Friday, 25 January 2013

Dom i Domownicy

Zebrałem się w końcu do wyjścia, z nowym rokiem, nowym krokiem.
Ostatnio ustawiałem sobie budzik aby wyjść w systemie 4+1, ale jakoś nerwowo spałem i budziłem się kilka razy przed budzikiem, co powodowało, że ostatecznie go wyłączałem i rezygnowałem z wyjść.
Tym razem obudziłem się elegancko po ponad 4,5h snu bez budzika i byłem dość wyspany. Taka sposobność to naturalny głos aby wyjść. Tak też zrobiłem.
Najpierw wybudzenie - najlepiej na mnie działa 4,5h+0,5h, więc 30 min wybudzenia, potem relaksacja, na boku. Było ok, niestety po około 30min. musiałem się lekko poprawić, ale jak się poprawiłem czułem że jestem na dobrej drodze...
I tak też było, po chwili czułem, że się zbliżam, pojawiały się hipnagogi, przebiłem się przez nie i zaczęła się sączyć w dali muzyczka, jak sobie ją uświadomiłem wiedziałem, że czas się powoli zbierać. Nastąpiły wibracje, poczułem tylko przez chwilę, że to nie jest przyjemne doświadczenie i nie chciałbym w czymś takim zastygnąć na wieki. Gdy wibracje złagodniały wiedziałem, że wszedłem poza dostrojenie materialne i pora wyskoczyć z ciała. Najbardziej lubię na okrętkę tak jak kłoda w wartkim strumieniu. Tak też postąpiłem, pół obrotu poszło żwawo natomiast kolejne o dziwo jakieś "zaklejone" było. Przetoczyłem ostatnie pół obrotu jakbym naciągał kauczukową linę. Wyszedłem na podłogę, ale musiałem wyjmować powoli członki ciała bo ugrzęzły w gumie. Gdy już się uporałem z nogami i byłem wolny zacząłem proces dostrojenia - spojrzałem na moje dłonie...
Oj widzę, że fazunia słabiutka, dłonie mizerne jak jak szare mydło, jakieś 3 palczaste - ogólnie słabo. Wprowadziłem parę ćwiczeń: pocieranie rąk o podłogę - zrobiło się lepiej, natępnie oklepywanie dłońmi ud. Faza lepsza ale nadal dość średnia. Postanowiłem jednak, że to pierwsze wyjście od dłuższego czasu wiec nie będę marnował energi na walkę o dostrojenie, czas coś doświadczyć.
Zmieniłem trochę strategię zabawy w poza, bo poprzednie razy to wychodziłem i biegłem, leciałem, skakałem jak dzikus spuszczony ze smyczy, chciałem polecieć gdzieś jak najdalej, teraz chcę doświadczać bardziej szczegółowo każdego elementu który mnie otacza, bo nie ma sensu nigdzie biec i lecieć, bo wszystko się wydarza tam gdzie jesteś, więc postanowiłem zrezygnować z "pseudo dalekich" wycieczek i skupić się na otoczeniu.
 Stanąłem przy łóżku i przyglądam się śpiącej żonie - zacząłem ją wołać, hej obudź się, obudź! Nie reaguje, więc siłą woli ściagam z niej jej astralną kołdrę. Przebudziła się i usiadła.
Kim ty jesteś? - pytam ją
- Jestem twoim opiekunem (lub określenie o podobnym sensie)
Trochę się zdziwiłem, ale wbrew pozorom nie aż tak bardzo.
- Powiedz mi coś w świetle miłości - zwróciłm się do niej.
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiedziała, ale nie zrozumiałem ostatniego słowa
- Powtórz, bo nie rozumiem
- Zmiany są spowodowane YZXYZ - odpowiada.
Nadal nie rozumiem. Ja zwracam się do niej jakby w sposób zwerbalizowany, ale ona odpowiada mi jakby szeptem w moim uchu. Podchdzę do niej i mówię aby mi to powiedziała na drugie ucho bo szepcząc mi do tego (chyba lewego, ale straciłem orientację) nic nie rozumiem.
- Po...... (czuję jak słowa zamierają mi w gardle a usta zarastają jak podczas przesłuchania Neo w matrixie)
staram się przekazać słowa myślami. Jakoś poczło ale czuję, że dziś nie rozwinę bardziej tej umiejętności. Przytulam się więc - jest przyjemnie.
Idę do salonu. Za sofą chichocząc bawi się w chowanego moja córka. Łapię ją i się śmiejemy, przytulam ją i mówię, że to z miłości - energia jest wybitnie przyjemna  i piękna. Gdy spoglądam na korytarz widzę moją córkę jak teściowe ją ubierają i przygotowują do wyjścia z domu, a jednocześnie siedzi ona ze mną na sofie. Ciekawe zjawisko. Idę na korytarz przyglądam się temu.

