Thursday, 24 September 2015

Otacza mnie muzyka...

Budzę się o 3:30 więc korzystam z okazji. Czuję, że jestem pozytywnie naładowany, sporo energii, odwaga i chęć. Po wypiciu szklanki wody kładę się i przygotowuję do OOBE.
Nieregularne praktykowanie oobe raczej nie sprzyja podróżą po nawii, człowiek mocno zakotwicza się w materialnym świecie, ciężkim i twardym, brakuje więc luzu i ulotności.
Tym razem jednak czułem się świetnie i wierzyłem, że wyjdę. Przed całkowitym wyjściem długo przebywałem między światami, umysł mocno był przykuty do jawy. To co ciekawe, to często przed wyjście słyszę muzykę, taką zwykłą, popową z radia. I tym razem było tak samo. Pierwszy kawałek znałem, drugi którego słuchałem był mi całkowicie nieznany. Prowadziłem ze sobą wewnętrzny dialog, czy to muzyka w mojej głowie, czy faktycznie gdzieś za ścianą o 4 rano ktoś puszcza tak głośno radio lub rozpoczęła się jakaś imprezę - muzyka była idealnie realna, skupiałem się na każdym dźwięku, aby mieć pewność, że ją na pewno, realnie słyszę. Była idealnie realna - jednak czułem wewnętrznie, że to tylko w mojej głowie i nikt inny jej nie słyszy. Wtedy postanowiłem wstać z łóżka. Z pewnym wysiłkiem wyskoczyłem - byłem w poza. Rozejrzałem się po pokoju - czułem, że jestem w swojej sypialni, ale pojawiły się tam elementy, które były nieznane. Moje łóżko spowijała szara, gęsta mgła jak dym która przykrywała wszelkie kształty, za mną na wysokości kolan było okno lub kominek, przez które wpadało światło/ogień (ciemno żółte - coś miedzy światłem słonecznym, a blaskiem ognia w kominku).
Nawykowo zacząłem od moich rąk - tym razem wyjątkowo gdy na nie spojrzałem ukazała mi się tylko energia z której po bardzo krótkiej chwili koncentracji stworzyłem ręce. Zacząłem dotykać pobliskie przedmioty, aby się ugruntować. Stworzyłem matriks i byłem w oobe...
Próbowałem zaspokoić swoje potrzeby z ciała fizycznego - bolała mnie fizycznie głowa i chciałem usunąć ten ból w oobe. Postanowiłem również, że spróbuję zawołać przez oobe moją córke aby to zapamiętała, więc byłem obok niej i ją wołałem - niestety rankiem gdy ją zapytałem nie pamiętała tego.
Dość szybko mnie cofnęło i myślę, że to sprawa praktyki. Natomiast coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że ugruntowanie się w sferze przy cielesnej, to dość prymitywna technika, która blokuje dostęp do bardziej eterycznych światów i doświadczeń - to dość nudna sfera ćwiczeń i orientacji w przestrzeni, jak sztuczny plan treningowy w matriksie. Nie daje mi to wiele - brak wpływu na świat fizyczny - nie udało mi się uzyskać ani żadnej telepatii, bilokacji etc zawsze zwiedzam jakieś kartonowe plany, osoby/zwierzęta są mało interaktywne, sztuczni, bez głębi. Myślę, że to moje oobe to do tej pory to był plan ćwiczeniowy, który opuszczę gdy uzyskam większą niewzruszoność i moc ducha. Swoją drogą, do tej  pory gdy myślałem że mogę spotkać w oobe w bardzo realnym dostrojeniu nie człeko podobną osobowość to byłem przerażony, ale czuję, że nadchodzi już ten czas wejścia na dalszy etap...

Wednesday, 17 December 2014

Restart OOBE

Coś mnie ruszyło i obudziłem się dziś nad ranem - po trzeciej. Byłem dość rześki więc postanowiłem wejść w oobe, ale bez mocnego nacisku - jeżeli się uda to super, jak nie to też nie będzie tragedii. Dawno tego nie robiłem, więc nie spodziewam się rewelacji.
Rozpocząłem od relaksacji ciała leżąc na plecach - najpierw stopy, idę w górę, podbrzusze, splot, serce, klatka, ręce, ramiona, plecy, twarz, głowa i pełen luz w głowie. Po kilkunastu minutach zaczęły dobijać się jakieś myśli, ale patrzę nadal w ciemność, zacząłem odczuwać pewne napięcie - czuję, że odpływam w sen ale jakieś wewnętrzne napięcie aż mnie wciska w łóżko. Po kilku próbach relaksacji stan wciskania minął, ale również stan senny odpłynął. Zaczynam od początku. Patrzę w ciemność pod powiekami, po pewnym czasie pojawiają się lekkie przedsenne hipnagogi, postanawiam przejść do mojej ulubionej pozycji na lewym boku. Na lewym boku, po kilku chwilach zapadam głębiej w relaksację, jeszcze głębiej, zaczyna się coś dziać bo słyszę dziwne dźwięki, piosenki etc które na pewno nie dochodzą do moich uszu z zewnątrz. Przysłuchuję się dźwiękom w moim lewym uchu, zastanawiam się, czy to już czas aby spróbować wyskoczyć z ciała. Waham się, bo jest trochę inaczej niż podczas poprzednich prób, brakuje mi pewnego etapu. Mimo wszystko postanawiam zebrać się i wyskoczyć z łóżka - najwyżej się przebudzę.
Hops, podrywam się, wstaję, stoję w nogach mojego łóżka - uświadamiam sobie, że zrobiłem to i jestem w obszarze przy cielesnym. Czuję ciężar na ramionach, jakbym trzymał na nich kołdrę którą byłem przykryty - zrzucam ją. Mam pełną świadomość, że jestem w oobe, zachowuję pełen spokój, żadnej ekscytacji i przechodzę do ćwiczeń: oglądam ręce, zacieram je, klepię się po udach aby jak najlepiej się zakotwiczyć. Nie mam oczekiwań, robię po prostu swoje. Po pierwszej serii ćwiczeń, przesuwam się - lewituje do salonu, staję przy oknie balkonowym. Ćwiczę, widzę, że mam na lewym nadgarstku kolorowe sznurkowe bransoletki, dziękuję więc Swarogowi za opiekę i następnie postanawiam wyjść na zewnątrz, otwieram drzwi balkonowe i wychodzę. Wiem, że jestem we śnie, super kontrola, więc przeskakuję barierkę i spadam z trzeciego piętra na ulicę. Czuję się świetnie, mam pełną kontrolę świadomości, koncentruję się na chwili obecnej i podziwiam matrix w którym jestem. Idę wolno ulicą, z klatki schodowej wychodzi dziecko około 4 letnie, pogodne i uśmiechnięte. Zatrzymuję się, przyglądam mu się i pytam jak ma na imię. Nie odpowiada. Na ulicy pojawia się kolejne dziecko, odwracam się do niego, chcę zagadnąć, ale "czarodziejsko" znika.
Idę więc dalej, trafiam na jakieś podwórko, widzę małego kota, przyglądam mu się. Podbiega do mnie, ja go łapię, odkładam blisko mnie i wpatruję się w jego oczy. Ma dziwne oczy, nie kocie, faktycznie to nie są podobne do jakichkolwiek oczu - brązowe kulki z czarnymi dziurkami. Uważam, że to jakaś makieta i przestaję się nim interesować. Wokół mnie przybywa zwierząt, są przyjazne. Odmykam lekko drzwi do wielkiej stodoły, koło nóg przeciskają się 2 lub trzy wyżły, które idą ze mną. Przechodzę przez stodołę i staję w szeroko otwartych wielkich drzwiach stodoły wychodzących gdzieś na łąki i pola. Pełen spokój.
Tu mnie chyba cofa do ciała, wpadam w płytki sen, z lekką świadomością odbijam ponownie do oobe. Stoję przy łóżku, podnoszę szklaną butelkę, oglądam ją dokładnie, podnoszę do ucha, stukam palcem i nasłuchuję odgłosów. Odgłosy przytłumione, niewyraźne, daleko im do rzeczywistości. Czuję, że faza się wypłyciła, po kilku nie zapamiętanych elementach wybudzam się.
Czuję się wypoczęty i zadowolony, zapadam w sen.

Thursday, 6 March 2014

Pobudka w starym domu

Dziś miałem sen w którym wreszcie udało mi się uświadomić sobie, że jestem we śnie. Natomiast mimo wszystko było to uświadominie, niejako formalne, oznacza to że powiedziałem, że wiem, że śnię, natomiast z obecnej jawnej perspektywy uważam, że mimo tej deklaracji, nie miałem pełenej świadomości snu i czym jest nie sen. To tak jak na jawie mogę powiedzieć, że moje życie to tylko sen, natomiast brakuje mi tej świadomości co jest po przebudzeniu, co nie jest snem. W oobe, odczuwałęm świadomość 2 strony w sposób bardziej konkretny, w tym śnie tylko jako deklarację bez pełnej świadomości, pewnie  trzeba będzie nad tym popracować.
Podczas tego snu byłem już chyba w dość płytkiej fazie, sen był nad ranem i uświadamiając sobie, że śnię nieomal się budziłem.
O czym był mój dzisiejszy? To jakby powrót do korzeni, do moich przodków – rodziców, babci (nie żyjącej), i do gromadzenia przez nich zapasów. Byłem w pierwszym domu w którym mieszkałem w dzieciństwie, a reaczej stałem przed domem. Pamiętam bardzo silne uczucie tęsknoty, płakałem z tęsknoty gdy zobaczyłem w oknie wewnątrz domu krzątającą się moją babcie. Wiedziałem, że ona już nie żyje i to tylko jej duch, wsponienie, nie zauważała mnie, ale ja nie miałem bodźca aby popędzić do niej, coś mnie powstrzymywało, ale to nie był strach, raczej pewne poczucie pozostawienia rzeczy swojemu biegowi, nie ingerowania, wtrącania się w pewien naturalny ład. Zajrzałem do szopy która była przybudowana obok domu – w szopie była naturalna toaleta z szambem oraz składzik na węgiel, drewno etc. Szambo w toalecie było pełne – pomyślałem sobie :“no tak, babci nie ma i nie miał się kto tym zająć.“ Rozejrzałem się się dalej po szopie i zobaczyłem spory stosik węgla tak około tony, a obok tyleż samo soli kamiennej w wielkich (jak kurze jaja) różowych kryształach. Zastanawiałem się po co babci taki zapas soli w takich wielkich kryształach wyglądających jak kwarc różowy. Później jeszcze spotkałem moich rodziców w jakimś magazynku. Najpierw ojciec prezentował mi wielką beczę z benzyną/olejem opałowym, zapytałem się czy to do ogrzewania, a on razem z moją matka zaczeli zaprzeczać, że to tylko od czasu do czasu aby przepalić i było trochę prądu, jakoś tak dziwnie chaotycznie tłumaczyli jakby chcieli coś ukryć. Stwierdziłęm w myślach, że ta beczka to raczej za dużo na takie doraźne „włączanie prądu“, dodatkowo w magazynku zauważyłem kilka takich wielkich beczek, jak się spodziewałem z podobną zawartością. Następnie matka prowadziła mnie do domu, ja stałem na podwóżu i dziwiłem się, że wyrosły tu bananowce i jakieś figowce, jak one przeżyły zimę. Matka coś mi wytłumaczyła jak to byłoby oczywiste, ale ja nie mogłem się nadziwić. Szliśmy dalej, minąłem drzewo z dziwnie zaminiętymi gałęziami w koronie, jak jakiś warkocz na głowie dziewczyny, matka mi odpowiedziała jak nazywa się to drzewo, tonem podobnym jak z bananowcami – przypominającym mi oczywistość którą powinienem wiedzieć. Znalazłem się na podwórku obok szopy i wejścia do domu, ale nie wszedłem...
Dalej już chyba zacząłem wychodzić ze snu. Wrócę tylko do momentu w którym uświadamiałem sobie, że jestem we śnie.

Miałem dziwne testy, łapałem się za boki i pasek i u mówiłem, że jestem we śnie – i co z tego J, głęboko oddychałem i tu niespodzianka! Pojawiała się moją jawna świadomość, zacząłem słyszeć swoje chrapanie, senny oddech, ale to powodowało, że się prawie budziłem i byłem w płytkiej fazie sennej. Ciekawe to było, jestem zadowolony, że powoli pojawia mi się przebłysk świadomości poza sennej w moim śnie, lecz to wciąż tylko przebłysk i raczej sugestia, że jest coś poza snem niż pełna świadomość snu i jawy.

