Opiszę dzisiejsze wyjście, wczoraj również udało mi się wyskoczyć ale było płytkie i się rozmyło, dziś za to było ciekawie i mocno symbolicznie.
Jak wcześniej pisałem chciałem nieco zmienić sposób wyskoczenia z ciała. Tak też zacząłem postępować w moich wyjściach. Dziś 4+1 (pobudka bez budzika tylko programowana sugestia na pobudkę o okreslonej godzinie, 2 dzień z rzędu sukces), leżę standardowo na boku, dochodzę do wibracji, słyszę dźwięk grzechotki talerzykowej, próbuję wyjścia przez uniesienie się nad ciałem, unoszę się wirując jak tornado - oczywiście chodzi o rodzaj ruchu, bo siła jest dość delikatna i subtelna. Wyszedłem, cały czas towarzyszy mi dźwięk wspomnianej grzechotki, po wyjściu nasila się, sprawdzam dostrojenie, dostaję inspirację aby dostroić się w nowy sposób, zaczynam śpiewać w jakimś szamańskim/ludowym stylu dostosowując się do rytmu grzechotki. Czuję, że dostrojenie się poprawia, zaczynam tańczyć/podskakiwać wokół łóżka, jakbym odprawiał jakiś rytuał wokół ognisko - sprawia mi to dużą frajdę, czuję jak mnie to w pewien sposób "uwalnia". Pokój jest wypełniony delikatnym żółtym światłem/poświatą jakby wschodzącego słońca. Śpiewając spoglądam w duże lustro które wisi na filarze obok łóżka (w rzeczywistości nie mam lustra w sypialni) - widzę swoją twarz i postać bardzo wyraźnie, co mnie pozytywnie zaskakuje, bo ostatnio w podobnych sytuacjach byłem mocno zamglony lub nie widziałem siebie wcale. Przesuwa mnie....
1. Jestem w olbrzymiej grocie, może kopalni (największe sale w Wieliczce w stosunku do tego to pryszcz :) ) jakiś podziemny rozległy teren pod kopułą ze skały (chyba :)) Idę przez chwilę przed siebie, rozglądając się po kopalni, już wiem, że jestem z towarzyszem-obseratorem, jeszcze go nie widzę ale czuję. Po chwili mijam ludzi, którzy poruszają się w przeciwnym kierunku, ja idę od lewej strony do prawej (jakby obserwując na ekranie zdarzeń). Poruszam się po półce skalne/ziemnej nieco wyżej, ludzie idą półką skalną nieco niżej (może 3-4metry niżej, taki układ tarasowy). Postanawiam zaczepić samotnego człowieka zmierzającego w przeciwnym niż ja kierunku. Mężczyzna o urodzie ormiańsko-gruzińskiej, krótkie czarne włosy, wołam do niego. Człowiek nie reaguje, rozgląda się ale jakby w swoim "filmie" czegoś szuka, chyba jakiegoś wyjścia. Puszczam do niego nawet mechaniczny samolocik-zabawkę z jakąś piosenką-melodyjką aby zwrócić jego uwagę. Początkowo wydaje mi się, że przez chwilę zwraca na niego uwagę, ale zaraz się rozprasza i samolocik wraca do mnie. Człowiek pada na kolana, rozgląda się, wstaje i idzie dalej. Postanawiam także ruszyć dalej nie zrażając się nieudanym kontaktem.
Widzę przed sobą w różnych częściach jaskini ciemne tunele. Pierwszy tunel-grota po prawej stronie - wyjeżdża z niego pociąg towarowy i jedzie w kierunku z którego przyszedłem, postanawiam wejść do tej groty. Przy grocie stoją na wyższej półce skalnej jacyś osobnicy - ubrani w czarne uniformy w czarnych kaskach zakrywających cała głowę wraz z twarzą. Najbliższy osobnik odwraca się w moim kierunku widzę, że trzyma ciężki pistolet maszynowy i niebezpiecznie mierzy do mnie, potrząsając bronią. Odczytuję to jako nieprzyjazne znaki i podnoszę ręce w górę na znak że się wycofuję i nie mam złych zamiarów. Powoli wycofuję się i rezygnuję z eksploracji tej lokalizacji.
Napływa do mnie refleksja - czego ja tak właściwie tutaj szukam? Skoro mijam ludzi którzy podążają w przeciwnym kierunku to znaczy, że nie znaleźli tam gdzie ja idę nic ciekawego, bo by stamtąd się nie ruszali, więc co ja chcę tam znaleźć. Jestem teraz tylko ja oraz towarzysz-obserwator. Myślę sobie, że jestem tylko w swoim wytworze umysłu - to taka jaskinia umysłu z której w każdej chwili mogę wyjść, wylecieć jeżeli tylko chcę. Towarzysz mój przesyła mi informację, abym wyleciał stąd skoro chcę. Chcę zmienić tę lokalizację, wzlecieć ale nie mam mocy nie udaje mi się mi nić zmienić. Ogarnia mnie jakaś frustracja, mówię do mojego towarzysza aby się ode mnie odwalił, zostawił mnie nie potrzebuję jego szyderczych rad - wkurzam się na niego. Pierwszy raz patrzę - postrzegam postać mojego towarzysza - jest dość wysoki, ubrany na czarno ale z włosami ciemny blond taki typ intelektualno-artystyczny jak aktor Mirosław Baka.
Ze złości, swojej bezsilności mimo, że chcę zmienić lokalizacje, a skoro nie udało mi się poprzez wzlot ponad skały, to zaczynam rękoma kopać w glebie, jestem przekonany, że w ten sposób również mogę przenieść się w inne miejsce. Przesuwa mnie...
2. Jestem w ogrodzie - coś podobnego do ogrodów działkowych. Bardzo ładna lokalizacja, przyjemna pogoda, słońce. Tym razem jestem w towarzystwie kilku/kilkunastu młodych osób. Czuję, że jest ze mną chyba ten sam "towarzysz-obserwator baka". Wiem, że te osoby są ze mną w pewien sposób powiązane - może mają podobne poglądy, może to jakaś moja rodzina, znajomi, może moje inne karmiczne aspekty spotkane w jednej lokacji. Mam potrzebę coś im przekazać - zaczynam śpiewać piosenkę. Trochę się wstydzę swojej nieporadności w zakresie formy pieśni - śpiewam, że mimo, że piosenka jest utrzymana w stylu disco polo to przekaz jest bardzo ważny, śpiewam o życiu które jest mimo wszystko największą wartością którą mamy i możemy na nią wpływać, przezywać i doświadczać i jest to absolutnie ważne.
3. Chyba mnie zaczęło ściągać do ciała, ale postanowiłem się odbić i walczę dalej.
Jestem w swoim łóżku, czuję, że mam jakiegoś "osobnika" na plecach. Jest to moja mała córka, pytam dlaczego na mnie pasożytuje pozbawiając mnie energii. Ona nie odpowiada tylko się uśmiecha. Do sypialni wchodzi jakby bliźniaczka mojej córki. Zwracam się do tej "pasożytującej" - spójrz to jest moja córka, jej twarz jest jasna i świetlista (tak mówię, ale z obserwacji wcale twarz "bliźniaczki" nie jest błyszcząca i promieniująca raczej jasna, trochę blada, ale czysta).
Postanawiam pozbyć się "pasożyta", łapię córko-pasożyta i wynoszę za okno, strząsam ją z ręki, ląduje piętro niżej u sąsiadów na balkonie. Postanawiam ją zabrać stamtąd, schylam się po nią, łapię i zrzucam na ulicę. Spada na brezentowy dach jakiegoś auta - patrzę się na to - jej twarz promieniuje jakąś filetowym światłem.
Z obecnej perspektywy wygląda to dość makabrycznie, natomiast w moim doświadczeniu w poza byłem zadowolony, że pozbyłem się tego pasożyta. Zastanawiałem się czy nie oczyścić się jeszcze z innych pasożytniczych energii, ale stwierdziłem, że mogę już nie mieć wystarczająco energii na kolejną operację.
Podczas tej aktywności towarzyszył mi towarzysz-obserwator ale tym razem "towarzysz-obserwator żona".
Po tej aktywności przeniosło mnie ponownie do ogrodu - podążam ścieżką w bujnie zarośniętym sadzie. Jest ze mną chyba jakiś nowy towarzysz-obserwator taki Senior. Zrywam z drzewa czereśnię, jest średniej wielkości, słodka, ale mało soczysta, taka bardziej w stylu rodzynki, za bardzo nie nadaje się normalnej konsumpcji. Idę dalej, zrywam czereśnię z innego drzewa, jest wielka, słodka i soczysta. Tak - to pyszna czereśnia deserowa - stwierdzam, jestem bardzo zadowolony. Dostaję przekaz od "towarzysza-obserwatora seniora" który mówi mi mniej więcej, że każda czereśnia ma swoje przeznaczenie i nie zależy to od własnych preferencji i spełnia w jakiś sposób swoją funkcję, jeżeli nie wobec mojej potrzeby nie oznacza to że jest zła. To chyba taki przekaz o subiektywnym ziemskim pojęciu dobra i zła.
Zastanawiam się tylko na koniec czy ten symboliczny przekaz dotyczył mojego ostatniego doświadczenia, czy wszystkich spotkań podczas mojego dzisiejszego wyjścia?
Saturday, 16 February 2013
Wednesday, 30 January 2013
3 Doświadczenia w OOBE
Dziś mi się ciężko spało, oj ciężko.
Wieczorem strzeliłem sobie technikę na LD i nie mogłem zasnąć przez 1,5h :)
Jakoś drzemałem i drzemałem z kilkoma przebudzeniami, ale nic się nie działo.
Przed 5 rano musiałem wstać, toaleta, napiłem się i wróciłem do łóżka. Stwierdziłem, że strzelę sobie jeszcze raz technikę na LD. Strzeliłem sobie i znowu nie mogłem zasnąć, zdecydowałem, że może OOBE się uda. Przebudzałem się przez 30min i zacząłem relaksacje. Relaksacja elegancko, śmigam do Focus10 i sobie leżę, przypominając sobie od czasu do czasu mantrując "Jestem świadomy".
Na wyjście ustaliłem sobie pytanie "Kim Jestem?"
Po 30 min. (wiem ile minęło bo sąsiedzi mają zegar który wybija godziny :) ) dryfowania w relaksacji na plecach przeszedłem do mojej pozycji do wyjścia - lewy bok.
