamentu, donośny huczący głos z pogłosem jak echo
- głos, na początku jak sobie uświadomię i przypomnę, zanim wypowiedział/przekazał słowa próbował zaatakować mnie ideologicznie jak KK dogmatami etc. ale chyba odkrył, że to ślepa uliczka i nie reaguję na to wiec odpuścił, ale ja czuję i pamiętam, że mnie sądował w tym kierunku.
Tak więc uknułem sobie takie oto teorie obronno/tłumaczące, po to aby znów TAM wyruszyć i przeskoczyć dalej, bo czuję, że na prawdę byłem blisko, a to była bardzo ciekawa przygoda którą chcę powtórzyć. Było zupełnie inaczej niż zwykle i to mnie cieszy, z drugiej strony doceniam to że jestem w takim spokojnym, wolnym tempie wprowadzany w ten świat "poza", bo jeszcze wiele muszę się nauczyć...
PS. A tak z ciekawości sprawdziłem o czym jest ta wkurzająco-wkręcająca się w głowę komercyjna melodyjka która pojawiła się w moim śnie (tu pioseneczka Nadświetlny Strumień Dźwięku) na początku i brzmi to tak:
"Nossa, nossa
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
Delícia, delícia
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
..."
a znaczy to z portugalskiego na polski:
"Wow, wow
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
Zachwycająca, zachwycająca
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
..."
Zostawię to bez komentarza... :)
Już w trakcie i po doświadczeniu głos ten zinterpretowałem jako strażnika systemu (systemu materialnej rzeczywistości) na którego nadziałem się podczas wyjścia w głębsze OBE (chyba tam zmierzałem?). Do tej pory podczas moich skoków byłem w LD/OSPUO, czyli we własnym świecie gdzie poza Botami nie było nikogo, a ten kontakt był całkowicie odmienny niż kontakty z botami, jakby zewnętrzny, coś co miało mnie odegnać od OBE.
Biorąc pod uwagę analizę tego przypadku mogę przyjąć 2 wersje:
1. to była moja wewnętrzna kreacja lęku np. przed śmiercią.
Z jednej strony jest to prawdopodobne, bo mimo, że podejmuję próby wyjścia w OBE, gdzieś wewnętrznie mam zakorzeniony lęk przed śmiercią, nie przed samym procesem i konsekwencją dla mnie, bo jestem Obenautą i co najwyżej wylecę do wiecznego Obe ale raczej jest to lęk wykreowane przez moje Ego tzn. co sie stanie z ludźmi których zostawię, jak się będą z tym czuli etc - taka presja społeczna, jak się kocha najbliższych to nawet w ten sposób nie chce się nikogo krzywdzić i myślę, że tego jeszcze do końca nie przerobiłem i siedzi mi to w głowie.
Z drugiej strony znam swoje lęki i wiem jak odczuwam taki lęk - wiem jak on smakuje, a to co się w tym przypadku pojawiło było jakby próbą wstrzyknięcia mi do mojego systemu zewnętrznego lęku, zatrucia mi krwio obiegu obrazowo przedstawiając, więc szukam w innym kierunku nie negując tej możliwości, bo w końcu chcę tam znów wrócić i się z tym zmierzyć, więc nie pozbawię się oręża tylko dla tego że nie do końca to czuję i nie akceptuję.
2. zewnętrzny strażnik na bramie wyjścia z materialnej rzeczywistości
Ta wersja jest z tzw. wersji walki z systemem, matrixem etc jak kto to nazywa, natomiast jest bliska mojemu światopoglądowi, którego wykreowałem na podstawie moich doświadczeń, obserwacji naszego materialnego świata, przemyśleń ludzi świadomych etc.
Wg tej wersji głos to zewnętrzny strażnik (jakoś strasznie mi tu podświadomie pasuje słowo "Sentinel") ustawiony na bramie wyjściowej pomiędzy światem materialnym, a "poza". Biorąc pod uwagę system naszej rzeczywistości materialnej w którym działają takie organizacje jak KM (korporacje międzynarodowe), SM (super mocarstwa), oraz KK (kościół katolicki) i inne organizacje religije, które próbują utrzymać człowieka tylko w materializmie (KM, SM) lub zaprogramować mu jedynie słuszny wgląd w świat pozazmysłowy odpowiednio dawkowany przez system (KK) i kontrolowany strachem (wszyscy), to ta wersja wydaje mi sie też bardzo prawdopodobna.
W tym przypadku uważam, że mógł to być Sentinel ustawiony przez KK:
- sposób mojego wyjścia (matra Jezus) mógł zwabić właśnie takiego strażnika
- sposób przekazu telepatycznego był ewidentnie z KK. Nie chodzi o same słowa ale to co się z nimi wiązało, jaka kreacja i wizualizacja, która miała stworzyć wrażenie tzw boga ojca stojącego u bram i karcąco upominającego zbłąkaną owieczkę. Wizualizacja w podświadomości jako dziadek z brodą jak ze starego testamentu, donośny huczący głos z pogłosem jak echo
- głos, na początku jak sobie uświadomię i przypomnę, zanim wypowiedział/przekazał słowa próbował zaatakować mnie ideologicznie jak KK dogmatami etc. ale chyba odkrył, że to ślepa uliczka i nie reaguję na to wiec odpuścił, ale ja czuję i pamiętam, że mnie sądował w tym kierunku.
Tak więc uknułem sobie takie oto teorie obronno/tłumaczące, po to aby znów TAM wyruszyć i przeskoczyć dalej, bo czuję, że na prawdę byłem blisko, a to była bardzo ciekawa przygoda którą chcę powtórzyć. Było zupełnie inaczej niż zwykle i to mnie cieszy, z drugiej strony doceniam to że jestem w takim spokojnym, wolnym tempie wprowadzany w ten świat "poza", bo jeszcze wiele muszę się nauczyć...
PS. A tak z ciekawości sprawdziłem o czym jest ta wkurzająco-wkręcająca się w głowę komercyjna melodyjka która pojawiła się w moim śnie (tu pioseneczka Nadświetlny Strumień Dźwięku) na początku i brzmi to tak:
"Nossa, nossa
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
Delícia, delícia
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
..."
a znaczy to z portugalskiego na polski:
"Wow, wow
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
Zachwycająca, zachwycająca
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
..."
Zostawię to bez komentarza... :)
Nadświetlny Strumień Dźwięku
Przez ostatnie kilka tygodni sporadycznie podejmowałem próby wyjścia ale z marnym skutkiem, możliwe że byłem "przemotywowany".
W między czasie raz mi się udało wyskoczyć na kilka sekund, posiedziałem przy łóżku w OSPUO (obszar stworzony przez umysł obserwatora) i cofnęło mnie, na więcej nie miałem mocy.
Natomiast ostatnie wydarzenie było dla mnie sporym przeżyciem, mimo, że już kilkakrotnie udawało mi się wyskoczyć z ciała, a było to tak....
Po kilku nieudanych nocnych próbach 4+1, postanowiłem nie ustawiać budzika - jak się obudzę w nocy - a chcę się obudzić - to spróbuję wyjść, jak się nie obudzę to trudno i poszedłem spać.