Saturday, 13 April 2013

3 Smoki i szamańska walka

Tym razem "tylko" sen, ale jaki!
Swoją drogą przestałem jakoś gloryfikować doświadczenia oobe, uważam, że sny są również podobnym rodzajem doświadczenia i wiedzy.
Dziś sen był wspaniały, taki o jakich zawsze marzyłem, piękny, mistyczny, przygodowy a ja byłem w nim głównym bohaterem odgrywającym mesjańską rolę :)
Zaczęło się niewinnie ale wiedziałem, że coś się będzie działo.
Graliśmy w piłkę na jakimś "orliku" poza miastem gdzie przestrzenie były dzikie, naturalne - może taki klimat meksyku jak u Castaniedy.
W pewnym momencie zwróciłem uwagę na szamana indiańskiego który zaczął intonować pieśń otoczony kilkoma osobami. W tym momencie moja drużyna strzeliła bramkę (nie jestem pewien czy to ja czy ktoś z mojej drużyny strzelił) ale po bardzo krótkiej chwili radości, zauważyłem, że większość osób już nie interesuje się meczem, ale jest skierowana tam gdzie szaman i obserwuje horyzont.
Ja również się tam zwróciłem. Na horyzoncie zaczęły gromadzić się dziwne chmury, które zaczęły przekształcać się w postacie smoków (chude, długie chińskie smoki). Wiem, że powstały smoki z 3 różnych kolorów: na pewno fioletowego (bardzo często mi ostatnio towarzyszy ten kolor) oraz chyba żółtego i czerwonego (lub granatowego, nie bardzo pamiętam). Wiedziałem wtedy, że pieśń szamana jest pieśnią wspierającą mnie w walce ze smokami, walka była nie tyle w moim imieniu, co byłem przeznaczony jako obrońca wszystkich tam zgromadzonych. Spłynęła na mnie pewna szamańska moc, a szaman w dziwny sposób zerwał z okolic mojej lewej nerki jakąś energię, która zwisała jak kawałek niepotrzebnej szmatki. Szaman gdy to zrobił zauważyłem, że nie był to Indianin, ale zwykły europejczyk (Polak), który wykonywał tylko rytuał/pieśń w stylu indiańskim. Miał nalaną podłużną  twarz, długie włosy związane w koński ogon i po "zerwaniu szmatki" uśmiechnął się do mnie dziwnie, odczytałem to jako pewne zakłopotanie, jakby tej energii było trochę za dużo która spłynęła na mnie i musiał jakby zerwać ze mnie nadmiarowy kawałek, który wyciekł w okolicach mojej lewej nerki.
Poczułem, że jestem gotowy do konfrontacji ze smokiem. Zaczął się do mnie zbliżać fioletowy(!) smok. Moja świadomość senna chyba w pewien sposób sobie drwiła z tego, że to jest tylko fantazja mojego umysłu i że nic się nie wydarzy, bo to nie jest twarda rzeczywistość a jedynie projekcja. Wtedy wpadłem w pewien trans, zacząłem zaśpiewywać nie swoim głosem jakąś szamańską pieść i powoli moja świadomość zaczęła się przenosić w inny wymiar - wymiar w którym smok był realną postacią, a ja mogłem podjąć się konfrontacji z tym stworem. W nowej rzeczywistości - rzeczywistości fioletowego smoka, zwarliśmy się w walce, byłem świadomy, że nie ma już mojej świadomości na placu gdzie graliśmy w nogę, ale jestem w całkowicie nowym, alternatywnym miejscu, gdzie nie obowiązują już reguły jakie znam z fizycznego świata. Co było dalej trudno mi opisać i trudno to sobie przypomnieć, bo przekracza to moją barierę postrzegania i interpretacji, pamiętam wir kolorów, może jakichś symboli, coś jeszcze się działo, ale co, trudno powiedzieć.
Po pewnym czasie obudziłem się, to był wspaniały sen, sen jakich zawsze pragnąłem przez całe życie.
Na podsumowanie mogę tylko nadmienić, że od kilku dni kładę się do łóżka i wyrażam silną intencję, że chcę poznać moją duszę...

Sunday, 17 March 2013

Czuły Opiekun

Dziwna sprawa, coś się zaczyna dziać pozytywnego, chyba poziom energetyczny mi się podnosi :)
Kilka dni temu miałem pierwszy raz taką ciekawą sytuację - samoistne wyjście w OOBE i to przed północą.
Ale zacznę od początku...
Położyłem się do łóżka dość wcześnie, około 22:30, chciałem spokojnie przespać noc, bo wcześnie rano wybierałem sie w podróż, więc nie miałem żadnych planów zwiazanych z OOBE.
Powoli odpływałem w sen, bez intensywnych myśli, ale pozostawałem świadomy. W pewnym momencie poczułem wibracje, bardzo się zdziwiłem, bo byłem świadomy, wcześniej nie było hipnagogów i było to po położeniu się do łóżka co jest bardzo trudnym zadaniem aby uzyskać ten stan. Tak czy inaczej nie dałem się ponieść emocjom i spokojnie pozwoliłem temu spontanicznemu oobe płynąć. W pewnym momencie poczułem jak moja lewa ręka unosi się w górę niemal pionowo praktycznie bez udziału mięśni. Wtedy wiedziałem, że zaczynam wychodzić, byłem przekonany, że moja ręka uniesiona jest w górę, ale posiadałem na tyle świadomości, że wiedziałem, ze jestem mocno nakryty, a rękę mam schowaną pod kołdrą, więc nie było fizycznej możliwości aby unieść rękę tak wysoko.
Postanowiłem, że nie będę się wysilał i stosował swojej procedury na wyjście, ale pozostanę w stanie relaksacji i zobaczę co się wydarzy.
Po chwili poczułem drugą falę wibracji, wtedy poczułem obecność istoty, coś zaczęło mnie delikatnie i z uczuciem głaskać po głowie, po plecach i ramieniu. Było to przyjemne uczucie, byłem spokojny i zadowolony, natomiast było to na tyle niespotykane i spontaniczne wydarzenie, że trochę się spłoszyłem i wróciłem do "siebie". Po powrocie do ciała, z którego praktycznie nie wychodziłem, ale jestem pewien, że odczuwałem ciałem astralnym ułożonym w ciele fizycznym, byłem wypoczęty i pełen energii, nie chciało mi się spać i upłynęło sporo czasu zanim zasnąłem

Ostatnio nie mam potrzeby na wychodzenie w oobe, gdyż uważam, że nie jest mi to obecnie potrzebne do rozwoju, ale po tym spontanicznym wyjściu, rozważę chociał wyjście raz na tydzień lub dwa tygodnie.

Monday, 25 February 2013

Moje interpretacje

Zauważyłem, że przekaz który może być dla mnie istotny może być pomijany i brakuje mi kontynuacji moich przygód w OOBE.
Uważam, że najważniejszy przekaz kryje się w symbolice, ciągłości przekazu, w rozplątywaniu pewnych wątków, w zagłębianiu się w nie. Zauważyłem, że brakuje mi inspiracji w oobe z tego powodu, że nie próbuję rozwijac tego co już się wydażyło, a jest w co się zagłębiać, będą to moje inspiracje na kolejne sesje.
Można powiedzieć, że rozpoczynam nowy rozdział w eksploracjach - rozpoczynam interpretacje

Eksploracja "Kopalni"
Dziś zajmę się moją interpretacją kopalni i przy najbliższej okazji będę chciał się dostroić do tej lokalizacji ponownie, aby zagłębić się w szczegóły i ekplorować nie odkryte tereny.

Co więc takiego wydażyło się w kopalni? Dlaczego się tam znalazłem? W czym ma mi to pomóc?
Hmmm... Zanim się zagłebię w jakimś pseudo psychologicznym ględzeniu, czuję, że najprostrzym rozwiazaniem jest zająć się lokacją, w kórej nikogo nie widziałem. W przygodzie szedłem, tam skąd inni wracali - widocznie nie byli zadowoleni z tego co tam się znajdowało, więc po co tam zmierzać i zawracać - szkoda życia. Trzeba skoczyć tam gdzie tam skąd nikt nie wraca! Śmiała teza :) może oznaczać to zarówno to, że nie chcą wracać jak też to że nie mogą...
A była taka możliwość ale dałem się odegnać, poddałem się zastraszeniu. Piszę tu o lokalizacji z której wyjeżdżał pociąg towarowy i zmierzał tam skąd przyszedłem.
Dlaczego pojawił się tam pociąg towarowy, co miał oznaczać?
Co takiego jest transportowane z tej lokalizacji i to w tak ogromnych ilościach (wielkie wagony towarowe)?
Dlaczego ta lokalizacja była strzeżona i zostałem stamtąd odgoniony?
Jak się przygotować do eksploracji tej lokacji?
1. Dostrojenie do kopalni - sugestia przed wyjściem, naprowadzenie na szczegóły lokalizacji
2. Tory kolejowe z północy na wschód - świadome poszukiwanie tego naprowadzacza w lokalizacji
3. Strażnicy na półce skalnej - praca emocjonalna, kilka wersji przełamania aby znaleźć skuteczne rozwiązanie do przełamania strażników i poradzenia sobie w lokacji:
- walka magiczna: wykorzystanie mocy, gdy strażnicy przystąpią do ataku czyli ścieżka wojownika
- akceptacja i spokój: nie akceptowanie konsekwencji ze świata fizycznego, nie angażowanie się w relacje
- uczycia: emanacja pozytywnymi emocjami, rozpuszczenie swojego strachu i agresji strażników miłością

Ok wszystko super, tylko po pierwsze moje wyjścia OOBE są dość jałowe w uczucia. Pamiętam tylko jedno wyjście w którym miałem bardzo wyraźne i intensywne uczucia (złota energia i rozbudzanie kundalini?), reszta jest dość stłumiona - nawet strach jak się pojawia jest taki inny, mdły, bardziej wyuczony niż świeżo stworzone uczucie. Hmmm, nad tym trzeba popracować, ale wiem jedno że trzecia technika raczej nie dla mnie.
Myślę, że podejdę tu spokojem, taką "pustką" emocjonalną do konfrontacji  - ze spokojem obserwatora.

Ok, czy coś jeszcze oznaczała dla mnie ta przygoda w kopalni?

Spotkanie z towarzyszem - to było coś nowego. Jego sugestia, jako odpoweidź na moją chęć, co oznaczała? Czy faktycznie to zależy od mojej woli i tylko miałem za mało "mocy"/determinacji aby tego dokonać, czy może mnie podpuszczał aby udowodnić, że są pewne lokacje rządzące się swoimi prawami i na pewnym poziomie świadomosci/mocy tego nie przeskoczę. Hmmm, to trochę łączy się jedno z drugim. Tak, ogólnie mogę wszystko ale muszę osiągnąć pewien poziom świadomościowo/emocjonalno/duchowo/energetyczny aby pewnych rzeczy dokonywać. Ale co to oznacza ten poziom, czy to tylko chęć/świadomość/determinacja może wiedza, może pewne poczucie/uczucie?

PS. Kiedyś już latałem w OOBE ale w innej lokalizacji, więc wiedziałem, że jest to w moim zasięgu, a jednak nie udało mi się tego dokonać w kopalni/jaskini.

Co z tą ziemią w której zacząłem grzebać?
Gdy zrezygnowałem z latania - poddałem się, przeskoczyłem na inną aktywność dość szybko, jakby naturalnie.
Nie miałem determinacji aby za wszelką cenę polecieć ale aby zmienić lokalizację!
Celem nie było latanie ale zmiana lokalizacji, więc zająłem się żywiołem, który posiadał w tamtej lokalizacji maksymalną siłę! Ziemia!
Wow, to jest niezły wątek - we własnym domu JA sam mam największą moc (moja świadomość, eter), więc zmieniłem lokalizację skupiając się na sobie, w kopalni rządzi ZIEMIA, więc angażując się w nią zmieniłem lokalizację! Jest to jakiś trop :)

Patrząc z perspektywy jawy, to co sobie często zarzucam w poza, że jestem za mało uważny np. nie wiem co mam na sobie, rzadko skupiam się na szczegółach, trudno jest mi rozbudzić w poza taką uważność.

Stawiam, więc przed sobą zadanie na kolejne wyjście OOBE - skupienie na szczegółach i rozbudzenie w sobie pozytywnych uczuć: odwaga, miłość, szacunek.





Saturday, 16 February 2013

Jaskinia, pieśń, pasożyt i czereśnie

Opiszę dzisiejsze wyjście, wczoraj również udało mi się wyskoczyć ale było płytkie i się rozmyło, dziś za to było ciekawie i mocno symbolicznie.
Jak wcześniej pisałem chciałem nieco zmienić sposób wyskoczenia z ciała. Tak też zacząłem postępować w moich wyjściach. Dziś 4+1 (pobudka bez budzika tylko programowana sugestia na pobudkę o okreslonej godzinie, 2 dzień z rzędu sukces), leżę standardowo na boku, dochodzę do wibracji, słyszę dźwięk grzechotki talerzykowej, próbuję wyjścia przez uniesienie się nad ciałem, unoszę się wirując jak tornado - oczywiście chodzi o rodzaj ruchu, bo siła jest dość delikatna i subtelna. Wyszedłem, cały czas towarzyszy mi dźwięk wspomnianej grzechotki, po wyjściu nasila się, sprawdzam dostrojenie, dostaję inspirację aby dostroić się w nowy sposób, zaczynam śpiewać w jakimś szamańskim/ludowym stylu dostosowując się do rytmu grzechotki. Czuję, że dostrojenie się poprawia, zaczynam tańczyć/podskakiwać wokół łóżka, jakbym odprawiał jakiś rytuał wokół ognisko - sprawia mi to dużą frajdę, czuję jak mnie to w pewien sposób "uwalnia". Pokój jest wypełniony delikatnym żółtym światłem/poświatą jakby wschodzącego słońca. Śpiewając spoglądam w duże lustro które wisi na filarze obok łóżka (w rzeczywistości nie mam lustra w sypialni) - widzę swoją twarz i postać bardzo wyraźnie, co mnie pozytywnie zaskakuje, bo ostatnio w podobnych sytuacjach byłem mocno zamglony lub nie widziałem siebie wcale. Przesuwa mnie....

1. Jestem w olbrzymiej grocie, może kopalni (największe sale w Wieliczce w stosunku do tego to pryszcz :) ) jakiś podziemny rozległy teren pod kopułą ze skały (chyba :)) Idę przez chwilę przed siebie, rozglądając się po kopalni, już wiem, że jestem z towarzyszem-obseratorem, jeszcze go nie widzę ale czuję. Po chwili mijam ludzi, którzy poruszają się w przeciwnym kierunku, ja idę od lewej strony do prawej (jakby obserwując na ekranie zdarzeń). Poruszam się po półce skalne/ziemnej nieco wyżej, ludzie idą półką skalną nieco niżej (może 3-4metry niżej, taki układ tarasowy). Postanawiam zaczepić samotnego człowieka zmierzającego w przeciwnym niż ja kierunku. Mężczyzna o urodzie ormiańsko-gruzińskiej, krótkie czarne włosy, wołam do niego. Człowiek nie reaguje, rozgląda się ale jakby w swoim "filmie" czegoś szuka, chyba jakiegoś wyjścia. Puszczam do niego nawet mechaniczny samolocik-zabawkę z jakąś piosenką-melodyjką aby zwrócić jego uwagę. Początkowo wydaje mi się, że przez chwilę zwraca na niego uwagę, ale zaraz się rozprasza i samolocik wraca do mnie. Człowiek pada na kolana, rozgląda się, wstaje i idzie dalej. Postanawiam także ruszyć dalej nie zrażając się nieudanym kontaktem.
Widzę przed sobą w różnych częściach jaskini ciemne tunele. Pierwszy tunel-grota po prawej stronie - wyjeżdża z niego pociąg towarowy i jedzie w kierunku z którego przyszedłem, postanawiam wejść do tej groty. Przy  grocie stoją na wyższej półce skalnej jacyś osobnicy - ubrani w czarne uniformy w czarnych kaskach zakrywających cała głowę wraz z twarzą. Najbliższy osobnik odwraca się w moim kierunku widzę, że trzyma ciężki pistolet maszynowy i niebezpiecznie mierzy do mnie, potrząsając bronią. Odczytuję to jako nieprzyjazne znaki i podnoszę ręce w górę na znak że się wycofuję i nie mam złych zamiarów. Powoli wycofuję się i rezygnuję z eksploracji tej lokalizacji.
Napływa do mnie refleksja - czego ja tak właściwie tutaj szukam? Skoro mijam ludzi którzy podążają w przeciwnym kierunku to znaczy, że nie znaleźli tam gdzie ja idę nic ciekawego, bo by stamtąd się nie ruszali, więc co ja chcę tam znaleźć. Jestem teraz tylko ja oraz towarzysz-obserwator. Myślę sobie, że jestem tylko w swoim wytworze umysłu - to taka jaskinia umysłu z której w każdej chwili mogę wyjść, wylecieć jeżeli tylko chcę. Towarzysz mój przesyła mi informację, abym wyleciał stąd skoro chcę. Chcę zmienić tę lokalizację, wzlecieć ale nie mam mocy nie udaje mi się mi nić zmienić. Ogarnia mnie jakaś frustracja, mówię do mojego towarzysza aby się ode mnie odwalił, zostawił mnie nie potrzebuję jego szyderczych rad - wkurzam się na niego. Pierwszy raz patrzę - postrzegam postać mojego towarzysza - jest dość wysoki, ubrany na czarno ale z włosami ciemny blond taki typ intelektualno-artystyczny jak aktor Mirosław Baka.
Ze złości, swojej bezsilności mimo, że chcę zmienić lokalizacje, a skoro nie udało mi się poprzez wzlot ponad skały, to zaczynam rękoma kopać w glebie, jestem przekonany, że w ten sposób również mogę przenieść się w inne miejsce. Przesuwa mnie...