Leżę wygodnie, coraz bardziej się zapadam, czuję, że już jestem w hipnagogach.
Tu przeżywam moje pierwsze (1) ciekawe doświadczenie.
Mam pełną świadomość, że to doświadczenie przed senne, mentalne. Stoję w łazience (nie mojej) i przeglądam się w lustrze, czuję się jakbym był dobrze skuty alkoholowo, po niezłej flaszce. Przeglądam się w lustrze, przymrużone oczy, zamulone alkoholem, kołyszę się na nogach. Co najciekawsze wiem, mam świadomość, że to tylko doświadczenie mentalne, że jestem w takim przedsionku snu, a moja śiwadomość pozwala mi to odczuwać. W pewnym momencie w łazience tyłem do mnie pojawia się postać dziewczyny w białej koszuli nocnej, ciemnych, długich włosach, stoi odwrócona do mnie plecami - jak jakaś mara senna, wtedy moja świadomość mnie wyprowadza z łazienki/przedsionka i czuję, że już wystarczy tego doświadczenia, jakby mnie ktoś za rękę wyprowadzał (takiego zapijaczonego :)) Odzyskuję standardową świadomość i wiem, że wchodzę w fazę wyjścia do OOBE.
Leżę chwilę w ciemności i zaraz zaczynają się wibracje, dość delikatne, o dziwo dziś nie słyszę muzyczki.
Po chwili wibracje się kończą, wiem, że jestem na granicy mentalno-astralnej, ale nie jestem czy już powinienem wyskakiwać, bo wibracje jakieś delikatne były ale mam wrażenie jakbym tak lekko się unosił. Nie tracę więc czasu i roluję się z łóżka. Dziś znów strasznie gumiasto i to od samego początku, ale udało się i wyszedłem.
No dobra co ja mam tu do zrobienia? Sprawdzam dostrojenie, dość słabe, oglądam dłonie - jest ok, wyglądają normalnie (dziś mają 5 palców :)) są koloru "mglisto lekko błyszcząco szarego". Liczę nawet sobie palce u obu rąk, ok wszystko się zgadza, ale dostrojenie pozostawia wiele do życzenia, może to przez zbyt szybkie wyjście? Nie wiem, następnym razem muszę chyba inaczej wyskoczyć. Jestem w pozycji przykucniętej, wołam opiekuna, MTJ-ta. Wołam mentalnie, tak jak normalnie woła się w myślach, a za chwilę staram się i wołam tak jak na jawie zwyczajnie krzycząc. Jest wyraźniej i jakoś tak bardziej doniosle ale i tak wiem, że to wrażenie znacznie różni się od tego na jawie. Wołam jeszcze ze dwa razy "Kim Jestem!?".
Nagle przechodzi mi przez świadomość, czy się tego nie boję? Mam co do tego pewne wątpliwości i tu pojawia się drugie (2) doświadczenie. Słyszę jak mi się wydaje niemiły bulgoczący można by nazwać demoniczny dźwięk/głos. Mam lekkiego pietra i jest to nieprzyjemne, natomiast uświadamiam sobie, że skoro jestem w świecie wyobraźni to jest to tylko moja kreacja. Moja pewność wzrasta a niewyraźny bulgoczący dźwięk wykształca się w coś bardziej mi znanego - to jakaś indiańska/szamańska pieśń, może wiersz śpiewnie opowiadany. Niestety nie rozumiem ni w ząb języka i odpuszczam ten szczegół. Zauważam, że w wyciągniętych przed siebie dłoniach na palcach wskazującym i środkowym obu rąk (trzymam je jak czarkę z wodą) pojawiło się białe, może z lekką poświatą niebieskiego, światło - taki płomyk, ale taki który również oświetla od wewnątrz (!) moje palce. Tu pojawia się moje trzecie (3) doświadczenie. Dumny z tego jak wcześniej udało mi się przekształcić nieprzyjemny dźwięk w coś bardziej zrozumiałego postanawiam rozjarzyć światło do większych rozmiarów, postanawiam zrobić to siłą woli. Wyrażam taką wolę i dmucham na moje dłonie tak jak się dmucha w żar ogniska aby wzniecić ogień. Chuch....
Poleciało dmuchnięcie aż miło, ale co to? Nic się nie wydarzyło! Kurcze czuję się rozczarowany, nie udało mi się, jak to? :)
Nie miałem sposobności popracować więcej ze światłem, bo mnie coś z fizyka zaczęło wybudzać i skończyła się zabawa.
Podsumowując, doświadczenie (2), to muszę jeszcze bardziej otworzyć się na doświadczenie, które mnie spotyka w OOBE, te nieprzyjemne również, aby nie dać się zdominować przez strach, ale wykazać się nieanalizującym dualistycznie zrozumieniem, wtedy świadomość szuka bardziej adekwatnego wyrazu na przekaz aby był on zrozumiany przez mój rozum.
Co do doświadczenia (3) to chyba dużo pracy przede mną jeżeli chodzi o modyfikację moich snów wg mojej woli i może nie czas aby wszystko zmieniać, a raczej trzeba iść w kierunku zrozumienia.
Wieczorem strzeliłem sobie technikę na LD i nie mogłem zasnąć przez 1,5h :)
Jakoś drzemałem i drzemałem z kilkoma przebudzeniami, ale nic się nie działo.
Przed 5 rano musiałem wstać, toaleta, napiłem się i wróciłem do łóżka. Stwierdziłem, że strzelę sobie jeszcze raz technikę na LD. Strzeliłem sobie i znowu nie mogłem zasnąć, zdecydowałem, że może OOBE się uda. Przebudzałem się przez 30min i zacząłem relaksacje. Relaksacja elegancko, śmigam do Focus10 i sobie leżę, przypominając sobie od czasu do czasu mantrując "Jestem świadomy".
Na wyjście ustaliłem sobie pytanie "Kim Jestem?"
Po 30 min. (wiem ile minęło bo sąsiedzi mają zegar który wybija godziny :) ) dryfowania w relaksacji na plecach przeszedłem do mojej pozycji do wyjścia - lewy bok.
Leżę wygodnie, coraz bardziej się zapadam, czuję, że już jestem w hipnagogach.
Tu przeżywam moje pierwsze (1) ciekawe doświadczenie.
Mam pełną świadomość, że to doświadczenie przed senne, mentalne. Stoję w łazience (nie mojej) i przeglądam się w lustrze, czuję się jakbym był dobrze skuty alkoholowo, po niezłej flaszce. Przeglądam się w lustrze, przymrużone oczy, zamulone alkoholem, kołyszę się na nogach. Co najciekawsze wiem, mam świadomość, że to tylko doświadczenie mentalne, że jestem w takim przedsionku snu, a moja śiwadomość pozwala mi to odczuwać. W pewnym momencie w łazience tyłem do mnie pojawia się postać dziewczyny w białej koszuli nocnej, ciemnych, długich włosach, stoi odwrócona do mnie plecami - jak jakaś mara senna, wtedy moja świadomość mnie wyprowadza z łazienki/przedsionka i czuję, że już wystarczy tego doświadczenia, jakby mnie ktoś za rękę wyprowadzał (takiego zapijaczonego :)) Odzyskuję standardową świadomość i wiem, że wchodzę w fazę wyjścia do OOBE.
Leżę chwilę w ciemności i zaraz zaczynają się wibracje, dość delikatne, o dziwo dziś nie słyszę muzyczki.
Po chwili wibracje się kończą, wiem, że jestem na granicy mentalno-astralnej, ale nie jestem czy już powinienem wyskakiwać, bo wibracje jakieś delikatne były ale mam wrażenie jakbym tak lekko się unosił. Nie tracę więc czasu i roluję się z łóżka. Dziś znów strasznie gumiasto i to od samego początku, ale udało się i wyszedłem.
No dobra co ja mam tu do zrobienia? Sprawdzam dostrojenie, dość słabe, oglądam dłonie - jest ok, wyglądają normalnie (dziś mają 5 palców :)) są koloru "mglisto lekko błyszcząco szarego". Liczę nawet sobie palce u obu rąk, ok wszystko się zgadza, ale dostrojenie pozostawia wiele do życzenia, może to przez zbyt szybkie wyjście? Nie wiem, następnym razem muszę chyba inaczej wyskoczyć. Jestem w pozycji przykucniętej, wołam opiekuna, MTJ-ta. Wołam mentalnie, tak jak normalnie woła się w myślach, a za chwilę staram się i wołam tak jak na jawie zwyczajnie krzycząc. Jest wyraźniej i jakoś tak bardziej doniosle ale i tak wiem, że to wrażenie znacznie różni się od tego na jawie. Wołam jeszcze ze dwa razy "Kim Jestem!?".
Nagle przechodzi mi przez świadomość, czy się tego nie boję? Mam co do tego pewne wątpliwości i tu pojawia się drugie (2) doświadczenie. Słyszę jak mi się wydaje niemiły bulgoczący można by nazwać demoniczny dźwięk/głos. Mam lekkiego pietra i jest to nieprzyjemne, natomiast uświadamiam sobie, że skoro jestem w świecie wyobraźni to jest to tylko moja kreacja. Moja pewność wzrasta a niewyraźny bulgoczący dźwięk wykształca się w coś bardziej mi znanego - to jakaś indiańska/szamańska pieśń, może wiersz śpiewnie opowiadany. Niestety nie rozumiem ni w ząb języka i odpuszczam ten szczegół. Zauważam, że w wyciągniętych przed siebie dłoniach na palcach wskazującym i środkowym obu rąk (trzymam je jak czarkę z wodą) pojawiło się białe, może z lekką poświatą niebieskiego, światło - taki płomyk, ale taki który również oświetla od wewnątrz (!) moje palce. Tu pojawia się moje trzecie (3) doświadczenie. Dumny z tego jak wcześniej udało mi się przekształcić nieprzyjemny dźwięk w coś bardziej zrozumiałego postanawiam rozjarzyć światło do większych rozmiarów, postanawiam zrobić to siłą woli. Wyrażam taką wolę i dmucham na moje dłonie tak jak się dmucha w żar ogniska aby wzniecić ogień. Chuch....
Poleciało dmuchnięcie aż miło, ale co to? Nic się nie wydarzyło! Kurcze czuję się rozczarowany, nie udało mi się, jak to? :)
Nie miałem sposobności popracować więcej ze światłem, bo mnie coś z fizyka zaczęło wybudzać i skończyła się zabawa.