Obudziłem się około 4tej po 5godzinach snu - stwierdziłem więc, że skoro taka okazja to robię 5+30.
Długo walczyłem, odpływałem, wracałem, medytowałem, ale wszystko jakoś mizernie szło, minęło chyba z 1,5h i postanowiłem, że spróbuję zapaść w sen kontrolując go ale bez zbytniej napastliwości :)
W pozycji na boku w jakiej zwykle zasypiam zacząłem przed sennie fantazjować, pozwoliłem umysłowi czepiać się myśli, układać swoje myślokształty i płynąć w kierunku snu.
Zacząłem świadomie myśleć o spotkaniu z przyjaciółmi, imprezie, byłem na domówce, po pewnym czasie złapałem się na tym, że już nie kontroluję moich myśli, zaczęły one żyć własnym sennym życiem, usłyszałem dość znaną komercyjną muzyczkę (trochę w innej interpretacji niż w rzeczywistości), która sączyła się z radia...
- KLIK! - przecież jak śpię i jestem w łóżku to nie mam włączonego radia (przemknęło mi przez głowę), to musi być sen! próbowałem uświadomić sobie, że już śnię. Zacząłem wsłuchiwać się w piosenkę...
W pewnym momencie piosenka przeskoczyła, zmieniła się na całkowicie inną tzn jakby była z całkowicie innej stacji radiowej - taki gotycki styl. Wtedy uświadomiłem sobie, że żadnego radia nie ma! to znaczy ani w domu w którym śpię, ani we śnie! W mojej głowie nastąpiła konfrontacja świata snu z rzeczywistością, byłem świadom, że ta muzyka nie istnieje, a jednak istnieje, bo ja ją słyszę i mam ją w głowie. W mojej pierwszej fascynacji stwierdziłem, że zacznę ją modyfikować i coś komponować - faktycznie, zacząłem wymyślać jakieś akordy, łączyć, tworzyć jak na jakimś instrumencie. Zacząłem płynąć na tych dźwiękach...
Już nie mogłem komponować, popłynąłem gdzieś, jakbym był już na innej fali, czułem, że zaraz zacznie się jakaś jazda...
Teraz w pełni byłem świadomy, że śnię, ale nie byłem już w rzeczywistości sennej, ale raczej gdzieś pomiędzy jawą, a snem.
Przypomniałem sobie technikę medytacji Osho pt. "Imię Jezusa" :)
(tu info jak to Osho opisuje: "Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - wspaniale. Czasami, gdy siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do zakamarków twojego istnienia - niech wejdzie do samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie manipuluj. Pójdz za tym, a doznasz pierwszych przeblysków modlitwy i medytacji i pierwszych przeblysków Boga. Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej duszy..." - OSHO "TECHNIKI MEDYTACYJNE - PORADNIK PRAKTYCZNY")
Nie wiem dlaczego akurat ta technika mi wtedy błysnęła, z KK nie jestem związany, a wręcz przeciwnie uważam tę organizacje za równie destrukcyjną jak międzynarodowe korporacje oraz tzw światowe mocarstwa, natomiast uważam Jezusa za postać historyczną, która odegrała znaczącą rolę w rozwoju świadomości ludzkości. Nie posiadam autorytetów natomiast Jezus wraz z Siddhartha oraz Osho są postaciami które szanuję i uważam ich za wielkich myślicieli.
Wracając to zjazdu - zacząłem więc medytować w tym śnie, wrzuciłem mantrę jak wyżej w opisie, wciąż gdzieś w głowie słyszałem delikatną gotycką muzykę, ale wiedziałem, że coś się zmienia, coś się dzieje... Nagle usłyszałem jakby ktoś odpalił sycząco-szumiący silnik samolotu! Nie był to taki dźwięk, ale nie jestem w stanie go opisać, bo nie przypominam sobie abym coś podobnego kiedykolwiek słyszał. Ten dźwięk mnie po prostu zassał, piszczał, szumiał, zdominował wszystko, był jednym ciągiem jak jakaś rzeka, huczał - jedyny sposób w jaki to mogę opisać to wchodzenie Star Trek w nadświetlną :) tak to sobie wyobrażam.
O wow! mam w końcu to czego chciałem, zacząłem się przygotowywać jak to zazwyczaj to wyskoczenia/wytoczenia się poza ciało, ale tym razem było inaczej, nie mogłem nic zrobić, zostałem pochłonięty przez tę fale szumu, która gdzieś mnie ciągnęła. W pewnym momencie spośród ogłuszającego pisku wyłonił się mocny, stanowczy głos, jakby przekaz telepatyczny: "...Nikogo nie szukaj, nie Lataj, NIGDY!..."
To było mocne - później nazwałem to "huragan strachu", miał mnie zmieść psychicznie, zastraszyć i zdeptać mentalnie, bo oprócz przekazu słownego niósł ze sobą przekaz emocjonalny, jakąś manipulację żerującą na moich lękach. Poczułem taki powiew strachu, jakby ktoś dmuchnął na mnie i powiedział "bój się!" natomiast był to właśnie taki sztucznie wykreowany strach, zewnętrzny, taki nie mój... Wtedy poczułem jak ktoś mnie trzyma mocno za rękę, poczułem moc, ale to niezbyt trafne określenie, bo to kojarzy się z jakimiś energiami etc, ja po prostu poczułem "siłę skały", która nie walczy z "huraganem strachu", nie neguje go, po prostu TRWA w spokoju... więc trwałem, huragan huczał, ręka mnie trzymała, a ja trwałem i huragan zaczął cichnąć.
Uchwyt nadal czułem i zobaczyłem w głowie jak wizualizuje się ręka, która mnie trzyma. Pomyślałem, że to opiekun i pomoże mi wyjść z ciała. Postanowiłem, więc pójść za ciosem i wyskoczyć/wytoczyć się z ciała jak to już nie raz robiłem, ale... moc skały była niewzruszona na strach ale także na obe. Ani drgnąłem.
Pisk i szum ustał, ocknąłem się. Mocno ściskałem lewą dłoń moimi kolanami, "pomocna ręka" zniknęła.
Była 6.20 - byłem pełen energii, entuzjazmu, nie pamiętam kiedy miałem taką werwę o 6.20
Energia, siła, pewność siebie, otwartość - Jest MOC :)
W między czasie raz mi się udało wyskoczyć na kilka sekund, posiedziałem przy łóżku w OSPUO (obszar stworzony przez umysł obserwatora) i cofnęło mnie, na więcej nie miałem mocy.
Natomiast ostatnie wydarzenie było dla mnie sporym przeżyciem, mimo, że już kilkakrotnie udawało mi się wyskoczyć z ciała, a było to tak....
Po kilku nieudanych nocnych próbach 4+1, postanowiłem nie ustawiać budzika - jak się obudzę w nocy - a chcę się obudzić - to spróbuję wyjść, jak się nie obudzę to trudno i poszedłem spać.
Obudziłem się około 4tej po 5godzinach snu - stwierdziłem więc, że skoro taka okazja to robię 5+30.