2. Jestem w ogrodzie - coś podobnego do ogrodów działkowych. Bardzo ładna lokalizacja, przyjemna pogoda, słońce. Tym razem jestem w towarzystwie kilku/kilkunastu młodych osób. Czuję, że jest ze mną chyba ten sam "towarzysz-obserwator baka". Wiem, że te osoby są ze mną w pewien sposób powiązane - może mają podobne poglądy, może to jakaś moja rodzina, znajomi, może moje inne karmiczne aspekty spotkane w jednej lokacji. Mam potrzebę coś im przekazać - zaczynam śpiewać piosenkę. Trochę się wstydzę swojej nieporadności w zakresie formy pieśni - śpiewam, że mimo, że piosenka jest utrzymana w stylu disco polo to przekaz jest bardzo ważny, śpiewam o życiu które jest mimo wszystko największą wartością którą mamy i możemy na nią wpływać, przezywać i doświadczać i jest to absolutnie ważne.

3. Chyba mnie zaczęło ściągać do ciała, ale postanowiłem się odbić i walczę dalej.
Jestem w swoim łóżku, czuję, że mam jakiegoś "osobnika" na plecach. Jest to moja mała córka, pytam dlaczego na mnie pasożytuje pozbawiając mnie energii. Ona nie odpowiada tylko się uśmiecha. Do sypialni wchodzi jakby bliźniaczka mojej córki. Zwracam się do tej "pasożytującej" - spójrz to jest moja córka, jej twarz jest jasna i świetlista (tak mówię, ale z obserwacji wcale twarz "bliźniaczki" nie jest błyszcząca i promieniująca raczej jasna, trochę blada, ale czysta).
Postanawiam pozbyć się "pasożyta", łapię córko-pasożyta i wynoszę za okno, strząsam ją z ręki, ląduje piętro niżej u sąsiadów na balkonie. Postanawiam ją zabrać stamtąd, schylam się po nią, łapię i zrzucam na ulicę. Spada na brezentowy dach jakiegoś auta - patrzę się na to - jej twarz promieniuje jakąś filetowym światłem.
Z obecnej perspektywy wygląda to dość makabrycznie, natomiast w moim doświadczeniu w poza byłem zadowolony, że pozbyłem się tego pasożyta. Zastanawiałem się czy nie oczyścić się jeszcze z innych pasożytniczych energii, ale stwierdziłem, że mogę już nie mieć wystarczająco energii na kolejną operację.
Podczas tej aktywności towarzyszył mi towarzysz-obserwator ale tym razem "towarzysz-obserwator żona".

Po tej aktywności przeniosło mnie ponownie do ogrodu - podążam ścieżką w bujnie zarośniętym sadzie. Jest ze mną chyba jakiś nowy towarzysz-obserwator taki Senior. Zrywam z drzewa czereśnię, jest średniej wielkości, słodka, ale mało soczysta, taka bardziej w stylu rodzynki, za bardzo nie nadaje się normalnej konsumpcji. Idę dalej, zrywam czereśnię z innego drzewa, jest wielka, słodka i soczysta. Tak - to pyszna czereśnia deserowa - stwierdzam, jestem bardzo zadowolony. Dostaję przekaz od "towarzysza-obserwatora seniora" który mówi mi mniej więcej, że każda czereśnia ma swoje przeznaczenie i nie zależy to od własnych preferencji i spełnia w jakiś sposób swoją funkcję, jeżeli nie wobec mojej potrzeby nie oznacza to że jest zła. To chyba taki przekaz o subiektywnym ziemskim pojęciu dobra i zła.
Zastanawiam się tylko na koniec czy ten symboliczny przekaz dotyczył mojego ostatniego doświadczenia, czy wszystkich spotkań podczas mojego dzisiejszego wyjścia?

Wednesday, 30 January 2013

3 Doświadczenia w OOBE

Dziś mi się ciężko spało, oj ciężko.
Wieczorem strzeliłem sobie technikę na LD i nie mogłem zasnąć przez 1,5h :)
Jakoś drzemałem i drzemałem z kilkoma przebudzeniami, ale nic się nie działo.
Przed 5 rano musiałem wstać, toaleta,  napiłem się i wróciłem do łóżka. Stwierdziłem, że strzelę sobie jeszcze raz technikę na LD. Strzeliłem sobie i znowu nie mogłem zasnąć, zdecydowałem, że może OOBE się uda. Przebudzałem się przez 30min i zacząłem relaksacje. Relaksacja elegancko, śmigam do Focus10 i sobie leżę, przypominając sobie od czasu do czasu mantrując "Jestem świadomy".
Na wyjście ustaliłem sobie pytanie "Kim Jestem?"
Po 30 min. (wiem ile minęło bo sąsiedzi mają zegar który wybija godziny :) ) dryfowania w relaksacji na plecach przeszedłem do mojej pozycji do wyjścia - lewy bok.
Leżę wygodnie, coraz bardziej się zapadam, czuję, że już jestem w hipnagogach.
Tu przeżywam moje pierwsze (1) ciekawe doświadczenie.
Mam pełną świadomość, że to doświadczenie przed senne, mentalne. Stoję w łazience (nie mojej) i przeglądam się w lustrze, czuję się jakbym był dobrze skuty alkoholowo, po niezłej flaszce. Przeglądam się w lustrze, przymrużone oczy, zamulone alkoholem, kołyszę się na nogach. Co najciekawsze wiem, mam świadomość, że to tylko doświadczenie mentalne, że jestem w takim przedsionku snu, a moja śiwadomość pozwala mi to odczuwać. W pewnym momencie w łazience tyłem do mnie pojawia się postać dziewczyny w białej koszuli nocnej, ciemnych, długich włosach, stoi odwrócona do mnie plecami - jak jakaś mara senna, wtedy moja świadomość mnie wyprowadza z łazienki/przedsionka i czuję, że już wystarczy tego doświadczenia, jakby mnie ktoś za rękę wyprowadzał (takiego zapijaczonego :)) Odzyskuję standardową świadomość i wiem, że wchodzę w fazę wyjścia do OOBE.
Leżę chwilę w ciemności i zaraz zaczynają się wibracje, dość delikatne, o dziwo dziś nie słyszę muzyczki.
Po chwili wibracje się kończą, wiem, że jestem na granicy mentalno-astralnej, ale nie jestem czy już powinienem wyskakiwać, bo wibracje jakieś delikatne były ale mam wrażenie jakbym tak lekko się unosił. Nie tracę więc czasu i roluję się z łóżka. Dziś znów strasznie gumiasto i to od samego początku, ale udało się i wyszedłem.
No dobra co ja mam tu do zrobienia? Sprawdzam dostrojenie, dość słabe, oglądam dłonie - jest ok, wyglądają normalnie (dziś mają 5 palców :)) są koloru "mglisto lekko błyszcząco szarego". Liczę nawet sobie palce u obu rąk, ok wszystko się zgadza, ale dostrojenie pozostawia wiele do życzenia, może to przez zbyt szybkie wyjście? Nie wiem, następnym razem muszę chyba inaczej wyskoczyć. Jestem w pozycji przykucniętej, wołam opiekuna, MTJ-ta. Wołam mentalnie, tak jak normalnie woła się w myślach, a za chwilę staram się i wołam tak jak na jawie zwyczajnie krzycząc. Jest wyraźniej i jakoś tak bardziej doniosle ale i tak wiem, że to wrażenie znacznie różni się od tego na jawie. Wołam jeszcze ze dwa razy "Kim Jestem!?".
Nagle przechodzi mi przez świadomość, czy się tego nie boję? Mam co do tego pewne wątpliwości i tu pojawia się drugie (2) doświadczenie. Słyszę jak mi się wydaje niemiły bulgoczący można by nazwać demoniczny dźwięk/głos. Mam lekkiego pietra i jest to nieprzyjemne, natomiast uświadamiam sobie, że skoro jestem w świecie wyobraźni to jest to tylko moja kreacja. Moja pewność wzrasta a niewyraźny bulgoczący dźwięk wykształca się w coś bardziej mi znanego - to jakaś indiańska/szamańska pieśń, może wiersz śpiewnie opowiadany. Niestety nie rozumiem ni w ząb języka i odpuszczam ten szczegół. Zauważam, że w wyciągniętych przed siebie dłoniach na palcach wskazującym i środkowym obu rąk (trzymam je jak czarkę z wodą) pojawiło się białe, może z lekką poświatą niebieskiego, światło - taki płomyk, ale taki który również oświetla od wewnątrz (!) moje palce. Tu pojawia się moje trzecie (3) doświadczenie. Dumny z tego jak wcześniej udało mi się przekształcić nieprzyjemny dźwięk w coś bardziej zrozumiałego postanawiam rozjarzyć światło do większych rozmiarów, postanawiam zrobić to siłą woli. Wyrażam taką wolę i dmucham na moje dłonie tak jak się dmucha w żar ogniska aby wzniecić ogień. Chuch....
Poleciało dmuchnięcie aż miło, ale co to? Nic się nie wydarzyło! Kurcze czuję się rozczarowany, nie udało mi się, jak to? :)
Nie miałem sposobności popracować więcej ze światłem, bo mnie coś z fizyka zaczęło wybudzać i skończyła się zabawa.
Podsumowując, doświadczenie (2), to muszę jeszcze bardziej otworzyć się na doświadczenie, które mnie spotyka w OOBE, te nieprzyjemne również, aby nie dać się zdominować przez strach, ale wykazać się nieanalizującym dualistycznie zrozumieniem, wtedy świadomość szuka bardziej adekwatnego wyrazu na przekaz aby był on zrozumiany przez mój rozum.
Co do doświadczenia (3) to chyba dużo pracy przede mną jeżeli chodzi o modyfikację moich snów wg mojej woli i może nie czas aby wszystko zmieniać, a raczej trzeba iść w kierunku zrozumienia.

Friday, 25 January 2013

Dom i Domownicy

Zebrałem się w końcu do wyjścia, z nowym rokiem, nowym krokiem.
Ostatnio ustawiałem sobie budzik aby wyjść w systemie 4+1, ale jakoś nerwowo spałem i budziłem się kilka razy przed budzikiem, co powodowało, że ostatecznie go wyłączałem i rezygnowałem z wyjść.
Tym razem obudziłem się elegancko po ponad 4,5h snu bez budzika i byłem dość wyspany. Taka sposobność to naturalny głos aby wyjść. Tak też zrobiłem.
Najpierw wybudzenie - najlepiej na mnie działa 4,5h+0,5h, więc 30 min wybudzenia, potem relaksacja, na boku. Było ok, niestety po około 30min. musiałem się lekko poprawić, ale jak się poprawiłem czułem że jestem na dobrej drodze...
I tak też było, po chwili czułem, że się zbliżam, pojawiały się hipnagogi, przebiłem się przez nie i zaczęła się sączyć w dali muzyczka, jak sobie ją uświadomiłem wiedziałem, że czas się powoli zbierać. Nastąpiły wibracje, poczułem tylko przez chwilę, że to nie jest przyjemne doświadczenie i nie chciałbym w czymś takim zastygnąć na wieki. Gdy wibracje złagodniały wiedziałem, że wszedłem poza dostrojenie materialne i pora wyskoczyć z ciała. Najbardziej lubię na okrętkę tak jak kłoda w wartkim strumieniu. Tak też postąpiłem, pół obrotu poszło żwawo natomiast kolejne o dziwo jakieś "zaklejone" było. Przetoczyłem ostatnie pół obrotu jakbym naciągał kauczukową linę. Wyszedłem na podłogę, ale musiałem wyjmować powoli członki ciała bo ugrzęzły w gumie. Gdy już się uporałem z nogami i byłem wolny zacząłem proces dostrojenia - spojrzałem na moje dłonie...
Oj widzę, że fazunia słabiutka, dłonie mizerne jak jak szare mydło, jakieś 3 palczaste - ogólnie słabo. Wprowadziłem parę ćwiczeń: pocieranie rąk o podłogę - zrobiło się lepiej, natępnie oklepywanie dłońmi ud. Faza lepsza ale nadal dość średnia. Postanowiłem jednak, że to pierwsze wyjście od dłuższego czasu wiec nie będę marnował energi na walkę o dostrojenie, czas coś doświadczyć.
Zmieniłem trochę strategię zabawy w poza, bo poprzednie razy to wychodziłem i biegłem, leciałem, skakałem jak dzikus spuszczony ze smyczy, chciałem polecieć gdzieś jak najdalej, teraz chcę doświadczać bardziej szczegółowo każdego elementu który mnie otacza, bo nie ma sensu nigdzie biec i lecieć, bo wszystko się wydarza tam gdzie jesteś, więc postanowiłem zrezygnować z "pseudo dalekich" wycieczek i skupić się na otoczeniu.
 Stanąłem przy łóżku i przyglądam się śpiącej żonie - zacząłem ją wołać, hej obudź się, obudź! Nie reaguje, więc siłą woli ściagam z niej jej astralną kołdrę. Przebudziła się i usiadła.
Kim ty jesteś? - pytam ją
- Jestem twoim opiekunem (lub określenie o podobnym sensie)
Trochę się zdziwiłem, ale wbrew pozorom nie aż tak bardzo.
- Powiedz mi coś w świetle miłości - zwróciłm się do niej.
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiedziała, ale nie zrozumiałem ostatniego słowa
- Powtórz, bo nie rozumiem
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiada.
Nadal nie rozumiem. Ja zwracam się do niej jakby w sposób zwerbalizowany, ale ona odpowiada mi jakby szeptem w moim uchu. Podchdzę do niej i mówię aby mi to powiedziała na drugie ucho bo szepcząc mi do tego (chyba lewego, ale straciłem orientację) nic nie rozumiem.
- Po...... (czuję jak słowa zamierają mi w gardle a usta zarastają jak podczas przesłuchania Neo w matrixie)
staram się przekazać słowa myślami. Jakoś poczło ale czuję, że dziś nie rozwinę bardziej tej umiejętności. Przytulam się więc - jest przyjemnie.
Idę do salonu. Za sofą chichocząc bawi się w chowanego moja córka. Łapię ją i się śmiejemy, przytulam ją i mówię, że to z miłości - energia jest wybitnie przyjemna  i piękna. Gdy spoglądam na korytarz widzę moją córkę jak teściowe ją ubierają i przygotowują do wyjścia z domu, a jednocześnie siedzi ona ze mną na sofie. Ciekawe zjawisko. Idę na korytarz przyglądam się temu.