Podsumowując, doświadczenie (2), to muszę jeszcze bardziej otworzyć się na doświadczenie, które mnie spotyka w OOBE, te nieprzyjemne również, aby nie dać się zdominować przez strach, ale wykazać się nieanalizującym dualistycznie zrozumieniem, wtedy świadomość szuka bardziej adekwatnego wyrazu na przekaz aby był on zrozumiany przez mój rozum.
Co do doświadczenia (3) to chyba dużo pracy przede mną jeżeli chodzi o modyfikację moich snów wg mojej woli i może nie czas aby wszystko zmieniać, a raczej trzeba iść w kierunku zrozumienia.
Friday, 25 January 2013
Dom i Domownicy
Zebrałem się w końcu do wyjścia, z nowym rokiem, nowym krokiem.
Ostatnio ustawiałem sobie budzik aby wyjść w systemie 4+1, ale jakoś nerwowo spałem i budziłem się kilka razy przed budzikiem, co powodowało, że ostatecznie go wyłączałem i rezygnowałem z wyjść.
Tym razem obudziłem się elegancko po ponad 4,5h snu bez budzika i byłem dość wyspany. Taka sposobność to naturalny głos aby wyjść. Tak też zrobiłem.
Najpierw wybudzenie - najlepiej na mnie działa 4,5h+0,5h, więc 30 min wybudzenia, potem relaksacja, na boku. Było ok, niestety po około 30min. musiałem się lekko poprawić, ale jak się poprawiłem czułem że jestem na dobrej drodze...
I tak też było, po chwili czułem, że się zbliżam, pojawiały się hipnagogi, przebiłem się przez nie i zaczęła się sączyć w dali muzyczka, jak sobie ją uświadomiłem wiedziałem, że czas się powoli zbierać. Nastąpiły wibracje, poczułem tylko przez chwilę, że to nie jest przyjemne doświadczenie i nie chciałbym w czymś takim zastygnąć na wieki. Gdy wibracje złagodniały wiedziałem, że wszedłem poza dostrojenie materialne i pora wyskoczyć z ciała. Najbardziej lubię na okrętkę tak jak kłoda w wartkim strumieniu. Tak też postąpiłem, pół obrotu poszło żwawo natomiast kolejne o dziwo jakieś "zaklejone" było. Przetoczyłem ostatnie pół obrotu jakbym naciągał kauczukową linę. Wyszedłem na podłogę, ale musiałem wyjmować powoli członki ciała bo ugrzęzły w gumie. Gdy już się uporałem z nogami i byłem wolny zacząłem proces dostrojenia - spojrzałem na moje dłonie...
Oj widzę, że fazunia słabiutka, dłonie mizerne jak jak szare mydło, jakieś 3 palczaste - ogólnie słabo. Wprowadziłem parę ćwiczeń: pocieranie rąk o podłogę - zrobiło się lepiej, natępnie oklepywanie dłońmi ud. Faza lepsza ale nadal dość średnia. Postanowiłem jednak, że to pierwsze wyjście od dłuższego czasu wiec nie będę marnował energi na walkę o dostrojenie, czas coś doświadczyć.
Zmieniłem trochę strategię zabawy w poza, bo poprzednie razy to wychodziłem i biegłem, leciałem, skakałem jak dzikus spuszczony ze smyczy, chciałem polecieć gdzieś jak najdalej, teraz chcę doświadczać bardziej szczegółowo każdego elementu który mnie otacza, bo nie ma sensu nigdzie biec i lecieć, bo wszystko się wydarza tam gdzie jesteś, więc postanowiłem zrezygnować z "pseudo dalekich" wycieczek i skupić się na otoczeniu.
Stanąłem przy łóżku i przyglądam się śpiącej żonie - zacząłem ją wołać, hej obudź się, obudź! Nie reaguje, więc siłą woli ściagam z niej jej astralną kołdrę. Przebudziła się i usiadła.
Kim ty jesteś? - pytam ją
- Jestem twoim opiekunem (lub określenie o podobnym sensie)
Trochę się zdziwiłem, ale wbrew pozorom nie aż tak bardzo.
- Powiedz mi coś w świetle miłości - zwróciłm się do niej.
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiedziała, ale nie zrozumiałem ostatniego słowa
- Powtórz, bo nie rozumiem
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiada.
Nadal nie rozumiem. Ja zwracam się do niej jakby w sposób zwerbalizowany, ale ona odpowiada mi jakby szeptem w moim uchu. Podchdzę do niej i mówię aby mi to powiedziała na drugie ucho bo szepcząc mi do tego (chyba lewego, ale straciłem orientację) nic nie rozumiem.
- Po...... (czuję jak słowa zamierają mi w gardle a usta zarastają jak podczas przesłuchania Neo w matrixie)
staram się przekazać słowa myślami. Jakoś poczło ale czuję, że dziś nie rozwinę bardziej tej umiejętności. Przytulam się więc - jest przyjemnie.
Idę do salonu. Za sofą chichocząc bawi się w chowanego moja córka. Łapię ją i się śmiejemy, przytulam ją i mówię, że to z miłości - energia jest wybitnie przyjemna i piękna. Gdy spoglądam na korytarz widzę moją córkę jak teściowe ją ubierają i przygotowują do wyjścia z domu, a jednocześnie siedzi ona ze mną na sofie. Ciekawe zjawisko. Idę na korytarz przyglądam się temu.
Tak na marginesie, wcześniej już będąc w sypialni zaobserwowałem zjawisko, że przestrzeń jest wypełniona wszelkimi "bytami" tylko sposób dostrojenia izoluje mnie od nich jak jakaś kurtyna z folii, natomiast mam świadomość, że eter jest wypełniony wrzawą wszystkiego.
Będąc już w korytarzu mam wrażenie, że mamy gości, ktoś się do nas do domu wszedł z tej całej otaczającej mnie astralnej wrzawy. Ale nie przeszkadza mi to.
O jest lusto na korytarzu - strasznie mnie intrygują te lustra, mam jeszcze z nimi niedokończoną hsitorię, ale jeszcze nie jestem na to gotowy brakuje mi energi aby się przez nie przebić.
Podchodzę do lustra, wiem że obok mnie jest gość, który się dziwnie do mnie "szczerzy"(taki dziwny, sztuczny uśmiech, nie widzę tego, ale raczej to czuję). Spogladam do lustra i nie widzę siebie, później widze jakąś szarą mgłę w rozlanym kształcie człowieka, ale już wiem, że nic z tego nie będzie.
Wtedy czuję, jak "gość" zaczyna mnie obmacywać - Przytulmy się, tak miło, oj tak - zaczyna mnie głaskać, ale robi to w pewien nachalny sposób, jakby zrywając ze mnie energię, tak jakby mnie parzył tym dotykiem. Nie jest to przyjemne! Wyrażam akt woli, że nie życzę sobie takiego dotyku, ma spadać.
Wtedy zaczynam analizować, czy to jakiś mój wewnętrzny strach i obawa spowodowała, że gość tak zareagował, czy też byt sam w ten sposób zadziałał i wywołał we mnie taką reakcję.
Jestem na skraju wyjścia do ciała, waham się czy walczyć o fazę czy wrócić do ciała. Podejmuję decyzje, że wracam.
I wóciłem. Jestem w dobrym nastroju, spradzam zegarek - nie było mnie może z 10min.
Podsumowując - faza bardzo płytka, ale i tak dość dobra jak na moje fazy po dłuższej nieobecności. Do następnego!
Ostatnio ustawiałem sobie budzik aby wyjść w systemie 4+1, ale jakoś nerwowo spałem i budziłem się kilka razy przed budzikiem, co powodowało, że ostatecznie go wyłączałem i rezygnowałem z wyjść.
Tym razem obudziłem się elegancko po ponad 4,5h snu bez budzika i byłem dość wyspany. Taka sposobność to naturalny głos aby wyjść. Tak też zrobiłem.
Najpierw wybudzenie - najlepiej na mnie działa 4,5h+0,5h, więc 30 min wybudzenia, potem relaksacja, na boku. Było ok, niestety po około 30min. musiałem się lekko poprawić, ale jak się poprawiłem czułem że jestem na dobrej drodze...
I tak też było, po chwili czułem, że się zbliżam, pojawiały się hipnagogi, przebiłem się przez nie i zaczęła się sączyć w dali muzyczka, jak sobie ją uświadomiłem wiedziałem, że czas się powoli zbierać. Nastąpiły wibracje, poczułem tylko przez chwilę, że to nie jest przyjemne doświadczenie i nie chciałbym w czymś takim zastygnąć na wieki. Gdy wibracje złagodniały wiedziałem, że wszedłem poza dostrojenie materialne i pora wyskoczyć z ciała. Najbardziej lubię na okrętkę tak jak kłoda w wartkim strumieniu. Tak też postąpiłem, pół obrotu poszło żwawo natomiast kolejne o dziwo jakieś "zaklejone" było. Przetoczyłem ostatnie pół obrotu jakbym naciągał kauczukową linę. Wyszedłem na podłogę, ale musiałem wyjmować powoli członki ciała bo ugrzęzły w gumie. Gdy już się uporałem z nogami i byłem wolny zacząłem proces dostrojenia - spojrzałem na moje dłonie...
Oj widzę, że fazunia słabiutka, dłonie mizerne jak jak szare mydło, jakieś 3 palczaste - ogólnie słabo. Wprowadziłem parę ćwiczeń: pocieranie rąk o podłogę - zrobiło się lepiej, natępnie oklepywanie dłońmi ud. Faza lepsza ale nadal dość średnia. Postanowiłem jednak, że to pierwsze wyjście od dłuższego czasu wiec nie będę marnował energi na walkę o dostrojenie, czas coś doświadczyć.
Zmieniłem trochę strategię zabawy w poza, bo poprzednie razy to wychodziłem i biegłem, leciałem, skakałem jak dzikus spuszczony ze smyczy, chciałem polecieć gdzieś jak najdalej, teraz chcę doświadczać bardziej szczegółowo każdego elementu który mnie otacza, bo nie ma sensu nigdzie biec i lecieć, bo wszystko się wydarza tam gdzie jesteś, więc postanowiłem zrezygnować z "pseudo dalekich" wycieczek i skupić się na otoczeniu.
Stanąłem przy łóżku i przyglądam się śpiącej żonie - zacząłem ją wołać, hej obudź się, obudź! Nie reaguje, więc siłą woli ściagam z niej jej astralną kołdrę. Przebudziła się i usiadła.