Długo walczyłem, odpływałem, wracałem, medytowałem, ale wszystko jakoś mizernie szło, minęło chyba z 1,5h i postanowiłem, że spróbuję zapaść w sen kontrolując go ale bez zbytniej napastliwości :)
W pozycji na boku w jakiej zwykle zasypiam zacząłem przed sennie fantazjować, pozwoliłem umysłowi czepiać się myśli, układać swoje myślokształty i płynąć w kierunku snu.
Zacząłem świadomie myśleć o spotkaniu z przyjaciółmi, imprezie, byłem na domówce, po pewnym czasie złapałem się na tym, że już nie kontroluję moich myśli, zaczęły one żyć własnym sennym życiem, usłyszałem dość znaną komercyjną muzyczkę (trochę w innej interpretacji niż w rzeczywistości), która sączyła się z radia...
- KLIK! - przecież jak śpię i jestem w łóżku to nie mam włączonego radia (przemknęło mi przez głowę), to musi być sen! próbowałem uświadomić sobie, że już śnię. Zacząłem wsłuchiwać się w piosenkę...
W pewnym momencie piosenka przeskoczyła, zmieniła się na całkowicie inną tzn jakby była z całkowicie innej stacji radiowej - taki gotycki styl. Wtedy uświadomiłem sobie, że żadnego radia nie ma! to znaczy ani w domu w którym śpię, ani we śnie! W mojej głowie nastąpiła konfrontacja świata snu z rzeczywistością, byłem świadom, że ta muzyka nie istnieje, a jednak istnieje, bo ja ją słyszę i mam ją w głowie. W mojej pierwszej fascynacji stwierdziłem, że zacznę ją modyfikować i coś komponować - faktycznie, zacząłem wymyślać jakieś akordy, łączyć, tworzyć jak na jakimś instrumencie. Zacząłem płynąć na tych dźwiękach...
Już nie mogłem komponować, popłynąłem gdzieś, jakbym był już na innej fali, czułem, że zaraz zacznie się jakaś jazda...
Teraz w pełni byłem świadomy, że śnię, ale nie byłem już w rzeczywistości sennej, ale raczej gdzieś pomiędzy jawą, a snem.
Przypomniałem sobie technikę medytacji Osho pt. "Imię Jezusa" :)
(tu info jak to Osho opisuje: "Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - wspaniale. Czasami, gdy siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do zakamarków twojego istnienia - niech wejdzie do samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie manipuluj. Pójdz za tym, a doznasz pierwszych przeblysków modlitwy i medytacji i pierwszych przeblysków Boga. Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej duszy..." - OSHO "TECHNIKI MEDYTACYJNE - PORADNIK PRAKTYCZNY")
Nie wiem dlaczego akurat ta technika mi wtedy błysnęła, z KK nie jestem związany, a wręcz przeciwnie uważam tę organizacje za równie destrukcyjną jak międzynarodowe korporacje oraz tzw światowe mocarstwa, natomiast uważam Jezusa za postać historyczną, która odegrała znaczącą rolę w rozwoju świadomości ludzkości. Nie posiadam autorytetów natomiast Jezus wraz z Siddhartha oraz Osho są postaciami które szanuję i uważam ich za wielkich myślicieli.
Wracając to zjazdu - zacząłem więc medytować w tym śnie, wrzuciłem mantrę jak wyżej w opisie, wciąż gdzieś w głowie słyszałem delikatną gotycką muzykę, ale wiedziałem, że coś się zmienia, coś się dzieje... Nagle usłyszałem jakby ktoś odpalił sycząco-szumiący silnik samolotu! Nie był to taki dźwięk, ale nie jestem w stanie go opisać, bo nie przypominam sobie abym coś podobnego kiedykolwiek słyszał. Ten dźwięk mnie po prostu zassał, piszczał, szumiał, zdominował wszystko, był jednym ciągiem jak jakaś rzeka, huczał - jedyny sposób w jaki to mogę opisać to wchodzenie Star Trek w nadświetlną :) tak to sobie wyobrażam.
O wow! mam w końcu to czego chciałem, zacząłem się przygotowywać jak to zazwyczaj to wyskoczenia/wytoczenia się poza ciało, ale tym razem było inaczej, nie mogłem nic zrobić, zostałem pochłonięty przez tę fale szumu, która gdzieś mnie ciągnęła. W pewnym momencie spośród ogłuszającego pisku wyłonił się mocny, stanowczy głos, jakby przekaz telepatyczny: "...Nikogo nie szukaj, nie Lataj, NIGDY!..."
To było mocne - później nazwałem to "huragan strachu", miał mnie zmieść psychicznie, zastraszyć i zdeptać mentalnie, bo oprócz przekazu słownego niósł ze sobą przekaz emocjonalny, jakąś manipulację żerującą na moich lękach. Poczułem taki powiew strachu, jakby ktoś dmuchnął na mnie i powiedział "bój się!" natomiast był to właśnie taki sztucznie wykreowany strach, zewnętrzny, taki nie mój... Wtedy poczułem jak ktoś mnie trzyma mocno za rękę, poczułem moc, ale to niezbyt trafne określenie, bo to kojarzy się z jakimiś energiami etc, ja po prostu poczułem "siłę skały", która nie walczy z "huraganem strachu", nie neguje go, po prostu TRWA w spokoju... więc trwałem, huragan huczał, ręka mnie trzymała, a ja trwałem i huragan zaczął cichnąć.
Uchwyt nadal czułem i zobaczyłem w głowie jak wizualizuje się ręka, która mnie trzyma. Pomyślałem, że to opiekun i pomoże mi wyjść z ciała. Postanowiłem, więc pójść za ciosem i wyskoczyć/wytoczyć się z ciała jak to już nie raz robiłem, ale... moc skały była niewzruszona na strach ale także na obe. Ani drgnąłem.
Pisk i szum ustał, ocknąłem się. Mocno ściskałem lewą dłoń moimi kolanami, "pomocna ręka" zniknęła.
Była 6.20 - byłem pełen energii, entuzjazmu, nie pamiętam kiedy miałem taką werwę o 6.20
Energia, siła, pewność siebie, otwartość - Jest MOC :)
Sunday, 5 February 2012
Wyjście w 2012 rok
Rok 2012 już poważnie się rozpoczął, w końcu mamy luty, natomiast dla mnie to pierwsze wyjście w tym roku. Jak widać w blogu dawno nie pisałem, to też oznacza, że dawno nie wychodziłem. Dlaczego?
Tu chyba złapało mnie kilka powodów
1. męczę się wychodzeniem o 4-5 rano, nie mam pewności, że wyjdę, a dodatkowo pół nocy nie przespane, a rano trzeba się zmagać z twardą/ciężką rzeczywistością. A niestety w moim przypadku metoda 4+1 najlepiej się sprawdza
2. Lekko jestem zniechęcony doświadczeniami - takie sobie aktywności w OSPUO ( obszar stworzony przez umysł obserwatora ), lekko się kotwiczę w obszarze przycielesnym, jestem mocno narażony na "cofkę" i już mnie nie kręci latanie, chodzenie, zwiedzanie i obserwowanie jakiegoś matrixa wykreowanego przez moją wyobraźnię. Takie doświadczenia nie wnoszą nic do mojego życia, to doświadczenia porównywalne do samotnego wypicia piwa przed telewizorem, czyli ogólnie polski film - nic się nie dzieje...