Tak na marginesie, wcześniej już będąc w sypialni zaobserwowałem zjawisko, że przestrzeń jest wypełniona wszelkimi "bytami" tylko sposób dostrojenia izoluje mnie od nich jak jakaś kurtyna z folii, natomiast mam świadomość, że eter jest wypełniony wrzawą wszystkiego.

Będąc już w korytarzu mam wrażenie, że mamy gości, ktoś się do nas do domu wszedł z tej całej otaczającej mnie astralnej wrzawy. Ale nie przeszkadza mi to.
O jest lusto na korytarzu - strasznie mnie intrygują te lustra, mam jeszcze z nimi niedokończoną hsitorię, ale jeszcze nie jestem na to gotowy brakuje mi energi aby się przez nie przebić.
Podchodzę do lustra, wiem że obok mnie jest gość, który się dziwnie do mnie "szczerzy"(taki dziwny, sztuczny uśmiech, nie widzę tego, ale raczej to czuję). Spogladam do lustra i nie widzę siebie, później widze jakąś szarą mgłę w rozlanym kształcie człowieka, ale już wiem, że nic z tego nie będzie.
Wtedy czuję, jak "gość" zaczyna mnie obmacywać - Przytulmy się, tak miło, oj tak - zaczyna mnie głaskać, ale robi to w pewien nachalny sposób, jakby zrywając ze mnie energię, tak jakby mnie parzył tym dotykiem. Nie jest to przyjemne! Wyrażam akt woli, że nie życzę sobie takiego dotyku, ma spadać.
Wtedy zaczynam analizować, czy to jakiś mój wewnętrzny strach i obawa spowodowała, że gość tak zareagował, czy też byt sam w ten sposób zadziałał i wywołał we mnie taką reakcję.
Jestem na skraju wyjścia do ciała, waham się czy walczyć o fazę czy wrócić do ciała. Podejmuję decyzje, że wracam.
I wóciłem. Jestem w dobrym nastroju, spradzam zegarek - nie było mnie może z 10min.
Podsumowując - faza bardzo płytka, ale i tak dość dobra jak na moje fazy po dłuższej nieobecności. Do następnego!

Sunday, 23 December 2012

Spontaniczne OOBE - Nie dziękuję do końca roku nie wychodzę? :)

Przechodzę obecnie okres czyszczenia duchowo-energetycznego ze swoich złych nawyków i tzw. złogów energetyczno-emocjonalnych aby "udrożnić kanały dla mocy" i ruszyć "bardziej czystą" drogą.
Obecnie staram się małymi krokami żyć w pełni świadomie każdym dniem, być świadomym chwili, pomagam bliskim, pozbywam się swojego egoizmu, medytuję, wyciągam z podświadomości to co mnie jeszcze boli i leczę to na jawie, żyję w całkowitym celibacie, rozwijam swoją wiedzę, czytam, oglądam, słucham, analizuję, ale jakoś inaczej niż kiedyś, głębiej i bardziej z serca.
Z tej przyczyny postanowiłem, że potrzebuję jeszcze trochę czasu i nie potrzebuję ekscytacji z poza. Dodatkowo ostatnie zewnętrzne zawirowania nieskoordynowanych energii np. dotyczących końca świata tworzą dziwną burzę, więc wolę nie wchodzić do tego oceanu ciężkich energii wirujących nisko nad Ziemią.
Odczuwam również obecnie, a czasem nawet pamiętam, że podczas moich snów pobieram mnóstwo ważnych lekcji, również pojawiają mi się genialne wglądy na jawie, odczuwam spokój i większa harmonię, mocno wyciszył się strach i chce to jeszcze pogłębić do końca roku i rozpocząć eksplorację astrala z nową wielką siłą od stycznia - oj czuję, że będzię się działo, już to wiem.

Między czasie dziś doświadczyłem spontanicznego wyjścia, a raczej zrezygnowałem z tego wyjścia które samoistnie nadchodziło. Opiszę krótko jak to wyglądało.
W nocy spałem w łóżku z żoną i córka. Około 4tej córka obudzima mnie i poprosiła abym przyniósł jej wody. Pomaszerowałem do kuchni, po drodze zrobiłem sobie test rzeczywistości, bo byłem strasznie zaspany, spytałem się czy jestem świadomy i spórbowałem wetknąć sobie palec w dłoń. Okazało się, że to faktycznie real, więc zrobiłem co miałem zrobić i wróciłem do łóżka z wodą. Córka zasnęła, ja jeszcze dłuższą chwilę leżałem spokojnie i czuwałem, bo czuła się słabo. Po około 30 min postanowił, że czas spać. Poszedłem po wodę do kuchni... BĘC, nagle gdy byłem w kuchni wpadłem na mój test rzeczywistości, który robiłem wczejniej, BĘĆ! Jestem w śnie - uświadomiłem sobie. Spojrzałem na swoje ręce i ciało i pomyślałem: O rany jakie to realne, jak w realu!
Zachwyciłem się tym, jakbym pierwszy raz to odkrył :)
Po tym fakcie obudziłem się, odzyskałem całkowitą świadomość, wybudziłem się. Po przebudzeniu jeszcze się uśmiechałem do siebie z tego faktu. Postanowiłem, jednak, że będę dalej spał. Położyłem się na lewym boku - na którym zazwyczaj wychodzę i pomyślałem sobie, że jestem teraz w takim stanie sennym, że można wyjść. Po krótkiej chwili pojawił się trzask i mocne wibracje. Następnie włączył się "ciąg nadświetlny", byłem świadomy i wiedzaiłęm, że jestem na skraju wyjścia wystarczyło odpuścić i sam bym wyskoczył. W tym momencie postanowiłem - o nie, nie, to ja TU decyduję i decyduję, że nie wychodzę do końca roku. Wątpliwości trwały ułamek sekundy, ale postanowienie było na tyle stanowcze że wibrację ustały, dźwięk wygasł i wybudziłem się z tego stanu umysłu.
Jestem z tego zadowolony, bo udowodniłem sobie, że mój akt woli ma ogromne znaczenie i mogę realnie decydować nawet w takim stanie, z drugiej strony było to ważne, bo było to zrobione świadomie, a nie podyktowane strachem (rezygnacja) ani głupim wykorzystaniem okazji (brak rezygnacji).
Niech żyje świadomość - Świadomy Podróżnik przez plany Jawy i Astrala to jeden z celów, dzięki któremu rozwinę Boską Świadomość :) która pozwoli mi połączyć te dwa plany, zespolić jawne z niejawnym aby powstało więcej niż suma tych części, ale o tym już w nowym poście...






Monday, 3 December 2012

Seks, Szmarag i Krokodyl

Tym razem doświadczenie LD. Większości doświadczeń LD nie publikuję, bo są raczej osobiste to znaczy, trudno je zinterpretować zarówno przeze mnie jak i osobę na zewnątrz, natomiast to doświadczenie było na pogranicy LD i Hipnagogów. Było to kilka dni temu.

Zacząłem relaksować się przed snem, bez zamiaru OOBE, LD, bez jakiegokolwiek, raczej medytacja przed snem. Po pewnym czasie czułem,  że jeszcze nie śpię, ale jestem już w obszarze przycielesnym. W głębi umysłu słyszałem kobiecy głos - treści nie pamiętam, słyszałem również mój spokojny, miarowy oddech. Obszar zafalował, zaszumiał i przyleciał z mojej prawej strony gość.
Był to wizytator raczej nieprzyjemny, może nie odrażający ale odrzucający. Postać demoniczna, taki drakula który z nietoprza przeistacza się w wampira. Przycupnął ten łysy wampir (bez zębów, nie zauważyłem ich i bez tego teatralnego ubioru - opończy, bez skrzydeł etc) po mojej lewej stronie w odległości około 1,5metra. Czułem, że to płytka faza, ale mój niepokój znacznie wzrósł przy nim. Postać się nie odzywała, tylko z szyderczym uśmieszkiem przypatrywała mi się. Mój strach zaczął narastać, usłyszałem swój coraz cięższy oddech - wtedy to usłyszałem po raz kolejny kobiecy głos: "spokojnie, tylko oddychaj...", więc oddychałem, uspokoiłem te ciężkie uczucia. Przeszedłem chyba ten test (strażnika) i teleportowało mnie na głębszą fazę. Byłem "gdzieś?" wśród zgromadzenia istot (ich form nie pamiętam). Miejsce przyjemne, jasne, istoty komunikowały się ze mną, cieszyły się, chciały abym jak najwięcej się nauczył.
Na koniec tej sesji/spotkania zostałem obdarowany wspaniałym naszyjnikiem ze srebra z gigantycznym (wielkości małej dłoni) zielonym kryształem/kamieniem szlachetny. Kamień był piękny - zielony, wielki, oszlifowany, z głębią. Przyjąłem go z wdzięcznością i wielkim zaszczytem i zadowoleniem.
Po przebudzeniu sprawdziłem co to za kryształ/kamień - we śnie nawet nie wiedziałem, że to Szmaragd, gdyż w realu nie interesuję się kamieniami szlachetnymi i kryształami - i jakie ma energetyczne właściwości, gdyż nigdy nie czytałem o szmaragdach i nie miałem o tym żadnego pojęcia.
To co w pierwszej kolejności znalazłem:

 SZMARAGD - Jego czysta, zielona barwa symbolizuje siły wzrostu i regeneracji na wszystkich płaszczyzna w ciele, myśleniu oraz działaniu. Zawiera w sobie całą zieleń przyrody i krystalizuje ją w sobie jako substancję życia. Swoim delikatnym promieniowaniem wpływa przede wszystkim na energetyczne ciała człowieka i uwalnia z nich chorobotwórcze energie, zatory oraz blokady. Łączy szczególnie z siłami przyrody i pozwala przeżyć jej piękno, otwiera również świadomość dla działania istot naturalnych, których zadaniem jest troska o wzrost 1 rozwój wszelkich stworzeń na Ziemi. Uczy wykonywania zadań życiowych w harmonii z naturalnymi siłami wzrostu i odnowy, dla dobra całego Wszechświata. U człowieka, działającego zgodnie z siłami natury, otwiera się bogactwo i obfitość, jaka ofiarowuje Ziemia. Dochodzi do regeneracji ciała i duszy, przeżywania nowego narodzenia w zdrowe życie, gdzie dominuje miłość i harmonia.
W Egipcie poświęcony był bogini Izydzie - matce bogów (Horusa), opiekunce kobiet i domowego ogniska. Dobra moc zielonego kamienia chroniła kobietę i niemowle od słabości, złej magii i demonów.

Kontynuując wątek:
IZYDA: w mitologii egipskiej bogini płodności, opiekunka rodzin. Jedno z wcieleń Wielkiej Macierzy; utożsamiana później z grecką Demeter. Jej świętym zwierzęciem była krowa.
Obok kultu publicznego pod koniec okresu helleńskiego powstały misteria na cześć Izydy. Kult misteryjny zarezerwowany był dla wtajemniczonych, miał charakter ezoteryczny, opierał się na wierze w zmartwychwstanie po śmierci (tak jak zmartwychwstał dzięki Izydzie Ozyrys).

---
Piękne są te symbole we snach - zaczyna mnie to mocno kręcić, a wracając do snu to obdarowanie mnie Szmaragdem nie było końcem akcji.
Zostałem wysłany na pewną planetę, leciałem do niej, zbliżałem się, gdy byłem już nad powierzchnią zobaczyłem na tej ziemi mnóstwo ciał wijących się w seksualnej ekstazie. Te ciała to były raczej jakieś części ciała, robaki(?), które w wielkich swoich zbiorowiskach zaspokajały się seksualnie. Nie była to typowo ludzka kopulacja, ale jakaś robacza masturbacja. W pewnym momencie, gdy już byłem blisko "TEGO", jakiś członek/macka próbowała mnie wciągnąć do tej "gry", wyczuły nową energię, którą chciały się masturbować i ją chłonąć. Wycofałem się z tego z obrzydzeniem. Moja projekcja do lekcji została skończona.

Myślę, że w tym śnie otrzymałem od żeńskiej energi (IZYDY) po pierwsze wsparcie/pomoc (szmaragd) w odstraszaniu demonów, po drugie pokazano mi prawdziwą naturę larw żerujących na niskich emocjach seksualnych i dostałem możliwość konforntacji na tym poziomie energetyczny.
Sen był na prawdę niesamowity.

Wednesday, 17 October 2012

Zaprogramowany LĘK?

Jak widać nie mogę się zebrać aby coś napisać, a związane jest to z brakiem wyjść. Brak wyjść jest związany z niechęcia do wychodzenia niż niemożliwością.
Skąd ta niechęć? Przecież tak dobrze mi szło...