Kim ty jesteś? - pytam ją
- Jestem twoim opiekunem (lub określenie o podobnym sensie)
Trochę się zdziwiłem, ale wbrew pozorom nie aż tak bardzo.
- Powiedz mi coś w świetle miłości - zwróciłm się do niej.
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiedziała, ale nie zrozumiałem ostatniego słowa
- Powtórz, bo nie rozumiem
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiada.
Nadal nie rozumiem. Ja zwracam się do niej jakby w sposób zwerbalizowany, ale ona odpowiada mi jakby szeptem w moim uchu. Podchdzę do niej i mówię aby mi to powiedziała na drugie ucho bo szepcząc mi do tego (chyba lewego, ale straciłem orientację) nic nie rozumiem.
- Po...... (czuję jak słowa zamierają mi w gardle a usta zarastają jak podczas przesłuchania Neo w matrixie)
staram się przekazać słowa myślami. Jakoś poczło ale czuję, że dziś nie rozwinę bardziej tej umiejętności. Przytulam się więc - jest przyjemnie.
Idę do salonu. Za sofą chichocząc bawi się w chowanego moja córka. Łapię ją i się śmiejemy, przytulam ją i mówię, że to z miłości - energia jest wybitnie przyjemna i piękna. Gdy spoglądam na korytarz widzę moją córkę jak teściowe ją ubierają i przygotowują do wyjścia z domu, a jednocześnie siedzi ona ze mną na sofie. Ciekawe zjawisko. Idę na korytarz przyglądam się temu.
Tak na marginesie, wcześniej już będąc w sypialni zaobserwowałem zjawisko, że przestrzeń jest wypełniona wszelkimi "bytami" tylko sposób dostrojenia izoluje mnie od nich jak jakaś kurtyna z folii, natomiast mam świadomość, że eter jest wypełniony wrzawą wszystkiego.
Będąc już w korytarzu mam wrażenie, że mamy gości, ktoś się do nas do domu wszedł z tej całej otaczającej mnie astralnej wrzawy. Ale nie przeszkadza mi to.
O jest lusto na korytarzu - strasznie mnie intrygują te lustra, mam jeszcze z nimi niedokończoną hsitorię, ale jeszcze nie jestem na to gotowy brakuje mi energi aby się przez nie przebić.
Podchodzę do lustra, wiem że obok mnie jest gość, który się dziwnie do mnie "szczerzy"(taki dziwny, sztuczny uśmiech, nie widzę tego, ale raczej to czuję). Spogladam do lustra i nie widzę siebie, później widze jakąś szarą mgłę w rozlanym kształcie człowieka, ale już wiem, że nic z tego nie będzie.
Wtedy czuję, jak "gość" zaczyna mnie obmacywać - Przytulmy się, tak miło, oj tak - zaczyna mnie głaskać, ale robi to w pewien nachalny sposób, jakby zrywając ze mnie energię, tak jakby mnie parzył tym dotykiem. Nie jest to przyjemne! Wyrażam akt woli, że nie życzę sobie takiego dotyku, ma spadać.
Wtedy zaczynam analizować, czy to jakiś mój wewnętrzny strach i obawa spowodowała, że gość tak zareagował, czy też byt sam w ten sposób zadziałał i wywołał we mnie taką reakcję.
Jestem na skraju wyjścia do ciała, waham się czy walczyć o fazę czy wrócić do ciała. Podejmuję decyzje, że wracam.
I wóciłem. Jestem w dobrym nastroju, spradzam zegarek - nie było mnie może z 10min.
Podsumowując - faza bardzo płytka, ale i tak dość dobra jak na moje fazy po dłuższej nieobecności. Do następnego!
Sunday, 23 December 2012
Spontaniczne OOBE - Nie dziękuję do końca roku nie wychodzę? :)
Przechodzę obecnie okres czyszczenia duchowo-energetycznego ze swoich złych nawyków i tzw. złogów energetyczno-emocjonalnych aby "udrożnić kanały dla mocy" i ruszyć "bardziej czystą" drogą.
Obecnie staram się małymi krokami żyć w pełni świadomie każdym dniem, być świadomym chwili, pomagam bliskim, pozbywam się swojego egoizmu, medytuję, wyciągam z podświadomości to co mnie jeszcze boli i leczę to na jawie, żyję w całkowitym celibacie, rozwijam swoją wiedzę, czytam, oglądam, słucham, analizuję, ale jakoś inaczej niż kiedyś, głębiej i bardziej z serca.
Z tej przyczyny postanowiłem, że potrzebuję jeszcze trochę czasu i nie potrzebuję ekscytacji z poza. Dodatkowo ostatnie zewnętrzne zawirowania nieskoordynowanych energii np. dotyczących końca świata tworzą dziwną burzę, więc wolę nie wchodzić do tego oceanu ciężkich energii wirujących nisko nad Ziemią.
Odczuwam również obecnie, a czasem nawet pamiętam, że podczas moich snów pobieram mnóstwo ważnych lekcji, również pojawiają mi się genialne wglądy na jawie, odczuwam spokój i większa harmonię, mocno wyciszył się strach i chce to jeszcze pogłębić do końca roku i rozpocząć eksplorację astrala z nową wielką siłą od stycznia - oj czuję, że będzię się działo, już to wiem.
Między czasie dziś doświadczyłem spontanicznego wyjścia, a raczej zrezygnowałem z tego wyjścia które samoistnie nadchodziło. Opiszę krótko jak to wyglądało.
W nocy spałem w łóżku z żoną i córka. Około 4tej córka obudzima mnie i poprosiła abym przyniósł jej wody. Pomaszerowałem do kuchni, po drodze zrobiłem sobie test rzeczywistości, bo byłem strasznie zaspany, spytałem się czy jestem świadomy i spórbowałem wetknąć sobie palec w dłoń. Okazało się, że to faktycznie real, więc zrobiłem co miałem zrobić i wróciłem do łóżka z wodą. Córka zasnęła, ja jeszcze dłuższą chwilę leżałem spokojnie i czuwałem, bo czuła się słabo. Po około 30 min postanowił, że czas spać. Poszedłem po wodę do kuchni... BĘC, nagle gdy byłem w kuchni wpadłem na mój test rzeczywistości, który robiłem wczejniej, BĘĆ! Jestem w śnie - uświadomiłem sobie. Spojrzałem na swoje ręce i ciało i pomyślałem: O rany jakie to realne, jak w realu!
Zachwyciłem się tym, jakbym pierwszy raz to odkrył :)
Po tym fakcie obudziłem się, odzyskałem całkowitą świadomość, wybudziłem się. Po przebudzeniu jeszcze się uśmiechałem do siebie z tego faktu. Postanowiłem, jednak, że będę dalej spał. Położyłem się na lewym boku - na którym zazwyczaj wychodzę i pomyślałem sobie, że jestem teraz w takim stanie sennym, że można wyjść. Po krótkiej chwili pojawił się trzask i mocne wibracje. Następnie włączył się "ciąg nadświetlny", byłem świadomy i wiedzaiłęm, że jestem na skraju wyjścia wystarczyło odpuścić i sam bym wyskoczył. W tym momencie postanowiłem - o nie, nie, to ja TU decyduję i decyduję, że nie wychodzę do końca roku. Wątpliwości trwały ułamek sekundy, ale postanowienie było na tyle stanowcze że wibrację ustały, dźwięk wygasł i wybudziłem się z tego stanu umysłu.
Jestem z tego zadowolony, bo udowodniłem sobie, że mój akt woli ma ogromne znaczenie i mogę realnie decydować nawet w takim stanie, z drugiej strony było to ważne, bo było to zrobione świadomie, a nie podyktowane strachem (rezygnacja) ani głupim wykorzystaniem okazji (brak rezygnacji).
Niech żyje świadomość - Świadomy Podróżnik przez plany Jawy i Astrala to jeden z celów, dzięki któremu rozwinę Boską Świadomość :) która pozwoli mi połączyć te dwa plany, zespolić jawne z niejawnym aby powstało więcej niż suma tych części, ale o tym już w nowym poście...
Obecnie staram się małymi krokami żyć w pełni świadomie każdym dniem, być świadomym chwili, pomagam bliskim, pozbywam się swojego egoizmu, medytuję, wyciągam z podświadomości to co mnie jeszcze boli i leczę to na jawie, żyję w całkowitym celibacie, rozwijam swoją wiedzę, czytam, oglądam, słucham, analizuję, ale jakoś inaczej niż kiedyś, głębiej i bardziej z serca.
Z tej przyczyny postanowiłem, że potrzebuję jeszcze trochę czasu i nie potrzebuję ekscytacji z poza. Dodatkowo ostatnie zewnętrzne zawirowania nieskoordynowanych energii np. dotyczących końca świata tworzą dziwną burzę, więc wolę nie wchodzić do tego oceanu ciężkich energii wirujących nisko nad Ziemią.
Odczuwam również obecnie, a czasem nawet pamiętam, że podczas moich snów pobieram mnóstwo ważnych lekcji, również pojawiają mi się genialne wglądy na jawie, odczuwam spokój i większa harmonię, mocno wyciszył się strach i chce to jeszcze pogłębić do końca roku i rozpocząć eksplorację astrala z nową wielką siłą od stycznia - oj czuję, że będzię się działo, już to wiem.
Między czasie dziś doświadczyłem spontanicznego wyjścia, a raczej zrezygnowałem z tego wyjścia które samoistnie nadchodziło. Opiszę krótko jak to wyglądało.
W nocy spałem w łóżku z żoną i córka. Około 4tej córka obudzima mnie i poprosiła abym przyniósł jej wody. Pomaszerowałem do kuchni, po drodze zrobiłem sobie test rzeczywistości, bo byłem strasznie zaspany, spytałem się czy jestem świadomy i spórbowałem wetknąć sobie palec w dłoń. Okazało się, że to faktycznie real, więc zrobiłem co miałem zrobić i wróciłem do łóżka z wodą. Córka zasnęła, ja jeszcze dłuższą chwilę leżałem spokojnie i czuwałem, bo czuła się słabo. Po około 30 min postanowił, że czas spać. Poszedłem po wodę do kuchni... BĘC, nagle gdy byłem w kuchni wpadłem na mój test rzeczywistości, który robiłem wczejniej, BĘĆ! Jestem w śnie - uświadomiłem sobie. Spojrzałem na swoje ręce i ciało i pomyślałem: O rany jakie to realne, jak w realu!