Obecnie moim celem jest zastosowanie odpoweidnich technik aby wyrwać się z OSPUO, natomiast nie jest to dla mnie takie proste ze wzgledu, że po pierwsze łatwo mi nie przychodzi wyskakiwanie w OBE i nawet pobyt w OSPUO jest dość trudny do osiągnięcia, a po drugie potrzeba dużo czasu i zaangażowania.
Jeżeli chodzi o czas i zaangażowanie, to nie tylko z tego względu, że pochłonęła mnie rzeczywistość, ale też nie chcę się zamykać tylko na doświadczenia z OBE, raczej jestem typem poszukiwacza, który mocni się zpala do danej idei natomiast uważam, że jest jeszcze mnóstwo innych doswiadczeń o których trzeba pamiętać. Przez ostatnie miesiące sporo wiedzy (jeszcze nie praktycznej - rozważam to) zebrałem na temat psychodelików (psylocyciba - grzyby; oraz DMT - ayahuaska), pociąg mnie też ideologia medytacji zen. Aby trochę pogłebić temat trzeba poświęcić sporo czasu, poczytać, przemyśleć, podyskutować i jakoś wszystkie eleemtny zostają na poziomie podstaw. No ale z drugiej strony - im mocniejsze i trwalsze filary tym solidniejsza budowla. To do mnie przemawia i na siłę nie będę sie spieszył, chociaż ego jak zawsze goni :)
Może o grzybach i dmt w innym wpisie.
Wracając do doświadczenia OBE, w końcu się wziąłem i wyszedłem :)
Oczywiście od ostatniego wpisy podejmowałem próby wyjścia natomiast bez skuteczne, dopiero teraz znów się udało.
Wyjście metodą 4+1, modyfikowaną przeze mnie, a mianowicie sen około 4,5h (tak aby były 3 fazy snu po 1,5h), przebudzenie budzikiem, chwila przebudzenia z otwartymi oczami (10min), relaksacja z zamknietymi i jedziemy. około 30min w pozycji na plecach - czułem że ciało jest na granicy snu, mózg zaczał wysyłać sygnały do ciała aby spr czy śpi (np. impulsy nerwowe do kończyn aby spr czy sie poruszają, czy już paraliż senny), ale po dwóch impulsach trochę sie pobudziłem i przewróciłem na bok i tu się już udało...
Na szczęście potrafię łapać już moment że jestem na granicy i warto się wytoczyć. Leżąc na boku, szybki energiczny obrót typu "obracająca się kłoda" wg Monroe i już leże na podłodze :) oczywiście astralem.
No i jestem we wspaniałym OSPUO, jak zawsze lekko przymglone, pół senne ale nawet wyraźne, zobaczyłem swoje ręce i zacząłem sie przemieszczać do innego pokoju, ogólnie w śpiącym domu nuda więc postanowiłem wyrwać się przez okno, oczywiście po kowbojsku - przez szybę, firanę etc wkońcu jestem w astralu i mogę wszystko, a jak! ;)
Ale przekozaczyłem :), firana mnie cofnęła jak guma, za słaba koncentracja, cofka do ciała, na szczęście nie poddałem sie i fru, kolejne szybkie wytoczenie zanim na dobre zakotwiczyłem się w ciele, tym razem wyjąłem "cięższą artylerię" - po wytoczeniu idę do pokoju z którego zazwyczaj wychodzę przez okno i balkon z budynku powtarzając mantrę "jestem tu i teraz", czuję że lepiej się zakotwiczyłem w astralu, jest wyraźniej, a nawet w pewnym monencie przez krótką chwilę zobaczyłem jakby księżyc w pełni przeświecał przez ścianę. Jak tę sytację zarejestrowałem, zgubiłem to, jescze trochę się pojawił, ale znikł..
ok do boju, tym razem czuję sie mocniejszy, tak jest, wyszedłem na balkon bez problemu, postanowiłem zeskoczyć na ulicę. Cholera, zaświtało mi w głowie, a co jak jestem w rzeczywistości, skoczę i się zabiję!!!
Nie, coś mi zaswitało, aby zrobić test rzeczywistości, ale chyba tego nie zrobiłem (?), tylko tweirdziłem, że jakoś rozmazana ta rzeczywistość wiec to astral na 100%, i skoczyłem ale z asekuracją. Chwyciłem sie rolety przeciw słonecznej, która zamieniła się w jakąś firanę-linę i łagodnie zeskoczyłem z 3 piętra na ulicę. Byłem zadowolony, że mi się udało - zacząłem śpiewać jakąś piosenkę, którą sam wymyśliłem, pomyślałem sobie, że i tak nie będę jej pamiętał w realu (no i nie pamiętam :)) ale było mi łatwiej dzięki niej (bardzo prosta piosenka, kilka słów, chyba zwbliżona do mantry jestem tu i teraz) się zakotwiczyć w astralu. Poruszając się miałem takie naturalne wrażenie, że idziemy razem! to znaczy że idziemy we dwójkę, tak jakby ja-ciałoastralne i ja wyższe-ja, byłem skoncentrowany na ja-ciało ale czasem miałem przebłyski, że patrzę na ja-ciałoastralne z innej perspektywy, takiej z boku ja-wyższe obserwujące. Było mi z tym dobrze i raczej o tym nie myślałem, myślę o tym teraz gdy przypominam sobie ten fragment.
Idziemy więc przez miasto - miasto, szerokie wybetonowane aleje, place, raczej sam beton bez zieleni, mijają mnie ludzie, a raczej zdaję sobie sprawę, że to wytwory mojej wyobraźni i stwierdzam, że nie ma sensu z nimi gadać. Natomiast jakoś niektórych zaczepiam niewerbalnie, odnoszą się do mnie raczej niechętnie, jakbym zakłócał im jakiś ich marsz oraz jakiś wewnętrzny proces myślowy, ci ludzie ockną się na chwilę i patrzą takim zdziwiony, niechętnym do pomocy wzrokiem i mówią mi bez głośnie "czego ty ode mnie chcesz człowieku, zajęty/a jestem wal się". Nie nawiązuję dialogu z nikim, trochę taka scena jak z matrixa, gdy wokół tłum ludzi mija Neo zajętych własnymi sprawami, tu akurat nie był takiego tłumu ale wrażenie to samo.
W pewnym momencie jednak spotkałem kogoś i wywiązał się dialog, ponieważ porozumieliśmy się, ze człowiek którego spotkałem też jest w OBE.
Tu chyba pojawiła sie najwazniejsza sprawa tego wyjścia - uświadomienie, czego oczekuję w tej chwili od OBE.
A czego oczekuję? Wyjścia z OSPUO!
Więc ta sprawa pojawiła się w dialogu szybkim jak błyskawica (raczej to była wymiana mentalna informacji) i człowiek powiedział, że mnie zaprowadzi, albo ja zaproponowałem, aby mnie gdzieś zaprowadził, bo sam sie tu nudzę. Ruszyłem za nim, a raczej za nimi, bo też miałem wrażenie, że tak jak ja on też jest we dwójkę :)
Szedłem więc za nim, widziałem jego plecy, tył głowy, ale strasznie człapał ten chłopak, szedł i szedł i chyba mnie jakoś to znudziło i wróciłem do ciała...