Tak na marginesie, wcześniej już będąc w sypialni zaobserwowałem zjawisko, że przestrzeń jest wypełniona wszelkimi "bytami" tylko sposób dostrojenia izoluje mnie od nich jak jakaś kurtyna z folii, natomiast mam świadomość, że eter jest wypełniony wrzawą wszystkiego.

Będąc już w korytarzu mam wrażenie, że mamy gości, ktoś się do nas do domu wszedł z tej całej otaczającej mnie astralnej wrzawy. Ale nie przeszkadza mi to.
O jest lusto na korytarzu - strasznie mnie intrygują te lustra, mam jeszcze z nimi niedokończoną hsitorię, ale jeszcze nie jestem na to gotowy brakuje mi energi aby się przez nie przebić.
Podchodzę do lustra, wiem że obok mnie jest gość, który się dziwnie do mnie "szczerzy"(taki dziwny, sztuczny uśmiech, nie widzę tego, ale raczej to czuję). Spogladam do lustra i nie widzę siebie, później widze jakąś szarą mgłę w rozlanym kształcie człowieka, ale już wiem, że nic z tego nie będzie.
Wtedy czuję, jak "gość" zaczyna mnie obmacywać - Przytulmy się, tak miło, oj tak - zaczyna mnie głaskać, ale robi to w pewien nachalny sposób, jakby zrywając ze mnie energię, tak jakby mnie parzył tym dotykiem. Nie jest to przyjemne! Wyrażam akt woli, że nie życzę sobie takiego dotyku, ma spadać.
Wtedy zaczynam analizować, czy to jakiś mój wewnętrzny strach i obawa spowodowała, że gość tak zareagował, czy też byt sam w ten sposób zadziałał i wywołał we mnie taką reakcję.
Jestem na skraju wyjścia do ciała, waham się czy walczyć o fazę czy wrócić do ciała. Podejmuję decyzje, że wracam.
I wóciłem. Jestem w dobrym nastroju, spradzam zegarek - nie było mnie może z 10min.
Podsumowując - faza bardzo płytka, ale i tak dość dobra jak na moje fazy po dłuższej nieobecności. Do następnego!

Sunday, 23 December 2012

Spontaniczne OOBE - Nie dziękuję do końca roku nie wychodzę? :)

Przechodzę obecnie okres czyszczenia duchowo-energetycznego ze swoich złych nawyków i tzw. złogów energetyczno-emocjonalnych aby "udrożnić kanały dla mocy" i ruszyć "bardziej czystą" drogą.
Obecnie staram się małymi krokami żyć w pełni świadomie każdym dniem, być świadomym chwili, pomagam bliskim, pozbywam się swojego egoizmu, medytuję, wyciągam z podświadomości to co mnie jeszcze boli i leczę to na jawie, żyję w całkowitym celibacie, rozwijam swoją wiedzę, czytam, oglądam, słucham, analizuję, ale jakoś inaczej niż kiedyś, głębiej i bardziej z serca.
Z tej przyczyny postanowiłem, że potrzebuję jeszcze trochę czasu i nie potrzebuję ekscytacji z poza. Dodatkowo ostatnie zewnętrzne zawirowania nieskoordynowanych energii np. dotyczących końca świata tworzą dziwną burzę, więc wolę nie wchodzić do tego oceanu ciężkich energii wirujących nisko nad Ziemią.
Odczuwam również obecnie, a czasem nawet pamiętam, że podczas moich snów pobieram mnóstwo ważnych lekcji, również pojawiają mi się genialne wglądy na jawie, odczuwam spokój i większa harmonię, mocno wyciszył się strach i chce to jeszcze pogłębić do końca roku i rozpocząć eksplorację astrala z nową wielką siłą od stycznia - oj czuję, że będzię się działo, już to wiem.