Niechęć - to strach, który jakoś mi się wprogramował, a może go po prostu odkryłem i wydobyłem z warstwy nieuświadomionej. Może nie jakoś tylko przez pewne doświadczenie.
Zawsze miałem pewien dreszczyk emocji przy wychodzeniu w oobe i jakiś strach ale nie bałem się go przezwyciężyć, nawet po dość męczących doświadczeniach oobe.
Tym razem to nie OOBE ale Ayahuaska...
No cóż, chciałem to dostałem - miałem 3 sesje z Aya (wcześniej nie miałem żadnych doświadczeń z takimi narkotykami ani LSD, Psylo etc) prawie 2 m-ce temu.
Byłem dobrze przygotowany, sesje pod względem fizycznym przeżyłem niemal wzorowo - psychicznie było bardziej obciążające.
Tu moja refleksja OOBE vs Aya

1. W OOBE czuję się bezpieczniej, mam wrażenie że mam bardziej czystą świadomość, przy Aya mam wrażenie jak coś mi się dokleja (jakaś osobowość/duch Aya, mam nawet takie wrażenie przy Marihuanie) i przedstawienie nie jest do końca "moje", nie mam tzw. pełnej WOLNEJ WOLI! (moja interpretacja jest taka, że już przez samo przyjęcie narkotyku wyrażam pozwolenie - akt woli, na wpuszczenie jakiegoś bytu, tu "ducha ayahuaski" aby mnie zabrał w podróż, w oobe najpierw wychodze a później rozmawiam z duchami.)

2. Wglądy, wizje, wnioski po Aya bardzo treściwe i wartoścowe, choć doświadczenia były raczej trudne (np. przeżycie własnej śmierci, dehydracja ciała w glebie, rozłożenie i rozsypanie się ciała w proch w glebie), nie przeżyłem żadnych tzw. miłych chwil w Aya, raczej ciężkie, mroczne, jakieś takie obce i zimne, a jak były kolorowe i wzniosłe to raczej odczuwałem je jako plastikowe i mdłe - to mnie chyba rozbiło. Nie mam zamiaru ani potrzeby wyruszać razem z Aya na kolejną wyprawę - ogólnie to co zrozumiałem to to że liczy się TU i Teraz oraz Kreacja a nie iluzoryczne wyprawy w nieznane.

3. Natomiast wiedziałem, że zostałem ZABLOKOWANY przez Aya w tym doświadczeniu w pewnej przestrzeni. Nie mogłem wyruszyć dalej niż obszar związany z ludzkim życiem (ludzka karma -narodziny, śmierć, przestrzeń pośmiertna ale jakaś niezbyt odległa energetycznie od ludzkiego losu, nawet bliski kosmos), mimo, że miałem chęć, wolę i próbowałem "walczyć" to podczas tego doświadczenia w przestrzeni astralnej trafiałem na swego rodzaju zasieki, jakby niewidzialny pas asteroidów poza orbitą Ziemi (to w przypadku gdy chciałem zwiać w kosmos od ziemskiego Ego, no może nie zwiać ale odlecieć, zwiedzić coś innego), a z innej strony jak chciałem to ugryźć to byłem uwięziony jakby w bańce odradzania się - wizja gorejącego astralnego trupa, cierpiącego męki piekielne.
Wcześniej byłem karmiony pięknymi, kolorowymi wizjami wzlotu do "nieba" i "bogów", byłem jednym z nich, zasiadałem na tronie, obserwowałem proces narodzin, tworzenia życia, ale to była takie cukierkowe i plastikowe (raczej ta wizja mnie mdliła jak przesłodzona landryna niż wywoływała piękne uczucia w sercu) i gdy "olewałem" te wizje, chciałem zobaczyć szerszy wgląd we wszechświat - dostawałem BANA!
Pojawiały się powyższe wizje blokujące czy to podróż w kosmos czy w głąb siebie. Byłem w BAŃCE!
Na zewnątrz ograniczały mnie jakieś sztucznie stworzone pasy astralnych asteroidów/zasieków na orbicie, a wewnątrz cykl narodzin i śmierci oraz w przypadku rezygnacji z tego wizja "męki piekielnej".
Dobrze że mam blog, jak to się przeleje na słowo pisane to pomaga, wyrzuca się po części tę ciężką energię z siebie, coś się wewnątrz rozświetla! Rodzi się niezgoda na BAŃKĘ! Tak - chcę konfrontacji!

4. W OOBE niczego takiego nie doświadczyłem, były to w miarę zrównoważone wizje, a może NIE! - raczej tylko spokojne bez zmagania się ze śmiercią i trudnymi tematami - unikałem ich, tworzyłem swoją bańkę bezpieczeństwa, a Aya dała mi możliwość doświadczenia na odwrót - zostałem włożony do mojej ANTYBAŃKI bezpieczeństwa, ta bańka stałą się odwrotnością komfortu. Dopiero teraz sobie to uświadomiłem.

Tak, więc nie widzę na razie sensu w wychodzeniu w OOBE dopóki nie nabiorę sił aby skonfrontowac się w OOBE z wizjami które miałem zaaplikowane w Ayahuasce. Chcę być gotowy na doświadczenia w pełni, a nie izolować się od cięzkich tematów - w końcu to też PRAWDA, a prawda jest najważniejsza :)
Wiem, że do póki nie będę gotowy na taką konfrontację to reszta to tylko zabaweczka.

5. Czy ten lęk jest prawdziwy? Czy został mi tylko wprogramowany?
Uważam, że jest prawdziwy, został wprogramowany przez całe moje życie kroczek po kroczku przez środowisko, religie, styl życia etc, wypłynął po prostu do warstwy uświadomionej, wcześniej był tylko negowany i wypierany, uważałem, że go nie ma, że się tego nie boję.
Lęk ten to:
- obawa przed spotkaniem innych cywilizacji/istot.energii kosmicznych, strach przed ich tzw. negatywnym wpływem i przed całkowicie inną/nieznaną koncepcją życia
- strach przed śmiercią i utknięcie w nieświadomym kołowrocie karmy i bezsensownych, nieświadomych żywotów
- strach przed zawieszeniem się mojej świadomości/duszy po śmierci w "martwym piekielnym punkcie wiecznej wegetacji i cierpienia niefizycznego"

Mam więc poważne wyzwanie i chyba o to chodziło, bo wcześniej już nie widziałem sensu w tych podróżach. Jeszcze nie wiem kiedy to nastąpi ale wiem, że nastąpi albo w OOBE albo po śmierci.
Wierzę, że w OOBE i bedę jeszcze to mógł tu opisać i wydobyć się z bańki.

Saturday, 18 August 2012

Mocne uderzenie

Uuuu, no to się w końcu coś zadziało!
Nie miałem ostatnio motywacji do wyjść, ale w końcu to są jedne z ważniejszych doświadczeń życia, więc skoro mam możliwość to trzeba korzystać.

Przed wczoraj udało mi się wyskoczyć - wyjście standardowe w moim wypadku czyli przez wytoczenie na bok. Było ty wyjście po długiej przerwie i niestety niewiele zostało mi w głowie z tego wyjścia, gdyż po powrocie zapadłem w sen.

Najważniejsze jednak, że pamiętam dzisiejsze wyjście, więc do rzeczy:
Zaczęło się jak zawsze - leżąc na boku poczułem, że zbliża się czas wyskoczenia. Byłem świadomy, pojawiły się wibracje, tym razem były mocno konkretne, trzepało mnie niemal jak w padaczce. Nie było to przyjemne doświadczenie, natomiast nie pojawił się strach bo wiedziałem czego moge się spodziewać oraz byłem mocno zmotywowany. Wyskoczyłem inaczej niż zwykle - przez przewrót do tyłu.
Na początek ćwiczenia "gimnastyczne"- dostrajające: rączki-rączki pocieranie ect. Dostrojenie wyszło bardzo dobrze - widzaiałem bardzo wyraźnie swoje ciało.
W tym momencie mam lekko zagięty czas zdarzeń - to znaczy nie bardzo moge poskładać w czasie liniowym pewne wydarzenia... Załóżmy, że to się wydarzył po dostrojeniu, ale w jakiejś dziurze czasowej.
Wzywałem mojego Opiekuna, chyba się doczekałem, gdzieś mnie wessało i zacząłem brać udział w lekcji...
Zgodnie ze wskazówkami zacząłem energetyzować swoje ciało od stóp w górę, zobaczyłem jak moje ciało zbudowane jest złotej energii, przepływ tej energii powodował wręcz niewyobrażalną rozkosz, taką której nie mogłem chyba znieść, gdy fala energii pojawiła się w okolicach podbrzusza wymiękłem, czułem że energia mnie rozerwie to było hiper kosmiczne, nigdy w życiu nie przeżyłem tak intensywnego uczucia przyjemności, jakby prąd płynął przez moje ciało - rozkoszny prąd...
Wtedy chyba powróciłem do OSPUO. Wyszedłem przez okno i skoczyłem z balkonu w kałużę na ulicy. Zastanawiałem się co robić dalej - całkowicie zapomniałem o powyższym doświadczeniu, jakby nigdy się to nie wydarzyło. Nagle wiuuu! Wylądowałem na brzuchu, twarzą wpadłem jakby w kupkę liści.
"Masz to zapamiętać!" to był przekaz. Przypomniałem sobie. Niezły agent z tego mojego Opiekuna, to nie było delikatne napomnienie ale stanowcze, mocne polecenie wręcz huknięcie na mnie - nie tak wyobrażałem sobie kontakt z kolegą. No ale jak ktoś się zachowuje jak dzieciak w cukierni zamiast poszukać kierownika tego sklepiku i czegoś się nauczyć to tak trzeba.
Następnie zacząłem się włóczyć po jakimś parku, pragnąłem skontaktować się z opiekunem, wołałem go. Po parku chodzili jacyś ludzie ale nie zwracałem na nich uwagi. Oparłem się o wierzbę i pomyślałem, że może wierzba mi pomoże.
Pojawiłem się na jakimś balu na statku, wokół tańczące pary, tańce raczej klasyczne, poczułem chęć na seks (to właśnie to zachowanie dzieciaka w cukierni, zamiast czegoś się uczyć, pytać, to ja to....). Podszedłem do tańczącej pary, odbiłem kobietę, wtedy jakby część z tych osób wiedziała o co mi chodzi i zaczęli podchodzic inni aby również uczestniczyć w seksie. Ok, czemu nie, może być i orgietka, ale brakuje mi tu jeszcze fajnych dziewczyn. Wtedy pojawiła się moja dawna znajoma  - atrakcyjna, stwierdziłem super, ruszamy. Z całą banda ruszyliśmy szukać jakiejś ustronnej kajuty, gdy otworzyłem ciemną kajutę, obudziłem kogoś tam śpiącego i ten ktoś mnie rozpoznał - chyba jakoś się tym przejąłem i się obudziłem.

Było już jasno, moja żona nie spała, córka również, oglądały telewizję. Leciał jakiś dziwny film - dwóch nagich facetów, biały i czarny stali w antycznej łaźni greckiej, a dwie kobiety ich obmywały z jakiejś gliny, maseczki etc. woda spływała po ich nagich ciałach razem z glinką. Kobiety zbierały tę wodę spływającą z ich penisów do dzbanków, a następnie zaspokajały ich od czasu to czasu oralnie.
Hmmm, okej jestem otwarty ale chyba moja 5letnia córka nie musi jeszcze oglądać takich filmów, postanowiłem porozmawiać z moją żoną, która spokojnie siedziała w łóżku, popijała herbatę i ... paliła papierosa. Kurcze to śmieszne pomyślałem sobie, moja żona nie pali, a wręcz jest wrogiem palenia. Wtedy zorientowałem się, że obudziłem się... we śnie, że to kolejny sen jakby we wcześniejszym śnie, a byłem przekonany, że jestem w rzeczywistości. Ale absurd.
Przypomniałem sobie technikę Darka Sugiera "Neuro Przesunięcie" (link) i stanąłem przed ścianą, skupiłem się na jakiejś kropce farby i władowałem w to całą agresję i negatywną energie aby rozerwać zasłonę OSPUO i popłynąć dalej.
Po tej akcji poczułem się lekko nieswojo, ale poczułem też, że zaczyna się dziać coś niedobrego, zbliża się jakiś wielki syf! Myślę sobie ok, spokojnie załadowałem negatywa, teraz dla równowagi trochę pozytywnej energii, trochę miłości i będzie ok. Nie mogłem jednak zbyt wiele wygenerować, byłem jakby lekko sparaliżowany uczuciowo, zacząłem w desperacji przyśpiewywać piosenkę "...Dzień dobry kocham Cię, już posmarowałem Tobą chleb..." nomen omen Strachy na Lachy :) (link)
Pomogło ale niewiele, tyle co kropla deszczu na rozpalone ognisko, czułem że zbliża się jakaś fala do mnie i nie będzie to przyjemne. Postanowiłem w opcji pt. "spier...amy!" ewakuować się szybciutko do świata fizycznego.
Zacząłem wypływać - okazało się, że nie byłem płytko gdzieś w OSPUO i jak zawsze myk i jestem w ciele fizycznym obudzony, ale zacząłem lecieć - raczej wynurzać się. Gdy poczułem, że jestem blisko obudzenia się i ciała fizycznego wpadłem w jakiś astralny muł - czytaj koszmar. To tak jakby wynurzyć się w plamę ropy naftowej.
W tym astralu blisko ciała fizycznego przemknąłem przez jakieś kreatury (drako, duchy etc) które były bardzo nieprzyjemne - przekładając na język fizycznych doznań naszego świata to coś jakby mlaskały, ssały, zgrzytały zębami, ja poczułem, że tez zgrzytam z tego wszystkiego zębami, a zęby mi się ścierają jak bym je wrzucił do jakiegoś kwasu. Na szczęście było to raczej przemknięcie niż dłuższa konfrontacja, otarłem się po prostu i obudziłem. Było jasno.
Zacząłem sobie przypominać co mi się wydarzyło.