Chyba jeszcze sie wyturlałem ale jego już nie bylo, tylko mijali mnie albo wytwory mojej wyobraźni albo śpiący ludzie, których zaczepiając jakbym wyszarpywał z ich snów, jeszcze zobaczyłem swoje ciało śpiące w łóżku, w astralu spotkałem maszerującą i śpiącą żonę i córkę...
Obudziłem się, poleżałem chwilę aby przypomnieć sobie przygodę i móc ją rano zapisać, więc oto i ona.
Dalszym etapem moich poszukiwań będzie wyjście z ospuo.
Tu chyba złapało mnie kilka powodów
1. męczę się wychodzeniem o 4-5 rano, nie mam pewności, że wyjdę, a dodatkowo pół nocy nie przespane, a rano trzeba się zmagać z twardą/ciężką rzeczywistością. A niestety w moim przypadku metoda 4+1 najlepiej się sprawdza
2. Lekko jestem zniechęcony doświadczeniami - takie sobie aktywności w OSPUO ( obszar stworzony przez umysł obserwatora ), lekko się kotwiczę w obszarze przycielesnym, jestem mocno narażony na "cofkę" i już mnie nie kręci latanie, chodzenie, zwiedzanie i obserwowanie jakiegoś matrixa wykreowanego przez moją wyobraźnię. Takie doświadczenia nie wnoszą nic do mojego życia, to doświadczenia porównywalne do samotnego wypicia piwa przed telewizorem, czyli ogólnie polski film - nic się nie dzieje...
Obecnie moim celem jest zastosowanie odpoweidnich technik aby wyrwać się z OSPUO, natomiast nie jest to dla mnie takie proste ze wzgledu, że po pierwsze łatwo mi nie przychodzi wyskakiwanie w OBE i nawet pobyt w OSPUO jest dość trudny do osiągnięcia, a po drugie potrzeba dużo czasu i zaangażowania.
Jeżeli chodzi o czas i zaangażowanie, to nie tylko z tego względu, że pochłonęła mnie rzeczywistość, ale też nie chcę się zamykać tylko na doświadczenia z OBE, raczej jestem typem poszukiwacza, który mocni się zpala do danej idei natomiast uważam, że jest jeszcze mnóstwo innych doswiadczeń o których trzeba pamiętać. Przez ostatnie miesiące sporo wiedzy (jeszcze nie praktycznej - rozważam to) zebrałem na temat psychodelików (psylocyciba - grzyby; oraz DMT - ayahuaska), pociąg mnie też ideologia medytacji zen. Aby trochę pogłebić temat trzeba poświęcić sporo czasu, poczytać, przemyśleć, podyskutować i jakoś wszystkie eleemtny zostają na poziomie podstaw. No ale z drugiej strony - im mocniejsze i trwalsze filary tym solidniejsza budowla. To do mnie przemawia i na siłę nie będę sie spieszył, chociaż ego jak zawsze goni :)
Może o grzybach i dmt w innym wpisie.
Wracając do doświadczenia OBE, w końcu się wziąłem i wyszedłem :)
Oczywiście od ostatniego wpisy podejmowałem próby wyjścia natomiast bez skuteczne, dopiero teraz znów się udało.
Wyjście metodą 4+1, modyfikowaną przeze mnie, a mianowicie sen około 4,5h (tak aby były 3 fazy snu po 1,5h), przebudzenie budzikiem, chwila przebudzenia z otwartymi oczami (10min), relaksacja z zamknietymi i jedziemy. około 30min w pozycji na plecach - czułem że ciało jest na granicy snu, mózg zaczał wysyłać sygnały do ciała aby spr czy śpi (np. impulsy nerwowe do kończyn aby spr czy sie poruszają, czy już paraliż senny), ale po dwóch impulsach trochę sie pobudziłem i przewróciłem na bok i tu się już udało...
Na szczęście potrafię łapać już moment że jestem na granicy i warto się wytoczyć. Leżąc na boku, szybki energiczny obrót typu "obracająca się kłoda" wg Monroe i już leże na podłodze :) oczywiście astralem.
No i jestem we wspaniałym OSPUO, jak zawsze lekko przymglone, pół senne ale nawet wyraźne, zobaczyłem swoje ręce i zacząłem sie przemieszczać do innego pokoju, ogólnie w śpiącym domu nuda więc postanowiłem wyrwać się przez okno, oczywiście po kowbojsku - przez szybę, firanę etc wkońcu jestem w astralu i mogę wszystko, a jak! ;)
Ale przekozaczyłem :), firana mnie cofnęła jak guma, za słaba koncentracja, cofka do ciała, na szczęście nie poddałem sie i fru, kolejne szybkie wytoczenie zanim na dobre zakotwiczyłem się w ciele, tym razem wyjąłem "cięższą artylerię" - po wytoczeniu idę do pokoju z którego zazwyczaj wychodzę przez okno i balkon z budynku powtarzając mantrę "jestem tu i teraz", czuję że lepiej się zakotwiczyłem w astralu, jest wyraźniej, a nawet w pewnym monencie przez krótką chwilę zobaczyłem jakby księżyc w pełni przeświecał przez ścianę. Jak tę sytację zarejestrowałem, zgubiłem to, jescze trochę się pojawił, ale znikł..
ok do boju, tym razem czuję sie mocniejszy, tak jest, wyszedłem na balkon bez problemu, postanowiłem zeskoczyć na ulicę. Cholera, zaświtało mi w głowie, a co jak jestem w rzeczywistości, skoczę i się zabiję!!!
Nie, coś mi zaswitało, aby zrobić test rzeczywistości, ale chyba tego nie zrobiłem (?), tylko tweirdziłem, że jakoś rozmazana ta rzeczywistość wiec to astral na 100%, i skoczyłem ale z asekuracją. Chwyciłem sie rolety przeciw słonecznej, która zamieniła się w jakąś firanę-linę i łagodnie zeskoczyłem z 3 piętra na ulicę. Byłem zadowolony, że mi się udało - zacząłem śpiewać jakąś piosenkę, którą sam wymyśliłem, pomyślałem sobie, że i tak nie będę jej pamiętał w realu (no i nie pamiętam :)) ale było mi łatwiej dzięki niej (bardzo prosta piosenka, kilka słów, chyba zwbliżona do mantry jestem tu i teraz) się zakotwiczyć w astralu. Poruszając się miałem takie naturalne wrażenie, że idziemy razem! to znaczy że idziemy we dwójkę, tak jakby ja-ciałoastralne i ja wyższe-ja, byłem skoncentrowany na ja-ciało ale czasem miałem przebłyski, że patrzę na ja-ciałoastralne z innej perspektywy, takiej z boku ja-wyższe obserwujące. Było mi z tym dobrze i raczej o tym nie myślałem, myślę o tym teraz gdy przypominam sobie ten fragment.