Między czasie dziś doświadczyłem spontanicznego wyjścia, a raczej zrezygnowałem z tego wyjścia które samoistnie nadchodziło. Opiszę krótko jak to wyglądało.
W nocy spałem w łóżku z żoną i córka. Około 4tej córka obudzima mnie i poprosiła abym przyniósł jej wody. Pomaszerowałem do kuchni, po drodze zrobiłem sobie test rzeczywistości, bo byłem strasznie zaspany, spytałem się czy jestem świadomy i spórbowałem wetknąć sobie palec w dłoń. Okazało się, że to faktycznie real, więc zrobiłem co miałem zrobić i wróciłem do łóżka z wodą. Córka zasnęła, ja jeszcze dłuższą chwilę leżałem spokojnie i czuwałem, bo czuła się słabo. Po około 30 min postanowił, że czas spać. Poszedłem po wodę do kuchni... BĘC, nagle gdy byłem w kuchni wpadłem na mój test rzeczywistości, który robiłem wczejniej, BĘĆ! Jestem w śnie - uświadomiłem sobie. Spojrzałem na swoje ręce i ciało i pomyślałem: O rany jakie to realne, jak w realu!
Zachwyciłem się tym, jakbym pierwszy raz to odkrył :)
Po tym fakcie obudziłem się, odzyskałem całkowitą świadomość, wybudziłem się. Po przebudzeniu jeszcze się uśmiechałem do siebie z tego faktu. Postanowiłem, jednak, że będę dalej spał. Położyłem się na lewym boku - na którym zazwyczaj wychodzę i pomyślałem sobie, że jestem teraz w takim stanie sennym, że można wyjść. Po krótkiej chwili pojawił się trzask i mocne wibracje. Następnie włączył się "ciąg nadświetlny", byłem świadomy i wiedzaiłęm, że jestem na skraju wyjścia wystarczyło odpuścić i sam bym wyskoczył. W tym momencie postanowiłem - o nie, nie, to ja TU decyduję i decyduję, że nie wychodzę do końca roku. Wątpliwości trwały ułamek sekundy, ale postanowienie było na tyle stanowcze że wibrację ustały, dźwięk wygasł i wybudziłem się z tego stanu umysłu.
Jestem z tego zadowolony, bo udowodniłem sobie, że mój akt woli ma ogromne znaczenie i mogę realnie decydować nawet w takim stanie, z drugiej strony było to ważne, bo było to zrobione świadomie, a nie podyktowane strachem (rezygnacja) ani głupim wykorzystaniem okazji (brak rezygnacji).
Niech żyje świadomość - Świadomy Podróżnik przez plany Jawy i Astrala to jeden z celów, dzięki któremu rozwinę Boską Świadomość :) która pozwoli mi połączyć te dwa plany, zespolić jawne z niejawnym aby powstało więcej niż suma tych części, ale o tym już w nowym poście...






Monday, 3 December 2012

Seks, Szmarag i Krokodyl

Tym razem doświadczenie LD. Większości doświadczeń LD nie publikuję, bo są raczej osobiste to znaczy, trudno je zinterpretować zarówno przeze mnie jak i osobę na zewnątrz, natomiast to doświadczenie było na pogranicy LD i Hipnagogów. Było to kilka dni temu.