Sunday, 15 July 2012

Senna Matrioszka i Kody Marixa

Tak, w końcu chciałem znów trochę astrala. Wieczorem zastanawiałem się, co ja tam będę robił. Odpowiedź znalazłem bardzo szybko - "jak złamać kod matrixa?"
Ta myśl mnie gnębiła bardzo mocno przez cały wieczór - są ludzie np. jogini który lewitują, ludzie odżywiający się słońcem, iluzjoniści np. Dynamo (Steven Frayn), magicy którzy kreują rzeczywistość całkowicie nie zgodną z regułami tego realnego świata - jak oni to robią, jak łamią kody tego matrixa. Ja także chciałbym być niezależnym kreatorem wedle mojej woli, czarownikiem. Postanowiłem zadać to pytanie wszelkim bytom które spotkam podczas obe - to była bardzo konkretna motywacja aby "wyjść".
Z tą myślą zasnąłem. Obudziłem się około 2 w nocy po 4 godzinach snu. Lekko przestraszony, ale wstałem skorzystałem z toalety, wypiłem szklankę wody, zerknąłem co za oknem i postanowiłem podryfować w astralu. 
Zacząłem akcję 4+1, oczywiście nie czekałem godziny może 15-20minut, nie mam cierpliwości do tego i uważam, że tracę cenny czas na sen, natomiast z drugiej strony mam świadomość, że to przebudzenie przez minimum 30-40 minut jest istotne... no cóż zrobiłem, tak jak zrobiłem.
30 minut na plecach, bez rezultatów - odrętwienie, przerzuciłem się na bok, aby spróbować przez sen. Przez pewien trwała walka świadomości i snu. Nie mogłem wejść w fazę na wyskoczenie w obe (to pewnie dla tego, że za krótko się przebudzałem...), ale jakoś łagodnie pogrążyłem się we śnie, z lekką świadomością. Byłem we śnie i zadałem sobie pytanie czy to sen czy jawa - leżałem na dużym łożu w innym nie moim pokoju. 
Postanowiłem przeprowadzić "rutynowe działania" - skoczyłem na twarz z łóżka - wiedziałem, ze to sen i nic mi się nie stanie, chciałem tylko sprawdzić co się wydarzy... Lecę na pysk, zaraz rymsnę o podłogę, a tu nagle - zawisłem około 20cm nad podłoga. To było jak zimny prysznic - natychmiast wróciła pełna świadomość, wiedziałem, że jestem we śnie, że to LD i postanowiłem zająć się intencją z którą wyruszałem do astrala, a mianowicie dowiedzieć się "jak złamać kod matrixa"
Były to jakieś ogrody działkowe, przeszedłem przez płot na sąsiednią działke. Zobaczyłem człowieka z synem (?), że zbliża się do działki - skryłem się za krzakiem, jakoś tak instynktownie, zauważył mnie, teraz w pełni świadomie wyszedłem mu na spotkanie. Był trochę zaniepokojony, że ktoś jest na jego terenie, ale wyciągnąłęm dłoń i podałem mu rękę, obdażył mnie silnym, "suchym" uściskiem dłoni. Nagle wokół niego pojawiło się mnóstwo jego chyba znajomych/przyjaciół facetów, zrobił sie jakiś rozgardiasz, rozmowy, śmiechy etc. Nie dałem się wybić z rytmu i wyskoczyłem do człowieka z pytanie - "czy wiesz jak złamać kody matrixa?" Chyba nie do końca zrozumiał w tym harmidrze, więc wykrzyczałem mu to prosto w twarz! Zdębiała, zszokował się, jakby mu obwody się zagrzały, reszta towarzystwa jak usłyszała pytaie zaczełą zaciekle dyskutować o tym matrixie, ale ja zdawałem sobie sprawę, że to boty i to raczej był szum informacyjny majacy tylko mnie zagłuszyć, natomiast człowiek do którego skierowałem pytanie też był nieobecny, stweirdziłem, że to bot i ruszyłem dalej. Wpadlem na trawniku na grupę dziewczyn/kobiet za pewne udającą się na imprezę, chwyciłem jedną z nich i zadałęm te same pytanie. Przegiałem ją przez kolano i spojrzałem jej prosto w oczy - znowu nic, bot.
Po tej próbie próbowało mnie wywalić do ciała, skoncentrowałem się na oddechu (autoatycznie, chyba tylko z mała ingerencją świadomości) i wyłonił się nowy sen, jak matrioszka ze starego. Na tym etepie byłem jeszcze trochę świadomy snu, trochę ciała fizycznego, które śpi i znajduje się w pokoju. Ale z kolejnym snem zagłębiałem się coraz bardziej w sen i traciłęm poczucie rzeczywistości. 
Pojawiło mi sie chyba jeszcze kilka sennych matrioszek, niestety nie moge sobie ich wszystkich przypomnieć, ale trafiłęm w końcu do snu w którym byłem w jakimś biurze, coś robiłem, byłem sam. Nagle zaciekawiła mnie jakaś mapa na ścianie - natomiast była to raczej jakaś mandala, gdy się jej przypatrzyłem wyłaniał się inny obraz. Zadałem sobie więc pytanie "jak złamać kody matrixa". Pojawił się wgląd dotyczący życia, który mnie przeniknął, ale jeszcze nie był wyartykułowany. W tym momemncie aby to zapamiętać, stworzyłęm sobie bota, koleżankę z pracy, której to zacząłem opowiadać, że jest wszechświat, jak głębiej spojrzymy to układ słoneczny, potem ziemia, jeszcze głębiej, to kraje, miasta, w mieście budynek, w budynku pokój, w pokoju człowiek, w człowieku komórki organizmu, w komórkach atomy i tak możemy spoglądać w głąb i co znajdziemy, dokąd dotrzemy? Dotrzemy do jakiejś energii - pierwotnej ostatecznej - do boga! Ale co to jest? jak z tym komunikować się, jak dotrzeć.
W tym czasie patrzyłem jej głęboko w oczy, lecz te oczy po pewnym czasie okazały się białymi dziurami w głowie - to bot, moja kreacja mózgowa, zostawiłem ją i ruszyłem dalej.
Ok, zaufam intuicji, może np. karty tarota w tym śnie mi coś odpoweidzą, pojawiła się grupka ludzi, jeden tasował karty, drugi przełożył, wyjęli 3 karty i kazali mi je wziąć. Hola, hola - to nie moja kreacja, nie moja intuicja, ktoś za mnie wszystko zrobił i podsuwa mi coś co ja mam przygarnąć jako swoje - do dupy! spadajcie. Nie podniosłęm kart, ruszyłem dalej.
Wyszedłem w następnej matrioszce, siedzę w jakim pomieszczeniu, grupka ludzi, siedzimy, trwają jakieś rozmowy, jest właczony tv, a w nim raczej jakieś reklamy lub jakaś tylko jedna reklama - pojawiają sie koperty z imionami i nazwiskami. Dwa razy pojawia się koperta z imieniem i nazwiskiem mojego dość dobrego kelegi z liceum, zastanawiam się nad tym ale to później ignoruję.
Ta sytacja zamienie się w sytuację, gdy siedzimy we 3 osoby: ja, mój kolega Paweł, i kolega Michał. Na ekranie tv widzę jak przechodzi swego rodzaju fala i czyści jakby tłuszcz z mięsa, taka operacja odsysania tłuszczu w dużym przyliżeniu, lub oczyszczanie mięsa z tłuszczu podczas przygotowania go w kuchni. Większość złogów tłuszczowych jest usowanych - Pawel mówi, że już nie jest na diecie (w rzeczywistości, nigdy nie był, raczej czlówiek wysoki i zbyt chudy, bez problemów z nadwagą), nie bierze już nawet "Urinal Pils" (nie wiem skąd sie to wzięło, ale taka nazwa padła). Raczej nie byłem zainteresowany drążeniem, tematu i stweirdziłem, że nic tu po mnie - nie znajdę u tych ludzi tej odpoweidz której szukam, bo to same boty. W tamtej chwili też naszła mnie taka refleksja, że niestety w rzeczywistości matrialnej jak sie obudzę i zadaje podobne pytanie, to tzw prawdziwi ludzie reagują tak samo - patrzą się jak na idiotę, mówią po co ci to, bądz normalny, taki jak my, wstawj do kieratu pracy, zarabiaj pieniądze, wydawaj pieniądze, żryj i sraj...
Lunatycy otaczają mnie... że zaintonuję tu Ryśka Rydla.
Obudziłem się. Poleżałem chwile, bo chciałem choć część tego LD zapamiętac i spisac powyższe. 
Ogólnie podsumowując, to strasznie sztuczny ten świat w LD. Jest zasadnicza różnica w wejściu w LD a OBE - w LD nie ma tego wiru wciągającego w astral, nie ma dostrojenia, jest po prostu jak jest. LD to jak poruszanie się po zgóry ustalonej planszy w grze w której idzie sie z punktu A do B, a po dordze pojawiają się rózne neispodziani, a OBE to w porównaniu z tą gierką/planszówką - gra w szachy. 
Płaskie to LD - chcę w OBE!
 

Saturday, 3 March 2012

Lustereczko powiedz...

Tak, tak, tak - tym razem poszło zadziwiająco lekko, ale o tym po koleii.
Technika 4+1, pobudka naturalna bez budzika, 3 w nocy. Tym razem pełen relaks, chyba po ostatniej sesji coś się przełamało. Zacząłem zapadać w sen, bez kontrolowania myśli, rozmyślania - miałem po prostu świadomość, że zasypiam. Gdy byłem już głębiej we śnie nastąpiło zasysanie przez strumień dźwięku, lekkie (a może mocniejsze) dreszcze/drgawki wiedziałem, że lecę w kierunku obe. Tym razem odpuściłem totalnie - niech się dzieje co chce, pełen relak, bez mantrowania etc.
Wiuuuu i mnie wyciąga tym razem wyszedłem kolejny raz inaczej niż zwykle, bez wytoczenia - raczej wysączyłęm się nad moje ciało, tak pod sufit. Nie spotkałem żadnego strażnika, żadnego zewnętrznego strachu, po prostu mój wewnętrzny dreszczyk emocji towarzyszący wyjściu.
Chciałem od razu skorzystać z mojej starej techniki kotwiczenia się w astralu - pocieranie rąk, dotykanie ścian, podłogi etc, rozpocząłem ale coś mi kazało przestać. Spojrzałem na moje ręce, wyglądały jakby były z jakiejś pomarańczowej energii, spojrzałem z góry na moje łóżko, ale nie zauważyłem swojego ciała, raczej jakaś ciemna mgła dam zalegała. Zgodnie z wewnętrznym głosem przestałem się kotwiczyć, coś mnie pociągnęło w górę i zacząłem się unosić, wyżej i wyżej, wyleciałem ponad budynek, leciałem przez chmury, wtedy zdałem sobie sprawę że jakieś gigantyczne dłonie trzymają mnie pod boki i to one mnie unoszą ponad chmury. W tym momencie poczułem wspaniałe bezpieczeństwo, taką ekstazę z przebłyskiem seksualnego podniecenia, ale to ustąpiło. Plecami jakbym wtulił się w coś/kogoś pozwoliłem mnie prowadzić...
Trwało to pewien czas, aż trafiłem jakby do naturalnego planetarium: miałem przed sobą niebo wszechświata na którym zacząłem oglądać gwiazdy, widziałem gwiazdozbiory, a nawet całe galaktyki (!!!), jakieś wydarzenia w skali kosmiczno/gwiezdnej były mi prezentowane - ja raczej zachwycałem się ogromem tego wszystkiego i tym że mam możliwość podziwiać całe galaktyki i inne elementy wszechświata na codzień nie widoczne gołym okiem. Uświadomiłem sobie, że działo sie do dość długo jak na moje pobyty astralne.
Gdy już się tym nasyciłem wylądowałem w jakim miejscu, małej wsi/osiedlu?, postaci która mnie prowadziła przez chmury już nie było, byłem sam.
Miałem plan aby w trakcie obe/ld przejść przez lustro na drugą stronę. Wiedziałem, że jestem w OSPUO, wszedłem więc do chaty - spotkałem w niej 2 osoby - to były boty - nie reagowały jakoś specjalnie na mie choć mnie zobaczyły. Postanowiłem więc się nimi nie przejmować. Znalazłem na ścianie dość wielkie lustro - spojrzałem w nie lecz nie zobaczyłem w nim mojego odbicia, tylko szara mgła. Zawołałem starszego mężczyznę (bota) z chaty aby i on się przejrzał. Zerknął do lustra, ale i jego odbicia nie było. Mężczyzna nie zareagował, więc kazałem mu się cofnął.
Stanąłem przed lustrem i zacząłem się wpatrywać, moje odbicie się pojawiło...
Podjąłem decyzję - wchodzę w to lustro!
Powoli zbliżyłem się do niego i zacząłem powoli zanurzać twarz w jego tafli - gdy zanurzyłem już całą twarz miałem wrażenie, że jestem po drugiej stronie, po drugiej stronie, ale w realu! Wchodziłem do mojego fizycznego ciała! Chwilę byłem jakby w rozkroku - trochę w realu, trochę w astralu. Dalej nie miałem możliwości się zastanawiać, bo przebudziłem się całkowicie w moim ciele fizyczny.

Lustrzana odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała i mam wątpliwości czy lustro z astrala prowadzi gdzieś głębiej, czy jest tylko drogą powrotną do ciała? Chcę to sprawdzić jeszcze raz przy najbliższej okazji.

Wednesday, 29 February 2012

Strażnik Systemu - "NieObe"

Ten wpis poświęcam ważnemu elementowi z  tematu "Nadświetlny Strumień Dźwięku" - głosowi, którego nazwałem "Strażnikiem Systemu".
Już w trakcie i po doświadczeniu głos ten zinterpretowałem jako strażnika systemu (systemu materialnej rzeczywistości) na którego nadziałem się podczas wyjścia w głębsze OBE (chyba tam zmierzałem?). Do tej pory podczas moich skoków byłem w LD/OSPUO, czyli we własnym świecie gdzie poza Botami nie było nikogo, a ten kontakt był całkowicie odmienny niż kontakty z botami, jakby zewnętrzny, coś co miało mnie odegnać od OBE.

Biorąc pod uwagę analizę tego przypadku mogę przyjąć 2 wersje:

1. to była moja wewnętrzna kreacja lęku np. przed śmiercią. 
Z jednej strony jest to prawdopodobne, bo mimo, że podejmuję próby wyjścia w OBE, gdzieś wewnętrznie mam zakorzeniony lęk przed śmiercią, nie przed samym procesem i konsekwencją dla mnie, bo jestem Obenautą i co najwyżej wylecę do wiecznego Obe ale raczej jest to lęk wykreowane przez moje Ego tzn. co sie stanie z ludźmi których zostawię, jak się będą z tym czuli etc - taka presja społeczna, jak się kocha najbliższych to nawet w ten sposób nie chce się nikogo krzywdzić i myślę, że tego jeszcze do końca nie przerobiłem i siedzi mi to w głowie.
Z drugiej strony znam swoje lęki i wiem jak odczuwam taki lęk - wiem jak on smakuje, a to co się w tym przypadku pojawiło było jakby próbą wstrzyknięcia mi do mojego systemu zewnętrznego lęku, zatrucia mi krwio obiegu obrazowo przedstawiając, więc szukam w innym kierunku nie negując tej możliwości, bo w końcu chcę tam znów wrócić i się z tym zmierzyć, więc nie pozbawię się oręża tylko dla tego że nie do końca to czuję i nie akceptuję.