Idziemy więc przez miasto - miasto, szerokie wybetonowane aleje, place, raczej sam beton bez zieleni, mijają mnie ludzie, a raczej zdaję sobie sprawę, że to wytwory mojej wyobraźni i stwierdzam, że nie ma sensu z nimi gadać. Natomiast jakoś niektórych zaczepiam niewerbalnie, odnoszą się do mnie raczej niechętnie, jakbym zakłócał im jakiś ich marsz oraz jakiś wewnętrzny proces myślowy, ci ludzie ockną się na chwilę i patrzą takim zdziwiony, niechętnym do pomocy wzrokiem i mówią mi bez głośnie "czego ty ode mnie chcesz człowieku, zajęty/a jestem wal się". Nie nawiązuję dialogu z nikim, trochę taka scena jak z matrixa, gdy wokół tłum ludzi mija Neo zajętych własnymi sprawami, tu akurat nie był takiego tłumu ale wrażenie to samo.
W pewnym momencie jednak spotkałem kogoś i wywiązał się dialog, ponieważ porozumieliśmy się, ze człowiek którego spotkałem też jest w OBE.
Tu chyba pojawiła sie najwazniejsza sprawa tego wyjścia - uświadomienie, czego oczekuję w tej chwili od OBE.
A czego oczekuję? Wyjścia z OSPUO!
Więc ta sprawa pojawiła się w dialogu szybkim jak błyskawica (raczej to była wymiana mentalna informacji) i człowiek powiedział, że mnie zaprowadzi, albo ja zaproponowałem, aby mnie gdzieś zaprowadził, bo sam sie tu nudzę. Ruszyłem za nim, a raczej za nimi, bo też miałem wrażenie, że tak jak ja on też jest we dwójkę :)
Szedłem więc za nim, widziałem jego plecy, tył głowy, ale strasznie człapał ten chłopak, szedł i szedł i chyba mnie jakoś to znudziło i wróciłem do ciała...
Chyba jeszcze sie wyturlałem ale jego już nie bylo, tylko mijali mnie albo wytwory mojej wyobraźni albo śpiący ludzie, których zaczepiając jakbym wyszarpywał z ich snów, jeszcze zobaczyłem swoje ciało śpiące w łóżku, w astralu spotkałem maszerującą i śpiącą żonę i córkę...
Obudziłem się, poleżałem chwilę aby przypomnieć sobie przygodę i móc ją rano zapisać, więc oto i ona.
Dalszym etapem moich poszukiwań będzie wyjście z ospuo.
Wednesday, 31 August 2011
Nowa technika w mojej praktyce
Opisałem poniżej teoretycznie technikę, teraz opis jak to u mnie wyglądało w praktyce.
Obejrzałem kilka filmów, potrenowałem na sucho techniki, aby się nad nimi nie zastanawiać jak będę ledwo przytomny we snie tylko je użyć.
1. pierwsza noc: położyłęm się spać, po kilku godzina obudziłem się naturalnie i położyłem się dalej spać. Po jakimś czasie obudziłem się, niestety nie byłem w stanie obudzić się bez ruszania i otwierania oczu, wiedziałem już że wybudziłem sie za mocno (byłem całkowicie wyspany i przytomny) i będzie słabo. Wrzuciłem technikę... nic z tego nie będzie, zrezygnowałem i poszedłem spać dalej.
Ostatecznie myślę, że byłem zbyt podekscytowany i się za mocno wybudziłem, przewróciłem się na drugą strone i otworzyłem oczy.
2. druga noc: postanowiłem, że będę to robił naturalnie bez budzika, jak sie uda to ok, jak nie to nie.
Obudziłem się naturalnie, ale chyba zbyt długo spałem bo zaczęło się robić jasno za oknem, ale poszedłem dalej spać. Obudziłem się po jakimś czasie, już mniej ruchu przy przebudzeniu i większa kontrola otwarcia oczu. Ale jakoś czułem, że te moje spanie trochę słabe było, tak jakbym miał tylko półświadomą drzemkę, taka drzemka na czuwaniu. Ok ale technikę trzeba zastosować. Po 10sekundach wiedziałem, że nic z tego, poszedłem spać
3. kolejna noc. Obudziło mnie dziecko w środku nocy, trochę się przebudziłem i po kilku minutach dalej spałem wcześniej postanowiwszy się przebudzić za jakiś czas.
Obudziłem się bardzo łagodnie, nie ruszam się, nie otwieram oczu, czuję, że to odpowiednia pobudka - warunki idealne, teraz technika. Zastosowałem technikę pływania ruszam rękoma żabką, spoko ruszam rękowa w wyobrażni, widzę jak się ruszają, czuję wysiłek, po 5-10sekundach czuję jak nimi ruszam, mam te specyficzne wibracje (to "czucie", bo w moim przypadku jakoś określenie "wibracje" mi nie pasuje. Jest coś a'la wibracje ale tak bym tego nie nazwał, czuję to inaczej, więc będzie "czucie") - moje astralne czucie. W tym momencie mam już odruch :) mocny zamach i wytoczyć się mocno i gwałtownie z ciała.
To wytoczenie się z ciała w moim przypadku jest takie realne, że aż trudno uwierzyć, po prostu czuję spory wysiłem jak zaczynam się wytaczać i jestem niemal przekonany, że spadnę z łóżka fizycznym ciałem, ale to tylko złudzenie - zawsze w takim przypadku wytaczam sie z ciała.
Tym razem było tak samo - WYSZEDŁEM (wytoczyłem się :) )
Bylem zadowolony, nie było to moje pierwsze wyjście więc już nie byłem tak podekscytowany i mogłem działać bardziej świadomie.
Pierwsza rzecz to zakotwiczenie się w fazie - dokładnie dotykam dywanu, przyglądam się mu uważnie, dalej futryna od drzwi, dotykam, czuję fakturę, wącham, wpatruję się... "procesor" pracuje, astralnie materializuje otaczającą mnie rzeczywistoś, ma zajęcie i nie walczy ze mną aby mnie wciagnąć do ciała. Mam dobrze zestrojoną fazę, chyba jedną z lepszych biorąć pod uwagę moje kilka małych wyjść, jest nieźle, faza też najdłuższa z tych które mi sie do tej pory trafiły, jestem usatysłakcjonowany, czuję, że wróciłem do ciała.
Byłem naprawdę usatysfakcjonowany fazą i po powrocie do ciała postanowiłem, że nawet nie będę spisywał wydażeń na gorąco, które miały miejsce w "poza", po prostu się wyśpię.
Tu jest jeden minus, bo po wyspaniu się nie pamiętałem już co sie działo w fazie, bo mi się nałożył sen który pojawił się nad ranem, więc jak chceie pamiętać to trzeba zapisać zaraz po wyjściu, bo się rozpłynie.
Podsumowując: do tej pory najlepsza technika jaką stosowałem: skuteczna (łatwo wyjść, po małej ilości treningu), efektywan (dobre dostojenie w fazie).
Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia do dalszych eksploracji lub do rozpoczęcia.
Obecnie uważam, że aby było w OSPUO ciekawie to trzeba tam wchodzić z konkretnym planem działania: np. chcę polecieć nad morzem, zanurkować w głębinie, popływać z delfinami etc. Tak krok po kroku.