Zacząłem relaksować się przed snem, bez zamiaru OOBE, LD, bez jakiegokolwiek, raczej medytacja przed snem. Po pewnym czasie czułem,  że jeszcze nie śpię, ale jestem już w obszarze przycielesnym. W głębi umysłu słyszałem kobiecy głos - treści nie pamiętam, słyszałem również mój spokojny, miarowy oddech. Obszar zafalował, zaszumiał i przyleciał z mojej prawej strony gość.
Był to wizytator raczej nieprzyjemny, może nie odrażający ale odrzucający. Postać demoniczna, taki drakula który z nietoprza przeistacza się w wampira. Przycupnął ten łysy wampir (bez zębów, nie zauważyłem ich i bez tego teatralnego ubioru - opończy, bez skrzydeł etc) po mojej lewej stronie w odległości około 1,5metra. Czułem, że to płytka faza, ale mój niepokój znacznie wzrósł przy nim. Postać się nie odzywała, tylko z szyderczym uśmieszkiem przypatrywała mi się. Mój strach zaczął narastać, usłyszałem swój coraz cięższy oddech - wtedy to usłyszałem po raz kolejny kobiecy głos: "spokojnie, tylko oddychaj...", więc oddychałem, uspokoiłem te ciężkie uczucia. Przeszedłem chyba ten test (strażnika) i teleportowało mnie na głębszą fazę. Byłem "gdzieś?" wśród zgromadzenia istot (ich form nie pamiętam). Miejsce przyjemne, jasne, istoty komunikowały się ze mną, cieszyły się, chciały abym jak najwięcej się nauczył.
Na koniec tej sesji/spotkania zostałem obdarowany wspaniałym naszyjnikiem ze srebra z gigantycznym (wielkości małej dłoni) zielonym kryształem/kamieniem szlachetny. Kamień był piękny - zielony, wielki, oszlifowany, z głębią. Przyjąłem go z wdzięcznością i wielkim zaszczytem i zadowoleniem.
Po przebudzeniu sprawdziłem co to za kryształ/kamień - we śnie nawet nie wiedziałem, że to Szmaragd, gdyż w realu nie interesuję się kamieniami szlachetnymi i kryształami - i jakie ma energetyczne właściwości, gdyż nigdy nie czytałem o szmaragdach i nie miałem o tym żadnego pojęcia.
To co w pierwszej kolejności znalazłem:

 SZMARAGD - Jego czysta, zielona barwa symbolizuje siły wzrostu i regeneracji na wszystkich płaszczyzna w ciele, myśleniu oraz działaniu. Zawiera w sobie całą zieleń przyrody i krystalizuje ją w sobie jako substancję życia. Swoim delikatnym promieniowaniem wpływa przede wszystkim na energetyczne ciała człowieka i uwalnia z nich chorobotwórcze energie, zatory oraz blokady. Łączy szczególnie z siłami przyrody i pozwala przeżyć jej piękno, otwiera również świadomość dla działania istot naturalnych, których zadaniem jest troska o wzrost 1 rozwój wszelkich stworzeń na Ziemi. Uczy wykonywania zadań życiowych w harmonii z naturalnymi siłami wzrostu i odnowy, dla dobra całego Wszechświata. U człowieka, działającego zgodnie z siłami natury, otwiera się bogactwo i obfitość, jaka ofiarowuje Ziemia. Dochodzi do regeneracji ciała i duszy, przeżywania nowego narodzenia w zdrowe życie, gdzie dominuje miłość i harmonia.
W Egipcie poświęcony był bogini Izydzie - matce bogów (Horusa), opiekunce kobiet i domowego ogniska. Dobra moc zielonego kamienia chroniła kobietę i niemowle od słabości, złej magii i demonów.

Kontynuując wątek:
IZYDA: w mitologii egipskiej bogini płodności, opiekunka rodzin. Jedno z wcieleń Wielkiej Macierzy; utożsamiana później z grecką Demeter. Jej świętym zwierzęciem była krowa.
Obok kultu publicznego pod koniec okresu helleńskiego powstały misteria na cześć Izydy. Kult misteryjny zarezerwowany był dla wtajemniczonych, miał charakter ezoteryczny, opierał się na wierze w zmartwychwstanie po śmierci (tak jak zmartwychwstał dzięki Izydzie Ozyrys).

---
Piękne są te symbole we snach - zaczyna mnie to mocno kręcić, a wracając do snu to obdarowanie mnie Szmaragdem nie było końcem akcji.
Zostałem wysłany na pewną planetę, leciałem do niej, zbliżałem się, gdy byłem już nad powierzchnią zobaczyłem na tej ziemi mnóstwo ciał wijących się w seksualnej ekstazie. Te ciała to były raczej jakieś części ciała, robaki(?), które w wielkich swoich zbiorowiskach zaspokajały się seksualnie. Nie była to typowo ludzka kopulacja, ale jakaś robacza masturbacja. W pewnym momencie, gdy już byłem blisko "TEGO", jakiś członek/macka próbowała mnie wciągnąć do tej "gry", wyczuły nową energię, którą chciały się masturbować i ją chłonąć. Wycofałem się z tego z obrzydzeniem. Moja projekcja do lekcji została skończona.

Myślę, że w tym śnie otrzymałem od żeńskiej energi (IZYDY) po pierwsze wsparcie/pomoc (szmaragd) w odstraszaniu demonów, po drugie pokazano mi prawdziwą naturę larw żerujących na niskich emocjach seksualnych i dostałem możliwość konforntacji na tym poziomie energetyczny.
Sen był na prawdę niesamowity.