Zachwyciłem się tym, jakbym pierwszy raz to odkrył :)
Po tym fakcie obudziłem się, odzyskałem całkowitą świadomość, wybudziłem się. Po przebudzeniu jeszcze się uśmiechałem do siebie z tego faktu. Postanowiłem, jednak, że będę dalej spał. Położyłem się na lewym boku - na którym zazwyczaj wychodzę i pomyślałem sobie, że jestem teraz w takim stanie sennym, że można wyjść. Po krótkiej chwili pojawił się trzask i mocne wibracje. Następnie włączył się "ciąg nadświetlny", byłem świadomy i wiedzaiłęm, że jestem na skraju wyjścia wystarczyło odpuścić i sam bym wyskoczył. W tym momencie postanowiłem - o nie, nie, to ja TU decyduję i decyduję, że nie wychodzę do końca roku. Wątpliwości trwały ułamek sekundy, ale postanowienie było na tyle stanowcze że wibrację ustały, dźwięk wygasł i wybudziłem się z tego stanu umysłu.
Jestem z tego zadowolony, bo udowodniłem sobie, że mój akt woli ma ogromne znaczenie i mogę realnie decydować nawet w takim stanie, z drugiej strony było to ważne, bo było to zrobione świadomie, a nie podyktowane strachem (rezygnacja) ani głupim wykorzystaniem okazji (brak rezygnacji).
Niech żyje świadomość - Świadomy Podróżnik przez plany Jawy i Astrala to jeden z celów, dzięki któremu rozwinę Boską Świadomość :) która pozwoli mi połączyć te dwa plany, zespolić jawne z niejawnym aby powstało więcej niż suma tych części, ale o tym już w nowym poście...
Monday, 3 December 2012
Seks, Szmarag i Krokodyl
Tym razem doświadczenie LD. Większości doświadczeń LD nie publikuję, bo są raczej osobiste to znaczy, trudno je zinterpretować zarówno przeze mnie jak i osobę na zewnątrz, natomiast to doświadczenie było na pogranicy LD i Hipnagogów. Było to kilka dni temu.
Zacząłem relaksować się przed snem, bez zamiaru OOBE, LD, bez jakiegokolwiek, raczej medytacja przed snem. Po pewnym czasie czułem, że jeszcze nie śpię, ale jestem już w obszarze przycielesnym. W głębi umysłu słyszałem kobiecy głos - treści nie pamiętam, słyszałem również mój spokojny, miarowy oddech. Obszar zafalował, zaszumiał i przyleciał z mojej prawej strony gość.
Był to wizytator raczej nieprzyjemny, może nie odrażający ale odrzucający. Postać demoniczna, taki drakula który z nietoprza przeistacza się w wampira. Przycupnął ten łysy wampir (bez zębów, nie zauważyłem ich i bez tego teatralnego ubioru - opończy, bez skrzydeł etc) po mojej lewej stronie w odległości około 1,5metra. Czułem, że to płytka faza, ale mój niepokój znacznie wzrósł przy nim. Postać się nie odzywała, tylko z szyderczym uśmieszkiem przypatrywała mi się. Mój strach zaczął narastać, usłyszałem swój coraz cięższy oddech - wtedy to usłyszałem po raz kolejny kobiecy głos: "spokojnie, tylko oddychaj...", więc oddychałem, uspokoiłem te ciężkie uczucia. Przeszedłem chyba ten test (strażnika) i teleportowało mnie na głębszą fazę. Byłem "gdzieś?" wśród zgromadzenia istot (ich form nie pamiętam). Miejsce przyjemne, jasne, istoty komunikowały się ze mną, cieszyły się, chciały abym jak najwięcej się nauczył.
Na koniec tej sesji/spotkania zostałem obdarowany wspaniałym naszyjnikiem ze srebra z gigantycznym (wielkości małej dłoni) zielonym kryształem/kamieniem szlachetny. Kamień był piękny - zielony, wielki, oszlifowany, z głębią. Przyjąłem go z wdzięcznością i wielkim zaszczytem i zadowoleniem.
Po przebudzeniu sprawdziłem co to za kryształ/kamień - we śnie nawet nie wiedziałem, że to Szmaragd, gdyż w realu nie interesuję się kamieniami szlachetnymi i kryształami - i jakie ma energetyczne właściwości, gdyż nigdy nie czytałem o szmaragdach i nie miałem o tym żadnego pojęcia.
To co w pierwszej kolejności znalazłem:
SZMARAGD - Jego czysta, zielona barwa symbolizuje siły wzrostu i regeneracji na wszystkich płaszczyzna w ciele, myśleniu oraz działaniu. Zawiera w sobie całą zieleń przyrody i krystalizuje ją w sobie jako substancję życia. Swoim delikatnym promieniowaniem wpływa przede wszystkim na energetyczne ciała człowieka i uwalnia z nich chorobotwórcze energie, zatory oraz blokady. Łączy szczególnie z siłami przyrody i pozwala przeżyć jej piękno, otwiera również świadomość dla działania istot naturalnych, których zadaniem jest troska o wzrost 1 rozwój wszelkich stworzeń na Ziemi. Uczy wykonywania zadań życiowych w harmonii z naturalnymi siłami wzrostu i odnowy, dla dobra całego Wszechświata. U człowieka, działającego zgodnie z siłami natury, otwiera się bogactwo i obfitość, jaka ofiarowuje Ziemia. Dochodzi do regeneracji ciała i duszy, przeżywania nowego narodzenia w zdrowe życie, gdzie dominuje miłość i harmonia.
W Egipcie poświęcony był bogini Izydzie - matce bogów (Horusa), opiekunce kobiet i domowego ogniska. Dobra moc zielonego kamienia chroniła kobietę i niemowle od słabości, złej magii i demonów.
Kontynuując wątek:
IZYDA: w mitologii egipskiej bogini płodności, opiekunka rodzin. Jedno z wcieleń Wielkiej Macierzy; utożsamiana później z grecką Demeter. Jej świętym zwierzęciem była krowa.
Obok kultu publicznego pod koniec okresu helleńskiego powstały misteria na cześć Izydy. Kult misteryjny zarezerwowany był dla wtajemniczonych, miał charakter ezoteryczny, opierał się na wierze w zmartwychwstanie po śmierci (tak jak zmartwychwstał dzięki Izydzie Ozyrys).
---
Piękne są te symbole we snach - zaczyna mnie to mocno kręcić, a wracając do snu to obdarowanie mnie Szmaragdem nie było końcem akcji.
Zostałem wysłany na pewną planetę, leciałem do niej, zbliżałem się, gdy byłem już nad powierzchnią zobaczyłem na tej ziemi mnóstwo ciał wijących się w seksualnej ekstazie. Te ciała to były raczej jakieś części ciała, robaki(?), które w wielkich swoich zbiorowiskach zaspokajały się seksualnie. Nie była to typowo ludzka kopulacja, ale jakaś robacza masturbacja. W pewnym momencie, gdy już byłem blisko "TEGO", jakiś członek/macka próbowała mnie wciągnąć do tej "gry", wyczuły nową energię, którą chciały się masturbować i ją chłonąć. Wycofałem się z tego z obrzydzeniem. Moja projekcja do lekcji została skończona.
Myślę, że w tym śnie otrzymałem od żeńskiej energi (IZYDY) po pierwsze wsparcie/pomoc (szmaragd) w odstraszaniu demonów, po drugie pokazano mi prawdziwą naturę larw żerujących na niskich emocjach seksualnych i dostałem możliwość konforntacji na tym poziomie energetyczny.
Sen był na prawdę niesamowity.
Zacząłem relaksować się przed snem, bez zamiaru OOBE, LD, bez jakiegokolwiek, raczej medytacja przed snem. Po pewnym czasie czułem, że jeszcze nie śpię, ale jestem już w obszarze przycielesnym. W głębi umysłu słyszałem kobiecy głos - treści nie pamiętam, słyszałem również mój spokojny, miarowy oddech. Obszar zafalował, zaszumiał i przyleciał z mojej prawej strony gość.
Był to wizytator raczej nieprzyjemny, może nie odrażający ale odrzucający. Postać demoniczna, taki drakula który z nietoprza przeistacza się w wampira. Przycupnął ten łysy wampir (bez zębów, nie zauważyłem ich i bez tego teatralnego ubioru - opończy, bez skrzydeł etc) po mojej lewej stronie w odległości około 1,5metra. Czułem, że to płytka faza, ale mój niepokój znacznie wzrósł przy nim. Postać się nie odzywała, tylko z szyderczym uśmieszkiem przypatrywała mi się. Mój strach zaczął narastać, usłyszałem swój coraz cięższy oddech - wtedy to usłyszałem po raz kolejny kobiecy głos: "spokojnie, tylko oddychaj...", więc oddychałem, uspokoiłem te ciężkie uczucia. Przeszedłem chyba ten test (strażnika) i teleportowało mnie na głębszą fazę. Byłem "gdzieś?" wśród zgromadzenia istot (ich form nie pamiętam). Miejsce przyjemne, jasne, istoty komunikowały się ze mną, cieszyły się, chciały abym jak najwięcej się nauczył.
Na koniec tej sesji/spotkania zostałem obdarowany wspaniałym naszyjnikiem ze srebra z gigantycznym (wielkości małej dłoni) zielonym kryształem/kamieniem szlachetny. Kamień był piękny - zielony, wielki, oszlifowany, z głębią. Przyjąłem go z wdzięcznością i wielkim zaszczytem i zadowoleniem.
Po przebudzeniu sprawdziłem co to za kryształ/kamień - we śnie nawet nie wiedziałem, że to Szmaragd, gdyż w realu nie interesuję się kamieniami szlachetnymi i kryształami - i jakie ma energetyczne właściwości, gdyż nigdy nie czytałem o szmaragdach i nie miałem o tym żadnego pojęcia.