Ja się na tym złapałem, że wchodzę w "poza" bez planu i ad hoc zastanawiam sie co tam robić i to nie jest dobre rozwiązanie. Gdy dłużej sie waham, mózg zaczyna się "nudzić" i wciąga do ciała, więc jak chcesz sie pobawić w OSPUO to wejdź tam z planem działania, różnymi opcjami aby nie zastanawiać się "co robić" tylko "jak". Uważam, że OSPUO niemal w pełni jest generowane przez umysł obserwatora, więc jak czegoś nie stworzysz to jest próżnia i wywala cię do ciała. Jedynym wyjściem jest tworzenie OSPUO jak planszy w grach komputerowych lub ... wyfazowanie się na kolejny krąg astralny poza OSPUO ale tego na razie nie potrafię.
Są jeszcze teorie, że można ingerować w świat fizyczny z OSPUO - może, ale to również jakoś nie jest moim celem.
Wiem, że chcę się dalej wyfazować, bo po pierwsze jakoś nie bawi mnie zabawa w OSPUO - latnie, pływanie, skakanie, bzykanie, bycie psem, kotem etc jakoś mnie to do końca nie pociąga, nie po to wychodzę aby intensyfikować lub rozszerzać doznania ze świata fizycznego, chcę więcej. Po drugie będąc w "poza" ostatnio pamiętam, że chciałem odlecieć gdzieś dalej, przestałem generować OSPUO i wrzuciło mnie do ciała, ale skoro chciałem tego w OSPUO aby opuścić OSPUO to znaczy, że chcę tego naprawdę.
Nie pozostaje nic innego jak testować OSPUO dalej, rozwijać sie i odlecieć w końcu dalej, oby się udało, bo co ciekawego można robić w OSPUO...
Obejrzałem kilka filmów, potrenowałem na sucho techniki, aby się nad nimi nie zastanawiać jak będę ledwo przytomny we snie tylko je użyć.
1. pierwsza noc: położyłęm się spać, po kilku godzina obudziłem się naturalnie i położyłem się dalej spać. Po jakimś czasie obudziłem się, niestety nie byłem w stanie obudzić się bez ruszania i otwierania oczu, wiedziałem już że wybudziłem sie za mocno (byłem całkowicie wyspany i przytomny) i będzie słabo. Wrzuciłem technikę... nic z tego nie będzie, zrezygnowałem i poszedłem spać dalej.
Ostatecznie myślę, że byłem zbyt podekscytowany i się za mocno wybudziłem, przewróciłem się na drugą strone i otworzyłem oczy.
2. druga noc: postanowiłem, że będę to robił naturalnie bez budzika, jak sie uda to ok, jak nie to nie.
Obudziłem się naturalnie, ale chyba zbyt długo spałem bo zaczęło się robić jasno za oknem, ale poszedłem dalej spać. Obudziłem się po jakimś czasie, już mniej ruchu przy przebudzeniu i większa kontrola otwarcia oczu. Ale jakoś czułem, że te moje spanie trochę słabe było, tak jakbym miał tylko półświadomą drzemkę, taka drzemka na czuwaniu. Ok ale technikę trzeba zastosować. Po 10sekundach wiedziałem, że nic z tego, poszedłem spać
3. kolejna noc. Obudziło mnie dziecko w środku nocy, trochę się przebudziłem i po kilku minutach dalej spałem wcześniej postanowiwszy się przebudzić za jakiś czas.
Obudziłem się bardzo łagodnie, nie ruszam się, nie otwieram oczu, czuję, że to odpowiednia pobudka - warunki idealne, teraz technika. Zastosowałem technikę pływania ruszam rękoma żabką, spoko ruszam rękowa w wyobrażni, widzę jak się ruszają, czuję wysiłek, po 5-10sekundach czuję jak nimi ruszam, mam te specyficzne wibracje (to "czucie", bo w moim przypadku jakoś określenie "wibracje" mi nie pasuje. Jest coś a'la wibracje ale tak bym tego nie nazwał, czuję to inaczej, więc będzie "czucie") - moje astralne czucie. W tym momencie mam już odruch :) mocny zamach i wytoczyć się mocno i gwałtownie z ciała.
To wytoczenie się z ciała w moim przypadku jest takie realne, że aż trudno uwierzyć, po prostu czuję spory wysiłem jak zaczynam się wytaczać i jestem niemal przekonany, że spadnę z łóżka fizycznym ciałem, ale to tylko złudzenie - zawsze w takim przypadku wytaczam sie z ciała.
Tym razem było tak samo - WYSZEDŁEM (wytoczyłem się :) )
Bylem zadowolony, nie było to moje pierwsze wyjście więc już nie byłem tak podekscytowany i mogłem działać bardziej świadomie.
Pierwsza rzecz to zakotwiczenie się w fazie - dokładnie dotykam dywanu, przyglądam się mu uważnie, dalej futryna od drzwi, dotykam, czuję fakturę, wącham, wpatruję się... "procesor" pracuje, astralnie materializuje otaczającą mnie rzeczywistoś, ma zajęcie i nie walczy ze mną aby mnie wciagnąć do ciała. Mam dobrze zestrojoną fazę, chyba jedną z lepszych biorąć pod uwagę moje kilka małych wyjść, jest nieźle, faza też najdłuższa z tych które mi sie do tej pory trafiły, jestem usatysłakcjonowany, czuję, że wróciłem do ciała.
Byłem naprawdę usatysfakcjonowany fazą i po powrocie do ciała postanowiłem, że nawet nie będę spisywał wydażeń na gorąco, które miały miejsce w "poza", po prostu się wyśpię.
Tu jest jeden minus, bo po wyspaniu się nie pamiętałem już co sie działo w fazie, bo mi się nałożył sen który pojawił się nad ranem, więc jak chceie pamiętać to trzeba zapisać zaraz po wyjściu, bo się rozpłynie.
Podsumowując: do tej pory najlepsza technika jaką stosowałem: skuteczna (łatwo wyjść, po małej ilości treningu), efektywan (dobre dostojenie w fazie).
Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia do dalszych eksploracji lub do rozpoczęcia.
Obecnie uważam, że aby było w OSPUO ciekawie to trzeba tam wchodzić z konkretnym planem działania: np. chcę polecieć nad morzem, zanurkować w głębinie, popływać z delfinami etc. Tak krok po kroku.
Ja się na tym złapałem, że wchodzę w "poza" bez planu i ad hoc zastanawiam sie co tam robić i to nie jest dobre rozwiązanie. Gdy dłużej sie waham, mózg zaczyna się "nudzić" i wciąga do ciała, więc jak chcesz sie pobawić w OSPUO to wejdź tam z planem działania, różnymi opcjami aby nie zastanawiać się "co robić" tylko "jak". Uważam, że OSPUO niemal w pełni jest generowane przez umysł obserwatora, więc jak czegoś nie stworzysz to jest próżnia i wywala cię do ciała. Jedynym wyjściem jest tworzenie OSPUO jak planszy w grach komputerowych lub ... wyfazowanie się na kolejny krąg astralny poza OSPUO ale tego na razie nie potrafię.
Są jeszcze teorie, że można ingerować w świat fizyczny z OSPUO - może, ale to również jakoś nie jest moim celem.