2. zewnętrzny strażnik na bramie wyjścia z materialnej rzeczywistości
Ta wersja jest z tzw. wersji walki z systemem, matrixem etc jak kto to nazywa, natomiast jest bliska mojemu światopoglądowi, którego wykreowałem na podstawie moich doświadczeń, obserwacji naszego materialnego świata, przemyśleń ludzi świadomych etc.
Wg tej wersji głos to zewnętrzny strażnik (jakoś strasznie mi tu podświadomie  pasuje słowo "Sentinel") ustawiony na bramie wyjściowej pomiędzy światem materialnym, a "poza". Biorąc pod uwagę system naszej rzeczywistości materialnej w którym działają takie organizacje jak KM (korporacje międzynarodowe), SM (super mocarstwa), oraz KK (kościół katolicki) i inne organizacje religije, które próbują utrzymać człowieka tylko w materializmie (KM, SM) lub zaprogramować mu jedynie słuszny wgląd w świat pozazmysłowy odpowiednio dawkowany przez system (KK) i kontrolowany strachem (wszyscy), to ta wersja wydaje mi sie też bardzo prawdopodobna.
W tym przypadku uważam, że mógł to być Sentinel ustawiony przez KK:
- sposób mojego wyjścia (matra Jezus) mógł zwabić właśnie takiego strażnika
- sposób przekazu telepatycznego był ewidentnie z KK. Nie chodzi o same słowa ale to co się z nimi wiązało, jaka kreacja i wizualizacja, która miała stworzyć wrażenie tzw boga ojca stojącego u bram i karcąco upominającego zbłąkaną owieczkę. Wizualizacja w podświadomości jako dziadek z brodą jak ze starego testamentu, donośny huczący głos z pogłosem jak echo
- głos, na początku jak sobie uświadomię i przypomnę, zanim wypowiedział/przekazał słowa próbował zaatakować mnie ideologicznie jak KK dogmatami etc. ale chyba odkrył, że to ślepa uliczka i nie reaguję na to wiec odpuścił, ale ja czuję i pamiętam, że mnie sądował w tym kierunku.

Tak więc uknułem sobie takie oto teorie obronno/tłumaczące, po to aby znów TAM wyruszyć i przeskoczyć dalej, bo czuję, że na prawdę byłem blisko, a to była bardzo ciekawa przygoda którą chcę powtórzyć. Było zupełnie inaczej niż zwykle i to mnie cieszy, z drugiej strony doceniam to że jestem w takim spokojnym, wolnym tempie wprowadzany w ten świat "poza", bo jeszcze wiele muszę się nauczyć...

PS. A tak z ciekawości sprawdziłem o czym jest ta wkurzająco-wkręcająca się w głowę komercyjna melodyjka która pojawiła się w moim śnie (tu pioseneczka Nadświetlny Strumień Dźwięku) na początku i brzmi to tak:
"Nossa, nossa
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego

Delícia, delícia
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
ai ai, se eu te pego
..."
a znaczy to z portugalskiego na polski:
"Wow, wow
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię

Zachwycająca, zachwycająca
W ten sposób mnie zabijesz
Oh, jeśli Cię złapię
Oh, oh, jeśli Cię złapię
..."

Zostawię to bez komentarza... :)

Nadświetlny Strumień Dźwięku

Przez ostatnie kilka tygodni sporadycznie podejmowałem próby wyjścia ale z marnym skutkiem, możliwe że byłem "przemotywowany".
W między czasie raz mi się  udało wyskoczyć na kilka sekund, posiedziałem przy łóżku w OSPUO (obszar stworzony przez umysł obserwatora) i cofnęło mnie, na więcej nie miałem mocy.

Natomiast ostatnie wydarzenie było dla mnie sporym przeżyciem, mimo, że już kilkakrotnie udawało mi się wyskoczyć z ciała, a było to tak....

Po kilku nieudanych nocnych próbach 4+1, postanowiłem nie ustawiać budzika - jak się obudzę w nocy - a chcę się obudzić - to spróbuję wyjść, jak się nie obudzę to trudno i poszedłem spać.
Obudziłem się około 4tej po 5godzinach snu - stwierdziłem więc, że skoro taka okazja to robię 5+30.
Długo walczyłem, odpływałem, wracałem, medytowałem, ale wszystko jakoś mizernie szło, minęło chyba z 1,5h i postanowiłem, że spróbuję zapaść w sen kontrolując go ale bez zbytniej napastliwości :)
W pozycji na boku w jakiej zwykle zasypiam zacząłem przed sennie fantazjować, pozwoliłem umysłowi czepiać się myśli, układać swoje myślokształty i płynąć w kierunku snu.
Zacząłem świadomie myśleć o spotkaniu z przyjaciółmi, imprezie, byłem na domówce, po pewnym czasie złapałem się na tym, że już nie kontroluję moich myśli, zaczęły one żyć własnym sennym życiem, usłyszałem dość znaną komercyjną muzyczkę (trochę w innej interpretacji niż w rzeczywistości), która sączyła się z radia...


- KLIK! - przecież jak śpię i jestem w łóżku to nie mam włączonego radia (przemknęło mi przez głowę), to musi być sen! próbowałem uświadomić sobie, że już śnię. Zacząłem wsłuchiwać się w piosenkę...
W pewnym momencie piosenka przeskoczyła, zmieniła się na całkowicie inną tzn jakby była z całkowicie innej stacji radiowej - taki gotycki styl. Wtedy uświadomiłem sobie, że żadnego radia nie ma! to znaczy ani w domu w którym śpię, ani we śnie! W mojej głowie nastąpiła konfrontacja świata snu z rzeczywistością, byłem świadom, że ta muzyka nie istnieje, a jednak istnieje, bo ja ją słyszę i mam ją w głowie. W mojej pierwszej fascynacji stwierdziłem, że zacznę ją modyfikować i coś komponować - faktycznie, zacząłem wymyślać jakieś akordy, łączyć, tworzyć jak na jakimś instrumencie. Zacząłem płynąć na tych dźwiękach...
Już nie mogłem komponować, popłynąłem gdzieś, jakbym był już na innej fali, czułem, że zaraz zacznie się jakaś jazda...
Teraz w pełni byłem świadomy, że śnię, ale nie byłem już w rzeczywistości sennej, ale raczej gdzieś pomiędzy jawą, a snem.
Przypomniałem sobie technikę medytacji Osho pt. "Imię Jezusa" :)
(tu info jak to Osho opisuje: "Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - wspaniale. Czasami, gdy siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do zakamarków twojego istnienia - niech wejdzie do samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie manipuluj. Pójdz za tym, a doznasz pierwszych przeblysków modlitwy i medytacji i pierwszych przeblysków Boga. Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej duszy..." - OSHO "TECHNIKI MEDYTACYJNE - PORADNIK PRAKTYCZNY")

Nie wiem dlaczego akurat ta technika mi wtedy błysnęła,  z KK nie jestem związany, a wręcz przeciwnie uważam tę organizacje za równie destrukcyjną jak międzynarodowe korporacje oraz tzw światowe mocarstwa, natomiast uważam Jezusa za postać historyczną, która odegrała znaczącą rolę w rozwoju świadomości ludzkości. Nie posiadam autorytetów natomiast Jezus wraz z Siddhartha oraz Osho są postaciami które szanuję i uważam ich za wielkich myślicieli.

Wracając to zjazdu - zacząłem więc medytować w tym śnie, wrzuciłem mantrę jak wyżej w opisie, wciąż gdzieś w głowie słyszałem delikatną gotycką muzykę, ale wiedziałem, że coś się zmienia, coś się dzieje... Nagle usłyszałem jakby ktoś odpalił sycząco-szumiący silnik samolotu! Nie był to taki dźwięk, ale nie jestem w stanie go opisać, bo nie przypominam sobie abym coś podobnego kiedykolwiek słyszał. Ten dźwięk mnie po prostu zassał, piszczał, szumiał, zdominował wszystko, był jednym ciągiem jak jakaś rzeka, huczał - jedyny sposób w jaki to mogę opisać to wchodzenie Star Trek w nadświetlną :) tak to sobie wyobrażam.

O wow! mam w końcu to czego chciałem, zacząłem się przygotowywać jak to zazwyczaj to wyskoczenia/wytoczenia się poza ciało, ale tym razem było inaczej, nie mogłem nic zrobić, zostałem pochłonięty przez tę fale szumu, która gdzieś mnie ciągnęła. W pewnym momencie spośród ogłuszającego pisku wyłonił się mocny, stanowczy głos, jakby przekaz telepatyczny: "...Nikogo nie szukaj, nie Lataj, NIGDY!..."
To było mocne - później nazwałem to "huragan strachu", miał mnie zmieść psychicznie, zastraszyć i zdeptać mentalnie, bo oprócz przekazu słownego niósł ze sobą przekaz emocjonalny, jakąś manipulację żerującą na moich lękach. Poczułem taki powiew strachu, jakby ktoś dmuchnął na mnie i powiedział "bój się!" natomiast był to właśnie taki sztucznie wykreowany strach, zewnętrzny, taki nie mój... Wtedy poczułem jak ktoś mnie trzyma mocno za rękę, poczułem moc, ale to niezbyt trafne określenie, bo to kojarzy się z jakimiś energiami etc, ja po prostu poczułem "siłę skały", która nie walczy z "huraganem strachu", nie neguje go, po prostu TRWA w spokoju... więc trwałem, huragan huczał, ręka mnie trzymała, a ja trwałem i huragan zaczął cichnąć.
Uchwyt nadal czułem i zobaczyłem w głowie jak wizualizuje się ręka, która mnie trzyma. Pomyślałem, że to opiekun i pomoże mi wyjść z ciała. Postanowiłem, więc pójść za ciosem i wyskoczyć/wytoczyć się z ciała jak to już nie raz robiłem, ale... moc skały była niewzruszona na strach ale także na obe. Ani drgnąłem.
Pisk i szum ustał, ocknąłem się. Mocno ściskałem lewą dłoń moimi kolanami, "pomocna ręka" zniknęła.
Była 6.20 - byłem pełen energii, entuzjazmu, nie pamiętam kiedy miałem taką werwę o 6.20
Energia, siła, pewność siebie, otwartość - Jest MOC :)

Sunday, 5 February 2012

Wyjście w 2012 rok

Rok 2012 już poważnie się rozpoczął, w końcu mamy luty, natomiast dla mnie to pierwsze wyjście w tym roku. Jak widać w blogu dawno nie pisałem, to też oznacza, że dawno nie wychodziłem. Dlaczego?
Tu chyba złapało mnie kilka powodów
1. męczę się wychodzeniem o 4-5 rano, nie mam pewności, że wyjdę, a dodatkowo pół nocy nie przespane, a rano trzeba się zmagać z twardą/ciężką rzeczywistością. A niestety w moim przypadku metoda 4+1 najlepiej się sprawdza
2. Lekko jestem zniechęcony doświadczeniami - takie sobie aktywności w OSPUO ( obszar stworzony przez umysł obserwatora ), lekko się kotwiczę w obszarze przycielesnym, jestem mocno narażony na "cofkę" i już mnie nie kręci latanie, chodzenie, zwiedzanie i obserwowanie jakiegoś matrixa wykreowanego przez moją wyobraźnię. Takie doświadczenia nie wnoszą nic do mojego życia, to doświadczenia porównywalne do samotnego wypicia piwa przed telewizorem, czyli ogólnie polski film - nic się nie dzieje...

Obecnie moim celem jest zastosowanie odpoweidnich technik aby wyrwać się z OSPUO, natomiast nie jest to dla mnie takie proste ze wzgledu, że po pierwsze łatwo mi nie przychodzi wyskakiwanie w OBE i nawet pobyt w OSPUO jest dość trudny do osiągnięcia, a po drugie potrzeba dużo czasu i zaangażowania.

Jeżeli chodzi o czas i zaangażowanie, to nie tylko z tego względu, że pochłonęła mnie rzeczywistość, ale też nie chcę się zamykać tylko na doświadczenia z OBE, raczej jestem typem poszukiwacza, który mocni się zpala do danej idei natomiast uważam, że jest jeszcze mnóstwo innych doswiadczeń o których trzeba pamiętać. Przez ostatnie miesiące sporo wiedzy (jeszcze nie praktycznej - rozważam to) zebrałem na temat psychodelików (psylocyciba - grzyby; oraz DMT - ayahuaska), pociąg mnie też ideologia medytacji zen. Aby trochę pogłebić temat trzeba poświęcić sporo czasu, poczytać, przemyśleć, podyskutować i jakoś wszystkie eleemtny zostają  na poziomie podstaw. No ale z drugiej strony - im mocniejsze i trwalsze filary tym solidniejsza budowla. To do mnie przemawia i na siłę nie będę sie spieszył, chociaż ego jak zawsze goni :)
 Może o grzybach i dmt w innym wpisie.

Wracając do doświadczenia OBE, w końcu się wziąłem i wyszedłem :)
Oczywiście od ostatniego wpisy podejmowałem próby wyjścia natomiast bez skuteczne, dopiero teraz znów się udało.

Wyjście metodą 4+1, modyfikowaną przeze mnie,  a mianowicie sen około 4,5h (tak aby były 3 fazy snu po 1,5h), przebudzenie budzikiem, chwila przebudzenia z otwartymi oczami (10min), relaksacja z zamknietymi i jedziemy. około 30min w pozycji na plecach - czułem że ciało jest na granicy snu, mózg zaczał wysyłać sygnały do ciała aby spr czy śpi (np. impulsy nerwowe do kończyn aby spr czy sie poruszają, czy już paraliż senny), ale po dwóch impulsach trochę sie pobudziłem i przewróciłem na bok i tu się już udało...

Na szczęście potrafię łapać już moment że jestem na granicy i warto się wytoczyć. Leżąc na boku, szybki energiczny obrót typu "obracająca się kłoda" wg Monroe i już leże na podłodze :) oczywiście astralem.