To co w pierwszej kolejności znalazłem:
SZMARAGD - Jego czysta, zielona barwa symbolizuje siły wzrostu i regeneracji na wszystkich płaszczyzna w ciele, myśleniu oraz działaniu. Zawiera w sobie całą zieleń przyrody i krystalizuje ją w sobie jako substancję życia. Swoim delikatnym promieniowaniem wpływa przede wszystkim na energetyczne ciała człowieka i uwalnia z nich chorobotwórcze energie, zatory oraz blokady. Łączy szczególnie z siłami przyrody i pozwala przeżyć jej piękno, otwiera również świadomość dla działania istot naturalnych, których zadaniem jest troska o wzrost 1 rozwój wszelkich stworzeń na Ziemi. Uczy wykonywania zadań życiowych w harmonii z naturalnymi siłami wzrostu i odnowy, dla dobra całego Wszechświata. U człowieka, działającego zgodnie z siłami natury, otwiera się bogactwo i obfitość, jaka ofiarowuje Ziemia. Dochodzi do regeneracji ciała i duszy, przeżywania nowego narodzenia w zdrowe życie, gdzie dominuje miłość i harmonia.
W Egipcie poświęcony był bogini Izydzie - matce bogów (Horusa), opiekunce kobiet i domowego ogniska. Dobra moc zielonego kamienia chroniła kobietę i niemowle od słabości, złej magii i demonów.
Kontynuując wątek:
IZYDA: w mitologii egipskiej bogini płodności, opiekunka rodzin. Jedno z wcieleń Wielkiej Macierzy; utożsamiana później z grecką Demeter. Jej świętym zwierzęciem była krowa.
Obok kultu publicznego pod koniec okresu helleńskiego powstały misteria na cześć Izydy. Kult misteryjny zarezerwowany był dla wtajemniczonych, miał charakter ezoteryczny, opierał się na wierze w zmartwychwstanie po śmierci (tak jak zmartwychwstał dzięki Izydzie Ozyrys).
---
Piękne są te symbole we snach - zaczyna mnie to mocno kręcić, a wracając do snu to obdarowanie mnie Szmaragdem nie było końcem akcji.
Zostałem wysłany na pewną planetę, leciałem do niej, zbliżałem się, gdy byłem już nad powierzchnią zobaczyłem na tej ziemi mnóstwo ciał wijących się w seksualnej ekstazie. Te ciała to były raczej jakieś części ciała, robaki(?), które w wielkich swoich zbiorowiskach zaspokajały się seksualnie. Nie była to typowo ludzka kopulacja, ale jakaś robacza masturbacja. W pewnym momencie, gdy już byłem blisko "TEGO", jakiś członek/macka próbowała mnie wciągnąć do tej "gry", wyczuły nową energię, którą chciały się masturbować i ją chłonąć. Wycofałem się z tego z obrzydzeniem. Moja projekcja do lekcji została skończona.
Myślę, że w tym śnie otrzymałem od żeńskiej energi (IZYDY) po pierwsze wsparcie/pomoc (szmaragd) w odstraszaniu demonów, po drugie pokazano mi prawdziwą naturę larw żerujących na niskich emocjach seksualnych i dostałem możliwość konforntacji na tym poziomie energetyczny.
Sen był na prawdę niesamowity.
Wednesday, 17 October 2012
Zaprogramowany LĘK?
Jak widać nie mogę się zebrać aby coś napisać, a związane jest to z brakiem wyjść. Brak wyjść jest związany z niechęcia do wychodzenia niż niemożliwością.
Skąd ta niechęć? Przecież tak dobrze mi szło...
Niechęć - to strach, który jakoś mi się wprogramował, a może go po prostu odkryłem i wydobyłem z warstwy nieuświadomionej. Może nie jakoś tylko przez pewne doświadczenie.
Zawsze miałem pewien dreszczyk emocji przy wychodzeniu w oobe i jakiś strach ale nie bałem się go przezwyciężyć, nawet po dość męczących doświadczeniach oobe.
Tym razem to nie OOBE ale Ayahuaska...
No cóż, chciałem to dostałem - miałem 3 sesje z Aya (wcześniej nie miałem żadnych doświadczeń z takimi narkotykami ani LSD, Psylo etc) prawie 2 m-ce temu.
Byłem dobrze przygotowany, sesje pod względem fizycznym przeżyłem niemal wzorowo - psychicznie było bardziej obciążające.
Tu moja refleksja OOBE vs Aya
1. W OOBE czuję się bezpieczniej, mam wrażenie że mam bardziej czystą świadomość, przy Aya mam wrażenie jak coś mi się dokleja (jakaś osobowość/duch Aya, mam nawet takie wrażenie przy Marihuanie) i przedstawienie nie jest do końca "moje", nie mam tzw. pełnej WOLNEJ WOLI! (moja interpretacja jest taka, że już przez samo przyjęcie narkotyku wyrażam pozwolenie - akt woli, na wpuszczenie jakiegoś bytu, tu "ducha ayahuaski" aby mnie zabrał w podróż, w oobe najpierw wychodze a później rozmawiam z duchami.)
2. Wglądy, wizje, wnioski po Aya bardzo treściwe i wartoścowe, choć doświadczenia były raczej trudne (np. przeżycie własnej śmierci, dehydracja ciała w glebie, rozłożenie i rozsypanie się ciała w proch w glebie), nie przeżyłem żadnych tzw. miłych chwil w Aya, raczej ciężkie, mroczne, jakieś takie obce i zimne, a jak były kolorowe i wzniosłe to raczej odczuwałem je jako plastikowe i mdłe - to mnie chyba rozbiło. Nie mam zamiaru ani potrzeby wyruszać razem z Aya na kolejną wyprawę - ogólnie to co zrozumiałem to to że liczy się TU i Teraz oraz Kreacja a nie iluzoryczne wyprawy w nieznane.
3. Natomiast wiedziałem, że zostałem ZABLOKOWANY przez Aya w tym doświadczeniu w pewnej przestrzeni. Nie mogłem wyruszyć dalej niż obszar związany z ludzkim życiem (ludzka karma -narodziny, śmierć, przestrzeń pośmiertna ale jakaś niezbyt odległa energetycznie od ludzkiego losu, nawet bliski kosmos), mimo, że miałem chęć, wolę i próbowałem "walczyć" to podczas tego doświadczenia w przestrzeni astralnej trafiałem na swego rodzaju zasieki, jakby niewidzialny pas asteroidów poza orbitą Ziemi (to w przypadku gdy chciałem zwiać w kosmos od ziemskiego Ego, no może nie zwiać ale odlecieć, zwiedzić coś innego), a z innej strony jak chciałem to ugryźć to byłem uwięziony jakby w bańce odradzania się - wizja gorejącego astralnego trupa, cierpiącego męki piekielne.
Wcześniej byłem karmiony pięknymi, kolorowymi wizjami wzlotu do "nieba" i "bogów", byłem jednym z nich, zasiadałem na tronie, obserwowałem proces narodzin, tworzenia życia, ale to była takie cukierkowe i plastikowe (raczej ta wizja mnie mdliła jak przesłodzona landryna niż wywoływała piękne uczucia w sercu) i gdy "olewałem" te wizje, chciałem zobaczyć szerszy wgląd we wszechświat - dostawałem BANA!
Pojawiały się powyższe wizje blokujące czy to podróż w kosmos czy w głąb siebie. Byłem w BAŃCE!
Na zewnątrz ograniczały mnie jakieś sztucznie stworzone pasy astralnych asteroidów/zasieków na orbicie, a wewnątrz cykl narodzin i śmierci oraz w przypadku rezygnacji z tego wizja "męki piekielnej".
Dobrze że mam blog, jak to się przeleje na słowo pisane to pomaga, wyrzuca się po części tę ciężką energię z siebie, coś się wewnątrz rozświetla! Rodzi się niezgoda na BAŃKĘ! Tak - chcę konfrontacji!
4. W OOBE niczego takiego nie doświadczyłem, były to w miarę zrównoważone wizje, a może NIE! - raczej tylko spokojne bez zmagania się ze śmiercią i trudnymi tematami - unikałem ich, tworzyłem swoją bańkę bezpieczeństwa, a Aya dała mi możliwość doświadczenia na odwrót - zostałem włożony do mojej ANTYBAŃKI bezpieczeństwa, ta bańka stałą się odwrotnością komfortu. Dopiero teraz sobie to uświadomiłem.
Tak, więc nie widzę na razie sensu w wychodzeniu w OOBE dopóki nie nabiorę sił aby skonfrontowac się w OOBE z wizjami które miałem zaaplikowane w Ayahuasce. Chcę być gotowy na doświadczenia w pełni, a nie izolować się od cięzkich tematów - w końcu to też PRAWDA, a prawda jest najważniejsza :)
Wiem, że do póki nie będę gotowy na taką konfrontację to reszta to tylko zabaweczka.
5. Czy ten lęk jest prawdziwy? Czy został mi tylko wprogramowany?
Uważam, że jest prawdziwy, został wprogramowany przez całe moje życie kroczek po kroczku przez środowisko, religie, styl życia etc, wypłynął po prostu do warstwy uświadomionej, wcześniej był tylko negowany i wypierany, uważałem, że go nie ma, że się tego nie boję.
Lęk ten to:
- obawa przed spotkaniem innych cywilizacji/istot.energii kosmicznych, strach przed ich tzw. negatywnym wpływem i przed całkowicie inną/nieznaną koncepcją życia
- strach przed śmiercią i utknięcie w nieświadomym kołowrocie karmy i bezsensownych, nieświadomych żywotów
- strach przed zawieszeniem się mojej świadomości/duszy po śmierci w "martwym piekielnym punkcie wiecznej wegetacji i cierpienia niefizycznego"
Mam więc poważne wyzwanie i chyba o to chodziło, bo wcześniej już nie widziałem sensu w tych podróżach. Jeszcze nie wiem kiedy to nastąpi ale wiem, że nastąpi albo w OOBE albo po śmierci.
Wierzę, że w OOBE i bedę jeszcze to mógł tu opisać i wydobyć się z bańki.
Skąd ta niechęć? Przecież tak dobrze mi szło...
Niechęć - to strach, który jakoś mi się wprogramował, a może go po prostu odkryłem i wydobyłem z warstwy nieuświadomionej. Może nie jakoś tylko przez pewne doświadczenie.
Zawsze miałem pewien dreszczyk emocji przy wychodzeniu w oobe i jakiś strach ale nie bałem się go przezwyciężyć, nawet po dość męczących doświadczeniach oobe.
Tym razem to nie OOBE ale Ayahuaska...
No cóż, chciałem to dostałem - miałem 3 sesje z Aya (wcześniej nie miałem żadnych doświadczeń z takimi narkotykami ani LSD, Psylo etc) prawie 2 m-ce temu.