Wiem, że chcę się dalej wyfazować, bo po pierwsze jakoś nie bawi mnie zabawa w OSPUO - latnie, pływanie, skakanie, bzykanie, bycie psem, kotem etc jakoś mnie to do końca nie pociąga, nie po to wychodzę aby intensyfikować lub rozszerzać doznania ze świata fizycznego, chcę więcej. Po drugie będąc w "poza" ostatnio pamiętam, że chciałem odlecieć gdzieś dalej, przestałem generować OSPUO i wrzuciło mnie do ciała, ale skoro chciałem tego w OSPUO aby opuścić OSPUO to znaczy, że chcę tego naprawdę.
Nie pozostaje nic innego jak testować OSPUO dalej, rozwijać sie i odlecieć w końcu dalej, oby się udało, bo co ciekawego można robić w OSPUO...
Nowa technika
Miałem trochę kłopotów z wyjściem ostatnio, chyba za bardzo chciałem lub jakiś byłem obciążony psychicznie, już prawie straciłem motywację.
Na szczęście dla wytrwałego zawsze czeka miła niespodzianka, a więc do rzeczy.
Przeglądałem, szukałem czytałem, próbowałem i tak jak już wspomniałem nie wiele wychodziło - słabe wyjścia (może 2 o których nie warto nic pisać) lub nawet brak wyjść i coraz mniejsza motywacja do stosowania 4+1, bo ile nocy można zarywać bez efektów, a w dzień jakoś trzeba funkcjonować.
Kilka dni temu trafiłem na stronę niejakiego Michaela Radugi, to co mnie zainteresowło to tzw "indirect technique" - czyli można powiedzieć taka "pośrednia technika wyjścia" wykorzystująca naturalne niepełne wybudzenie się ze snu. O co chodzi?
Bardzo jasna i prosta technika, człowiek na filmie jest mocno przekonujący co do jej prostoty i skuteczności, postanowiłem więc spróbować. Bardziej szczegółowo możecie posłuchać na jego stronie (obe4u.com) - wejdźcie na jego kanał na youtube, a poniżej moja interpretacja, praktyka i doświadczenie.
Technika polega na wybudzeniu się w nocy po około 6h snu (może być wymuszone budzenie np. budzikiem jak w 4+1) - lekkie przebudzenie, wyjście do toalety, wypicie szklanki wody etc ok 5min. wybudzenia. Następnie kładziemy się dalej spać natomiast z afirmacją i przekonaniem, że chcemy się obudzić za godzinę oraz myśląc o technice jaką będziemy stosować aby wyjść (o technikach dalej). Gdy uda nam się przebudzić (pobudka naturalna, bez budzika!) to:
- nie otwieramy oczu
- nie ruszamy się
- zaczynamy stosować technikę czucia ciała astralnego
Co to za techniki?
- pływasz (ja to robię żabką, głównie ręce), ruszaj rękoma nie używając mięśni (taki trening na bez ruchu ale ważne aby chcieć ruszać nie tylko wyobrażać sobie) aż poczujesz wibracje, mrowienie etc
- podnoszenie ręki (jak wyżej - oczywiście podnoszenie astralnej ręki)
- pocieranie dłoni nad czołem (jak wyżej)
Jest jeszcze kilka technik ale na mnie idealnie zadziałało pływanie, więc nie zmieniam.
Ok, jak poczjemy wibracje to czas na separację, najlepiej wytoczyć się jak kłoda - mocnym, zdecydowanym ruchem. A wtedy jesteśmy już POZA!
W "poza" aby utrzymać jak najdłużej fazę i jak najlepiej ją wyostrzyć trzeba dotykać wszystkich przedmiotów, koncentrować się na nich, dotykać siebie, aby "procesor" cały czas i generował OSPUO inaczej jak ktoś jest niedoświadczony to faza jest krótka i płytka, szybko wyrzuca do ciała.
W moim przypadku to podejście zadziałało szybko i skutecznie, więc postanowiłem dokładniej to opisać aby inni też mieli z tego pożytek, a nie jest to tak wymagające jak 4+1. Dalej będę testował tę metodę i mam nadzieję, że będzie coraz bardziej skuteczna, a i tak jest dobrze. Jak to było u mnie - opiszę wkrótce.
Na szczęście dla wytrwałego zawsze czeka miła niespodzianka, a więc do rzeczy.
Przeglądałem, szukałem czytałem, próbowałem i tak jak już wspomniałem nie wiele wychodziło - słabe wyjścia (może 2 o których nie warto nic pisać) lub nawet brak wyjść i coraz mniejsza motywacja do stosowania 4+1, bo ile nocy można zarywać bez efektów, a w dzień jakoś trzeba funkcjonować.
Kilka dni temu trafiłem na stronę niejakiego Michaela Radugi, to co mnie zainteresowło to tzw "indirect technique" - czyli można powiedzieć taka "pośrednia technika wyjścia" wykorzystująca naturalne niepełne wybudzenie się ze snu. O co chodzi?
Bardzo jasna i prosta technika, człowiek na filmie jest mocno przekonujący co do jej prostoty i skuteczności, postanowiłem więc spróbować. Bardziej szczegółowo możecie posłuchać na jego stronie (obe4u.com) - wejdźcie na jego kanał na youtube, a poniżej moja interpretacja, praktyka i doświadczenie.
Technika polega na wybudzeniu się w nocy po około 6h snu (może być wymuszone budzenie np. budzikiem jak w 4+1) - lekkie przebudzenie, wyjście do toalety, wypicie szklanki wody etc ok 5min. wybudzenia. Następnie kładziemy się dalej spać natomiast z afirmacją i przekonaniem, że chcemy się obudzić za godzinę oraz myśląc o technice jaką będziemy stosować aby wyjść (o technikach dalej). Gdy uda nam się przebudzić (pobudka naturalna, bez budzika!) to:
- nie otwieramy oczu
- nie ruszamy się
- zaczynamy stosować technikę czucia ciała astralnego
Co to za techniki?
- pływasz (ja to robię żabką, głównie ręce), ruszaj rękoma nie używając mięśni (taki trening na bez ruchu ale ważne aby chcieć ruszać nie tylko wyobrażać sobie) aż poczujesz wibracje, mrowienie etc
- podnoszenie ręki (jak wyżej - oczywiście podnoszenie astralnej ręki)
- pocieranie dłoni nad czołem (jak wyżej)
Jest jeszcze kilka technik ale na mnie idealnie zadziałało pływanie, więc nie zmieniam.
Ok, jak poczjemy wibracje to czas na separację, najlepiej wytoczyć się jak kłoda - mocnym, zdecydowanym ruchem. A wtedy jesteśmy już POZA!
W "poza" aby utrzymać jak najdłużej fazę i jak najlepiej ją wyostrzyć trzeba dotykać wszystkich przedmiotów, koncentrować się na nich, dotykać siebie, aby "procesor" cały czas i generował OSPUO inaczej jak ktoś jest niedoświadczony to faza jest krótka i płytka, szybko wyrzuca do ciała.
W moim przypadku to podejście zadziałało szybko i skutecznie, więc postanowiłem dokładniej to opisać aby inni też mieli z tego pożytek, a nie jest to tak wymagające jak 4+1. Dalej będę testował tę metodę i mam nadzieję, że będzie coraz bardziej skuteczna, a i tak jest dobrze. Jak to było u mnie - opiszę wkrótce.
Subscribe to:
Posts (Atom)