No i jestem we wspaniałym OSPUO, jak zawsze lekko przymglone, pół senne ale nawet wyraźne, zobaczyłem swoje ręce i zacząłem sie przemieszczać do innego pokoju, ogólnie w śpiącym domu nuda więc postanowiłem wyrwać się przez okno, oczywiście po kowbojsku - przez szybę, firanę etc wkońcu jestem w astralu i mogę wszystko, a jak! ;)
Ale przekozaczyłem :), firana mnie cofnęła jak guma, za słaba koncentracja, cofka do ciała, na szczęście nie poddałem sie i fru, kolejne szybkie wytoczenie zanim na dobre zakotwiczyłem się w ciele, tym razem wyjąłem "cięższą artylerię" - po wytoczeniu idę do pokoju z którego zazwyczaj wychodzę przez okno i balkon z budynku powtarzając mantrę "jestem tu i teraz", czuję że lepiej się zakotwiczyłem w astralu, jest wyraźniej, a nawet w pewnym monencie przez krótką chwilę zobaczyłem jakby księżyc w pełni przeświecał przez ścianę. Jak tę sytację zarejestrowałem, zgubiłem to, jescze trochę się pojawił, ale znikł..
ok do boju, tym razem czuję sie mocniejszy, tak jest, wyszedłem na balkon bez problemu, postanowiłem zeskoczyć na ulicę. Cholera, zaświtało mi w głowie, a co jak jestem w rzeczywistości, skoczę i się zabiję!!!
Nie, coś mi zaswitało, aby zrobić test rzeczywistości, ale chyba tego nie zrobiłem (?), tylko tweirdziłem, że jakoś rozmazana ta rzeczywistość wiec to astral na 100%, i skoczyłem ale z asekuracją. Chwyciłem sie rolety przeciw słonecznej, która zamieniła się w jakąś firanę-linę i łagodnie zeskoczyłem z 3 piętra na ulicę. Byłem zadowolony, że mi się udało - zacząłem śpiewać jakąś piosenkę, którą sam wymyśliłem, pomyślałem sobie, że i tak nie będę jej pamiętał w realu (no i nie pamiętam :)) ale było mi łatwiej dzięki niej (bardzo prosta piosenka, kilka słów, chyba zwbliżona do mantry jestem tu i teraz) się zakotwiczyć w astralu. Poruszając się miałem takie naturalne wrażenie, że idziemy razem! to znaczy że idziemy we dwójkę, tak jakby ja-ciałoastralne i ja wyższe-ja, byłem skoncentrowany na ja-ciało ale czasem miałem przebłyski, że patrzę na ja-ciałoastralne z innej perspektywy, takiej z boku ja-wyższe obserwujące. Było mi z tym dobrze i raczej o tym nie myślałem, myślę o tym teraz gdy przypominam sobie ten fragment.
Idziemy więc przez miasto - miasto, szerokie wybetonowane aleje, place, raczej sam beton bez zieleni, mijają mnie ludzie, a raczej zdaję sobie sprawę, że to wytwory mojej wyobraźni i stwierdzam, że nie ma sensu z nimi gadać. Natomiast jakoś niektórych zaczepiam niewerbalnie, odnoszą się do mnie raczej niechętnie, jakbym zakłócał im jakiś ich marsz oraz jakiś wewnętrzny proces myślowy, ci ludzie ockną się na chwilę i patrzą takim zdziwiony, niechętnym do pomocy wzrokiem i mówią mi bez głośnie "czego ty ode mnie chcesz człowieku, zajęty/a jestem wal się". Nie nawiązuję dialogu z nikim, trochę taka scena jak z matrixa, gdy wokół tłum ludzi mija Neo zajętych własnymi sprawami, tu akurat nie był takiego tłumu ale wrażenie to samo.
W pewnym momencie jednak spotkałem kogoś i wywiązał się dialog, ponieważ porozumieliśmy się, ze człowiek którego spotkałem też jest w OBE.
Tu chyba pojawiła sie najwazniejsza sprawa tego wyjścia - uświadomienie, czego oczekuję w tej chwili od OBE.
A czego oczekuję? Wyjścia z OSPUO!

Więc ta sprawa pojawiła się w dialogu szybkim jak błyskawica (raczej to była wymiana mentalna informacji) i człowiek powiedział, że mnie zaprowadzi, albo ja zaproponowałem, aby mnie gdzieś zaprowadził, bo sam sie tu nudzę. Ruszyłem za nim, a raczej za nimi, bo też miałem wrażenie, że tak jak ja on też jest we dwójkę :)
Szedłem więc za nim, widziałem jego plecy, tył głowy, ale strasznie człapał ten chłopak, szedł i szedł i chyba mnie jakoś to znudziło i wróciłem do ciała...

Chyba jeszcze sie wyturlałem ale jego już nie bylo, tylko mijali mnie albo wytwory mojej wyobraźni albo śpiący ludzie, których zaczepiając jakbym wyszarpywał z ich snów, jeszcze zobaczyłem swoje ciało śpiące w łóżku, w astralu spotkałem maszerującą i śpiącą żonę i córkę...
Obudziłem się, poleżałem chwilę aby przypomnieć sobie przygodę i móc ją rano zapisać, więc oto i ona.

Dalszym etapem moich poszukiwań będzie wyjście z ospuo.

Wednesday, 31 August 2011

Nowa technika w mojej praktyce

Opisałem poniżej teoretycznie technikę, teraz opis jak to u mnie wyglądało w praktyce.

Obejrzałem kilka filmów, potrenowałem na sucho techniki, aby się nad nimi nie zastanawiać jak będę ledwo przytomny we snie tylko je użyć.

1. pierwsza noc: położyłęm się spać, po kilku godzina obudziłem się naturalnie i położyłem się dalej spać. Po jakimś czasie obudziłem się, niestety nie byłem w stanie obudzić się bez ruszania i otwierania oczu, wiedziałem już że wybudziłem sie za mocno (byłem całkowicie wyspany i przytomny) i będzie słabo. Wrzuciłem technikę... nic z tego nie będzie, zrezygnowałem i poszedłem spać dalej.
Ostatecznie myślę, że byłem zbyt podekscytowany i się za mocno wybudziłem, przewróciłem się na drugą strone i otworzyłem oczy.

2. druga noc: postanowiłem, że będę to robił naturalnie bez budzika, jak sie uda to ok, jak nie to nie.
Obudziłem się naturalnie, ale chyba zbyt długo spałem bo zaczęło się robić jasno za oknem, ale poszedłem dalej spać. Obudziłem się po jakimś czasie, już mniej ruchu przy przebudzeniu i większa kontrola otwarcia oczu. Ale jakoś czułem, że te moje spanie trochę słabe było, tak jakbym miał tylko półświadomą drzemkę, taka drzemka na czuwaniu. Ok ale technikę trzeba zastosować. Po 10sekundach wiedziałem, że nic z tego, poszedłem spać

3. kolejna noc. Obudziło mnie dziecko w środku nocy, trochę się przebudziłem i po kilku minutach dalej spałem wcześniej postanowiwszy się przebudzić za jakiś czas.
Obudziłem się bardzo łagodnie, nie ruszam się, nie otwieram oczu, czuję, że to odpowiednia pobudka - warunki idealne, teraz technika. Zastosowałem technikę pływania ruszam rękoma żabką, spoko ruszam rękowa w wyobrażni, widzę jak się ruszają, czuję wysiłek, po 5-10sekundach czuję jak nimi ruszam, mam te specyficzne wibracje (to "czucie", bo w moim przypadku jakoś określenie "wibracje" mi nie pasuje. Jest coś a'la wibracje ale tak bym tego nie nazwał, czuję to inaczej, więc będzie "czucie") - moje astralne czucie. W tym momencie mam już odruch :) mocny zamach i wytoczyć się mocno i gwałtownie z ciała.
To wytoczenie się z ciała w moim przypadku jest takie realne, że aż trudno uwierzyć, po prostu czuję spory wysiłem jak zaczynam się wytaczać i jestem niemal przekonany, że spadnę z łóżka fizycznym ciałem, ale to tylko złudzenie - zawsze w takim przypadku wytaczam sie z ciała.
Tym razem było tak samo - WYSZEDŁEM (wytoczyłem się :) )

Bylem zadowolony, nie było to moje pierwsze wyjście więc już nie byłem tak podekscytowany i mogłem działać bardziej świadomie.
Pierwsza rzecz to zakotwiczenie się w fazie - dokładnie dotykam dywanu, przyglądam się mu uważnie, dalej futryna od drzwi, dotykam, czuję fakturę, wącham, wpatruję się... "procesor" pracuje, astralnie materializuje otaczającą mnie rzeczywistoś, ma zajęcie i nie walczy ze mną aby mnie wciagnąć do ciała. Mam dobrze zestrojoną fazę, chyba jedną z lepszych biorąć pod uwagę moje kilka małych wyjść, jest nieźle, faza też najdłuższa z tych które mi sie do tej pory trafiły, jestem usatysłakcjonowany, czuję, że wróciłem do ciała.

Byłem naprawdę usatysfakcjonowany fazą i po powrocie do ciała postanowiłem, że nawet nie będę spisywał wydażeń na gorąco, które miały miejsce w "poza", po prostu się wyśpię.
Tu jest jeden minus, bo po wyspaniu się nie pamiętałem już co sie działo w fazie, bo mi się nałożył sen który pojawił się nad ranem, więc jak chceie pamiętać to trzeba zapisać zaraz po wyjściu, bo się rozpłynie.

Podsumowując: do tej pory najlepsza technika jaką stosowałem: skuteczna (łatwo wyjść, po małej ilości treningu), efektywan (dobre dostojenie w fazie).
Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia do dalszych eksploracji lub do rozpoczęcia.
Obecnie uważam, że aby było w OSPUO ciekawie to trzeba tam wchodzić z konkretnym planem działania: np. chcę polecieć nad morzem, zanurkować w głębinie, popływać z delfinami etc. Tak krok po kroku.

Ja się na tym złapałem, że wchodzę w "poza" bez planu i ad hoc zastanawiam sie co tam robić i to nie jest dobre rozwiązanie. Gdy dłużej sie waham, mózg zaczyna się "nudzić" i wciąga do ciała, więc jak chcesz sie pobawić w OSPUO to wejdź tam z planem działania, różnymi opcjami aby nie zastanawiać się "co robić" tylko "jak". Uważam, że OSPUO niemal w pełni jest generowane przez umysł obserwatora, więc jak czegoś nie stworzysz to jest próżnia i wywala cię do ciała. Jedynym wyjściem jest tworzenie OSPUO jak planszy w grach komputerowych lub ... wyfazowanie się na kolejny krąg astralny poza OSPUO ale tego na razie nie potrafię.
Są jeszcze teorie, że można ingerować w świat fizyczny z OSPUO - może, ale to również jakoś nie jest moim celem.
Wiem, że chcę się dalej wyfazować, bo po pierwsze jakoś nie bawi mnie zabawa w OSPUO - latnie, pływanie, skakanie, bzykanie, bycie psem, kotem etc jakoś mnie to do końca nie pociąga, nie po to wychodzę aby intensyfikować lub rozszerzać doznania ze świata fizycznego, chcę więcej. Po drugie będąc w "poza" ostatnio pamiętam, że chciałem odlecieć gdzieś dalej, przestałem generować OSPUO i wrzuciło mnie do ciała, ale skoro chciałem tego w OSPUO aby opuścić OSPUO to znaczy, że chcę tego naprawdę.
Nie pozostaje nic innego jak testować OSPUO dalej, rozwijać sie i odlecieć w końcu dalej, oby się udało, bo co ciekawego można robić w OSPUO...

Nowa technika

Miałem trochę kłopotów z wyjściem ostatnio, chyba za bardzo chciałem lub jakiś byłem obciążony psychicznie, już prawie straciłem motywację.

Na szczęście dla wytrwałego zawsze czeka miła niespodzianka, a więc do rzeczy.
Przeglądałem, szukałem czytałem, próbowałem i tak jak już wspomniałem nie wiele wychodziło - słabe wyjścia (może 2 o których nie warto nic pisać) lub nawet brak wyjść i coraz mniejsza motywacja do stosowania 4+1, bo ile nocy można zarywać bez efektów, a w dzień jakoś trzeba funkcjonować.
Kilka dni temu trafiłem na stronę niejakiego Michaela Radugi, to co mnie zainteresowło to tzw "indirect technique" - czyli można powiedzieć taka "pośrednia technika wyjścia" wykorzystująca naturalne niepełne wybudzenie się ze snu. O co chodzi?
Bardzo jasna i prosta technika, człowiek na filmie jest mocno przekonujący co do jej prostoty i skuteczności, postanowiłem więc spróbować. Bardziej szczegółowo możecie posłuchać na jego stronie (obe4u.com) - wejdźcie na jego kanał na youtube, a poniżej moja interpretacja, praktyka i doświadczenie.

Technika polega na wybudzeniu się w nocy po około 6h snu (może być wymuszone budzenie np. budzikiem jak w 4+1) - lekkie przebudzenie, wyjście do toalety, wypicie szklanki wody etc ok 5min. wybudzenia. Następnie kładziemy się dalej spać natomiast z afirmacją i przekonaniem, że chcemy się obudzić za godzinę oraz myśląc o technice jaką będziemy stosować aby wyjść (o technikach dalej). Gdy uda nam się przebudzić (pobudka naturalna, bez budzika!) to:
- nie otwieramy oczu
- nie ruszamy się
- zaczynamy stosować technikę czucia ciała astralnego
Co to za techniki?
- pływasz (ja to robię żabką, głównie ręce), ruszaj rękoma nie używając mięśni (taki trening na bez ruchu ale ważne aby chcieć ruszać nie tylko wyobrażać sobie) aż poczujesz wibracje, mrowienie etc
- podnoszenie ręki (jak wyżej - oczywiście podnoszenie astralnej ręki)
- pocieranie dłoni nad czołem (jak wyżej)
Jest jeszcze kilka technik ale na mnie idealnie zadziałało pływanie, więc nie zmieniam.

Ok, jak poczjemy wibracje to czas na separację, najlepiej wytoczyć się jak kłoda - mocnym, zdecydowanym ruchem. A wtedy jesteśmy już POZA!
W "poza" aby utrzymać jak najdłużej fazę i jak najlepiej ją wyostrzyć trzeba dotykać wszystkich przedmiotów, koncentrować się na nich, dotykać siebie, aby "procesor" cały czas i generował OSPUO inaczej jak ktoś jest niedoświadczony to faza jest krótka i płytka, szybko wyrzuca do ciała.

W moim przypadku to podejście zadziałało szybko i skutecznie, więc postanowiłem dokładniej to opisać aby inni też mieli z tego pożytek, a nie jest to tak wymagające jak 4+1. Dalej będę testował tę metodę i mam nadzieję, że będzie coraz bardziej skuteczna, a i tak jest dobrze. Jak to było u mnie - opiszę wkrótce.