Byłem dobrze przygotowany, sesje pod względem fizycznym przeżyłem niemal wzorowo - psychicznie było bardziej obciążające.
Tu moja refleksja OOBE vs Aya
1. W OOBE czuję się bezpieczniej, mam wrażenie że mam bardziej czystą świadomość, przy Aya mam wrażenie jak coś mi się dokleja (jakaś osobowość/duch Aya, mam nawet takie wrażenie przy Marihuanie) i przedstawienie nie jest do końca "moje", nie mam tzw. pełnej WOLNEJ WOLI! (moja interpretacja jest taka, że już przez samo przyjęcie narkotyku wyrażam pozwolenie - akt woli, na wpuszczenie jakiegoś bytu, tu "ducha ayahuaski" aby mnie zabrał w podróż, w oobe najpierw wychodze a później rozmawiam z duchami.)
2. Wglądy, wizje, wnioski po Aya bardzo treściwe i wartoścowe, choć doświadczenia były raczej trudne (np. przeżycie własnej śmierci, dehydracja ciała w glebie, rozłożenie i rozsypanie się ciała w proch w glebie), nie przeżyłem żadnych tzw. miłych chwil w Aya, raczej ciężkie, mroczne, jakieś takie obce i zimne, a jak były kolorowe i wzniosłe to raczej odczuwałem je jako plastikowe i mdłe - to mnie chyba rozbiło. Nie mam zamiaru ani potrzeby wyruszać razem z Aya na kolejną wyprawę - ogólnie to co zrozumiałem to to że liczy się TU i Teraz oraz Kreacja a nie iluzoryczne wyprawy w nieznane.
3. Natomiast wiedziałem, że zostałem ZABLOKOWANY przez Aya w tym doświadczeniu w pewnej przestrzeni. Nie mogłem wyruszyć dalej niż obszar związany z ludzkim życiem (ludzka karma -narodziny, śmierć, przestrzeń pośmiertna ale jakaś niezbyt odległa energetycznie od ludzkiego losu, nawet bliski kosmos), mimo, że miałem chęć, wolę i próbowałem "walczyć" to podczas tego doświadczenia w przestrzeni astralnej trafiałem na swego rodzaju zasieki, jakby niewidzialny pas asteroidów poza orbitą Ziemi (to w przypadku gdy chciałem zwiać w kosmos od ziemskiego Ego, no może nie zwiać ale odlecieć, zwiedzić coś innego), a z innej strony jak chciałem to ugryźć to byłem uwięziony jakby w bańce odradzania się - wizja gorejącego astralnego trupa, cierpiącego męki piekielne.
Wcześniej byłem karmiony pięknymi, kolorowymi wizjami wzlotu do "nieba" i "bogów", byłem jednym z nich, zasiadałem na tronie, obserwowałem proces narodzin, tworzenia życia, ale to była takie cukierkowe i plastikowe (raczej ta wizja mnie mdliła jak przesłodzona landryna niż wywoływała piękne uczucia w sercu) i gdy "olewałem" te wizje, chciałem zobaczyć szerszy wgląd we wszechświat - dostawałem BANA!
Pojawiały się powyższe wizje blokujące czy to podróż w kosmos czy w głąb siebie. Byłem w BAŃCE!
Na zewnątrz ograniczały mnie jakieś sztucznie stworzone pasy astralnych asteroidów/zasieków na orbicie, a wewnątrz cykl narodzin i śmierci oraz w przypadku rezygnacji z tego wizja "męki piekielnej".
Dobrze że mam blog, jak to się przeleje na słowo pisane to pomaga, wyrzuca się po części tę ciężką energię z siebie, coś się wewnątrz rozświetla! Rodzi się niezgoda na BAŃKĘ! Tak - chcę konfrontacji!
4. W OOBE niczego takiego nie doświadczyłem, były to w miarę zrównoważone wizje, a może NIE! - raczej tylko spokojne bez zmagania się ze śmiercią i trudnymi tematami - unikałem ich, tworzyłem swoją bańkę bezpieczeństwa, a Aya dała mi możliwość doświadczenia na odwrót - zostałem włożony do mojej ANTYBAŃKI bezpieczeństwa, ta bańka stałą się odwrotnością komfortu. Dopiero teraz sobie to uświadomiłem.
Tak, więc nie widzę na razie sensu w wychodzeniu w OOBE dopóki nie nabiorę sił aby skonfrontowac się w OOBE z wizjami które miałem zaaplikowane w Ayahuasce. Chcę być gotowy na doświadczenia w pełni, a nie izolować się od cięzkich tematów - w końcu to też PRAWDA, a prawda jest najważniejsza :)
Wiem, że do póki nie będę gotowy na taką konfrontację to reszta to tylko zabaweczka.
5. Czy ten lęk jest prawdziwy? Czy został mi tylko wprogramowany?
Uważam, że jest prawdziwy, został wprogramowany przez całe moje życie kroczek po kroczku przez środowisko, religie, styl życia etc, wypłynął po prostu do warstwy uświadomionej, wcześniej był tylko negowany i wypierany, uważałem, że go nie ma, że się tego nie boję.
Lęk ten to:
- obawa przed spotkaniem innych cywilizacji/istot.energii kosmicznych, strach przed ich tzw. negatywnym wpływem i przed całkowicie inną/nieznaną koncepcją życia
- strach przed śmiercią i utknięcie w nieświadomym kołowrocie karmy i bezsensownych, nieświadomych żywotów
- strach przed zawieszeniem się mojej świadomości/duszy po śmierci w "martwym piekielnym punkcie wiecznej wegetacji i cierpienia niefizycznego"
Mam więc poważne wyzwanie i chyba o to chodziło, bo wcześniej już nie widziałem sensu w tych podróżach. Jeszcze nie wiem kiedy to nastąpi ale wiem, że nastąpi albo w OOBE albo po śmierci.
Wierzę, że w OOBE i bedę jeszcze to mógł tu opisać i wydobyć się z bańki.
Saturday, 18 August 2012
Mocne uderzenie
Uuuu, no to się w końcu coś zadziało!
Nie miałem ostatnio motywacji do wyjść, ale w końcu to są jedne z ważniejszych doświadczeń życia, więc skoro mam możliwość to trzeba korzystać.
Przed wczoraj udało mi się wyskoczyć - wyjście standardowe w moim wypadku czyli przez wytoczenie na bok. Było ty wyjście po długiej przerwie i niestety niewiele zostało mi w głowie z tego wyjścia, gdyż po powrocie zapadłem w sen.
Najważniejsze jednak, że pamiętam dzisiejsze wyjście, więc do rzeczy:
Zaczęło się jak zawsze - leżąc na boku poczułem, że zbliża się czas wyskoczenia. Byłem świadomy, pojawiły się wibracje, tym razem były mocno konkretne, trzepało mnie niemal jak w padaczce. Nie było to przyjemne doświadczenie, natomiast nie pojawił się strach bo wiedziałem czego moge się spodziewać oraz byłem mocno zmotywowany. Wyskoczyłem inaczej niż zwykle - przez przewrót do tyłu.
Na początek ćwiczenia "gimnastyczne"- dostrajające: rączki-rączki pocieranie ect. Dostrojenie wyszło bardzo dobrze - widzaiałem bardzo wyraźnie swoje ciało.
W tym momencie mam lekko zagięty czas zdarzeń - to znaczy nie bardzo moge poskładać w czasie liniowym pewne wydarzenia... Załóżmy, że to się wydarzył po dostrojeniu, ale w jakiejś dziurze czasowej.
Wzywałem mojego Opiekuna, chyba się doczekałem, gdzieś mnie wessało i zacząłem brać udział w lekcji...
Zgodnie ze wskazówkami zacząłem energetyzować swoje ciało od stóp w górę, zobaczyłem jak moje ciało zbudowane jest złotej energii, przepływ tej energii powodował wręcz niewyobrażalną rozkosz, taką której nie mogłem chyba znieść, gdy fala energii pojawiła się w okolicach podbrzusza wymiękłem, czułem że energia mnie rozerwie to było hiper kosmiczne, nigdy w życiu nie przeżyłem tak intensywnego uczucia przyjemności, jakby prąd płynął przez moje ciało - rozkoszny prąd...
Wtedy chyba powróciłem do OSPUO. Wyszedłem przez okno i skoczyłem z balkonu w kałużę na ulicy. Zastanawiałem się co robić dalej - całkowicie zapomniałem o powyższym doświadczeniu, jakby nigdy się to nie wydarzyło. Nagle wiuuu! Wylądowałem na brzuchu, twarzą wpadłem jakby w kupkę liści.
"Masz to zapamiętać!" to był przekaz. Przypomniałem sobie. Niezły agent z tego mojego Opiekuna, to nie było delikatne napomnienie ale stanowcze, mocne polecenie wręcz huknięcie na mnie - nie tak wyobrażałem sobie kontakt z kolegą. No ale jak ktoś się zachowuje jak dzieciak w cukierni zamiast poszukać kierownika tego sklepiku i czegoś się nauczyć to tak trzeba.
Następnie zacząłem się włóczyć po jakimś parku, pragnąłem skontaktować się z opiekunem, wołałem go. Po parku chodzili jacyś ludzie ale nie zwracałem na nich uwagi. Oparłem się o wierzbę i pomyślałem, że może wierzba mi pomoże.
Pojawiłem się na jakimś balu na statku, wokół tańczące pary, tańce raczej klasyczne, poczułem chęć na seks (to właśnie to zachowanie dzieciaka w cukierni, zamiast czegoś się uczyć, pytać, to ja to....). Podszedłem do tańczącej pary, odbiłem kobietę, wtedy jakby część z tych osób wiedziała o co mi chodzi i zaczęli podchodzic inni aby również uczestniczyć w seksie. Ok, czemu nie, może być i orgietka, ale brakuje mi tu jeszcze fajnych dziewczyn. Wtedy pojawiła się moja dawna znajoma - atrakcyjna, stwierdziłem super, ruszamy. Z całą banda ruszyliśmy szukać jakiejś ustronnej kajuty, gdy otworzyłem ciemną kajutę, obudziłem kogoś tam śpiącego i ten ktoś mnie rozpoznał - chyba jakoś się tym przejąłem i się obudziłem.
Było już jasno, moja żona nie spała, córka również, oglądały telewizję. Leciał jakiś dziwny film - dwóch nagich facetów, biały i czarny stali w antycznej łaźni greckiej, a dwie kobiety ich obmywały z jakiejś gliny, maseczki etc. woda spływała po ich nagich ciałach razem z glinką. Kobiety zbierały tę wodę spływającą z ich penisów do dzbanków, a następnie zaspokajały ich od czasu to czasu oralnie.
Hmmm, okej jestem otwarty ale chyba moja 5letnia córka nie musi jeszcze oglądać takich filmów, postanowiłem porozmawiać z moją żoną, która spokojnie siedziała w łóżku, popijała herbatę i ... paliła papierosa. Kurcze to śmieszne pomyślałem sobie, moja żona nie pali, a wręcz jest wrogiem palenia. Wtedy zorientowałem się, że obudziłem się... we śnie, że to kolejny sen jakby we wcześniejszym śnie, a byłem przekonany, że jestem w rzeczywistości. Ale absurd.
Przypomniałem sobie technikę Darka Sugiera "Neuro Przesunięcie" (link) i stanąłem przed ścianą, skupiłem się na jakiejś kropce farby i władowałem w to całą agresję i negatywną energie aby rozerwać zasłonę OSPUO i popłynąć dalej.
Po tej akcji poczułem się lekko nieswojo, ale poczułem też, że zaczyna się dziać coś niedobrego, zbliża się jakiś wielki syf! Myślę sobie ok, spokojnie załadowałem negatywa, teraz dla równowagi trochę pozytywnej energii, trochę miłości i będzie ok. Nie mogłem jednak zbyt wiele wygenerować, byłem jakby lekko sparaliżowany uczuciowo, zacząłem w desperacji przyśpiewywać piosenkę "...Dzień dobry kocham Cię, już posmarowałem Tobą chleb..." nomen omen Strachy na Lachy :) (link)
Pomogło ale niewiele, tyle co kropla deszczu na rozpalone ognisko, czułem że zbliża się jakaś fala do mnie i nie będzie to przyjemne. Postanowiłem w opcji pt. "spier...amy!" ewakuować się szybciutko do świata fizycznego.
Zacząłem wypływać - okazało się, że nie byłem płytko gdzieś w OSPUO i jak zawsze myk i jestem w ciele fizycznym obudzony, ale zacząłem lecieć - raczej wynurzać się. Gdy poczułem, że jestem blisko obudzenia się i ciała fizycznego wpadłem w jakiś astralny muł - czytaj koszmar. To tak jakby wynurzyć się w plamę ropy naftowej.
W tym astralu blisko ciała fizycznego przemknąłem przez jakieś kreatury (drako, duchy etc) które były bardzo nieprzyjemne - przekładając na język fizycznych doznań naszego świata to coś jakby mlaskały, ssały, zgrzytały zębami, ja poczułem, że tez zgrzytam z tego wszystkiego zębami, a zęby mi się ścierają jak bym je wrzucił do jakiegoś kwasu. Na szczęście było to raczej przemknięcie niż dłuższa konfrontacja, otarłem się po prostu i obudziłem. Było jasno.
Zacząłem sobie przypominać co mi się wydarzyło.
Nie miałem ostatnio motywacji do wyjść, ale w końcu to są jedne z ważniejszych doświadczeń życia, więc skoro mam możliwość to trzeba korzystać.
Przed wczoraj udało mi się wyskoczyć - wyjście standardowe w moim wypadku czyli przez wytoczenie na bok. Było ty wyjście po długiej przerwie i niestety niewiele zostało mi w głowie z tego wyjścia, gdyż po powrocie zapadłem w sen.
Najważniejsze jednak, że pamiętam dzisiejsze wyjście, więc do rzeczy:
Zaczęło się jak zawsze - leżąc na boku poczułem, że zbliża się czas wyskoczenia. Byłem świadomy, pojawiły się wibracje, tym razem były mocno konkretne, trzepało mnie niemal jak w padaczce. Nie było to przyjemne doświadczenie, natomiast nie pojawił się strach bo wiedziałem czego moge się spodziewać oraz byłem mocno zmotywowany. Wyskoczyłem inaczej niż zwykle - przez przewrót do tyłu.
Na początek ćwiczenia "gimnastyczne"- dostrajające: rączki-rączki pocieranie ect. Dostrojenie wyszło bardzo dobrze - widzaiałem bardzo wyraźnie swoje ciało.
W tym momencie mam lekko zagięty czas zdarzeń - to znaczy nie bardzo moge poskładać w czasie liniowym pewne wydarzenia... Załóżmy, że to się wydarzył po dostrojeniu, ale w jakiejś dziurze czasowej.
Wzywałem mojego Opiekuna, chyba się doczekałem, gdzieś mnie wessało i zacząłem brać udział w lekcji...
Zgodnie ze wskazówkami zacząłem energetyzować swoje ciało od stóp w górę, zobaczyłem jak moje ciało zbudowane jest złotej energii, przepływ tej energii powodował wręcz niewyobrażalną rozkosz, taką której nie mogłem chyba znieść, gdy fala energii pojawiła się w okolicach podbrzusza wymiękłem, czułem że energia mnie rozerwie to było hiper kosmiczne, nigdy w życiu nie przeżyłem tak intensywnego uczucia przyjemności, jakby prąd płynął przez moje ciało - rozkoszny prąd...
Wtedy chyba powróciłem do OSPUO. Wyszedłem przez okno i skoczyłem z balkonu w kałużę na ulicy. Zastanawiałem się co robić dalej - całkowicie zapomniałem o powyższym doświadczeniu, jakby nigdy się to nie wydarzyło. Nagle wiuuu! Wylądowałem na brzuchu, twarzą wpadłem jakby w kupkę liści.
"Masz to zapamiętać!" to był przekaz. Przypomniałem sobie. Niezły agent z tego mojego Opiekuna, to nie było delikatne napomnienie ale stanowcze, mocne polecenie wręcz huknięcie na mnie - nie tak wyobrażałem sobie kontakt z kolegą. No ale jak ktoś się zachowuje jak dzieciak w cukierni zamiast poszukać kierownika tego sklepiku i czegoś się nauczyć to tak trzeba.
Następnie zacząłem się włóczyć po jakimś parku, pragnąłem skontaktować się z opiekunem, wołałem go. Po parku chodzili jacyś ludzie ale nie zwracałem na nich uwagi. Oparłem się o wierzbę i pomyślałem, że może wierzba mi pomoże.
Pojawiłem się na jakimś balu na statku, wokół tańczące pary, tańce raczej klasyczne, poczułem chęć na seks (to właśnie to zachowanie dzieciaka w cukierni, zamiast czegoś się uczyć, pytać, to ja to....). Podszedłem do tańczącej pary, odbiłem kobietę, wtedy jakby część z tych osób wiedziała o co mi chodzi i zaczęli podchodzic inni aby również uczestniczyć w seksie. Ok, czemu nie, może być i orgietka, ale brakuje mi tu jeszcze fajnych dziewczyn. Wtedy pojawiła się moja dawna znajoma - atrakcyjna, stwierdziłem super, ruszamy. Z całą banda ruszyliśmy szukać jakiejś ustronnej kajuty, gdy otworzyłem ciemną kajutę, obudziłem kogoś tam śpiącego i ten ktoś mnie rozpoznał - chyba jakoś się tym przejąłem i się obudziłem.
Było już jasno, moja żona nie spała, córka również, oglądały telewizję. Leciał jakiś dziwny film - dwóch nagich facetów, biały i czarny stali w antycznej łaźni greckiej, a dwie kobiety ich obmywały z jakiejś gliny, maseczki etc. woda spływała po ich nagich ciałach razem z glinką. Kobiety zbierały tę wodę spływającą z ich penisów do dzbanków, a następnie zaspokajały ich od czasu to czasu oralnie.
Hmmm, okej jestem otwarty ale chyba moja 5letnia córka nie musi jeszcze oglądać takich filmów, postanowiłem porozmawiać z moją żoną, która spokojnie siedziała w łóżku, popijała herbatę i ... paliła papierosa. Kurcze to śmieszne pomyślałem sobie, moja żona nie pali, a wręcz jest wrogiem palenia. Wtedy zorientowałem się, że obudziłem się... we śnie, że to kolejny sen jakby we wcześniejszym śnie, a byłem przekonany, że jestem w rzeczywistości. Ale absurd.
Przypomniałem sobie technikę Darka Sugiera "Neuro Przesunięcie" (link) i stanąłem przed ścianą, skupiłem się na jakiejś kropce farby i władowałem w to całą agresję i negatywną energie aby rozerwać zasłonę OSPUO i popłynąć dalej.
Po tej akcji poczułem się lekko nieswojo, ale poczułem też, że zaczyna się dziać coś niedobrego, zbliża się jakiś wielki syf! Myślę sobie ok, spokojnie załadowałem negatywa, teraz dla równowagi trochę pozytywnej energii, trochę miłości i będzie ok. Nie mogłem jednak zbyt wiele wygenerować, byłem jakby lekko sparaliżowany uczuciowo, zacząłem w desperacji przyśpiewywać piosenkę "...Dzień dobry kocham Cię, już posmarowałem Tobą chleb..." nomen omen Strachy na Lachy :) (link)
Pomogło ale niewiele, tyle co kropla deszczu na rozpalone ognisko, czułem że zbliża się jakaś fala do mnie i nie będzie to przyjemne. Postanowiłem w opcji pt. "spier...amy!" ewakuować się szybciutko do świata fizycznego.
Zacząłem wypływać - okazało się, że nie byłem płytko gdzieś w OSPUO i jak zawsze myk i jestem w ciele fizycznym obudzony, ale zacząłem lecieć - raczej wynurzać się. Gdy poczułem, że jestem blisko obudzenia się i ciała fizycznego wpadłem w jakiś astralny muł - czytaj koszmar. To tak jakby wynurzyć się w plamę ropy naftowej.
W tym astralu blisko ciała fizycznego przemknąłem przez jakieś kreatury (drako, duchy etc) które były bardzo nieprzyjemne - przekładając na język fizycznych doznań naszego świata to coś jakby mlaskały, ssały, zgrzytały zębami, ja poczułem, że tez zgrzytam z tego wszystkiego zębami, a zęby mi się ścierają jak bym je wrzucił do jakiegoś kwasu. Na szczęście było to raczej przemknięcie niż dłuższa konfrontacja, otarłem się po prostu i obudziłem. Było jasno.
Zacząłem sobie przypominać co mi się wydarzyło.
Subscribe to:
Posts (Atom)