Wednesday, 17 October 2012

Zaprogramowany LĘK?

Jak widać nie mogę się zebrać aby coś napisać, a związane jest to z brakiem wyjść. Brak wyjść jest związany z niechęcia do wychodzenia niż niemożliwością.
Skąd ta niechęć? Przecież tak dobrze mi szło...

Niechęć - to strach, który jakoś mi się wprogramował, a może go po prostu odkryłem i wydobyłem z warstwy nieuświadomionej. Może nie jakoś tylko przez pewne doświadczenie.
Zawsze miałem pewien dreszczyk emocji przy wychodzeniu w oobe i jakiś strach ale nie bałem się go przezwyciężyć, nawet po dość męczących doświadczeniach oobe.
Tym razem to nie OOBE ale Ayahuaska...
No cóż, chciałem to dostałem - miałem 3 sesje z Aya (wcześniej nie miałem żadnych doświadczeń z takimi narkotykami ani LSD, Psylo etc) prawie 2 m-ce temu.
Byłem dobrze przygotowany, sesje pod względem fizycznym przeżyłem niemal wzorowo - psychicznie było bardziej obciążające.
Tu moja refleksja OOBE vs Aya

1. W OOBE czuję się bezpieczniej, mam wrażenie że mam bardziej czystą świadomość, przy Aya mam wrażenie jak coś mi się dokleja (jakaś osobowość/duch Aya, mam nawet takie wrażenie przy Marihuanie) i przedstawienie nie jest do końca "moje", nie mam tzw. pełnej WOLNEJ WOLI! (moja interpretacja jest taka, że już przez samo przyjęcie narkotyku wyrażam pozwolenie - akt woli, na wpuszczenie jakiegoś bytu, tu "ducha ayahuaski" aby mnie zabrał w podróż, w oobe najpierw wychodze a później rozmawiam z duchami.)

2. Wglądy, wizje, wnioski po Aya bardzo treściwe i wartoścowe, choć doświadczenia były raczej trudne (np. przeżycie własnej śmierci, dehydracja ciała w glebie, rozłożenie i rozsypanie się ciała w proch w glebie), nie przeżyłem żadnych tzw. miłych chwil w Aya, raczej ciężkie, mroczne, jakieś takie obce i zimne, a jak były kolorowe i wzniosłe to raczej odczuwałem je jako plastikowe i mdłe - to mnie chyba rozbiło. Nie mam zamiaru ani potrzeby wyruszać razem z Aya na kolejną wyprawę - ogólnie to co zrozumiałem to to że liczy się TU i Teraz oraz Kreacja a nie iluzoryczne wyprawy w nieznane.

3. Natomiast wiedziałem, że zostałem ZABLOKOWANY przez Aya w tym doświadczeniu w pewnej przestrzeni. Nie mogłem wyruszyć dalej niż obszar związany z ludzkim życiem (ludzka karma -narodziny, śmierć, przestrzeń pośmiertna ale jakaś niezbyt odległa energetycznie od ludzkiego losu, nawet bliski kosmos), mimo, że miałem chęć, wolę i próbowałem "walczyć" to podczas tego doświadczenia w przestrzeni astralnej trafiałem na swego rodzaju zasieki, jakby niewidzialny pas asteroidów poza orbitą Ziemi (to w przypadku gdy chciałem zwiać w kosmos od ziemskiego Ego, no może nie zwiać ale odlecieć, zwiedzić coś innego), a z innej strony jak chciałem to ugryźć to byłem uwięziony jakby w bańce odradzania się - wizja gorejącego astralnego trupa, cierpiącego męki piekielne.
Wcześniej byłem karmiony pięknymi, kolorowymi wizjami wzlotu do "nieba" i "bogów", byłem jednym z nich, zasiadałem na tronie, obserwowałem proces narodzin, tworzenia życia, ale to była takie cukierkowe i plastikowe (raczej ta wizja mnie mdliła jak przesłodzona landryna niż wywoływała piękne uczucia w sercu) i gdy "olewałem" te wizje, chciałem zobaczyć szerszy wgląd we wszechświat - dostawałem BANA!
Pojawiały się powyższe wizje blokujące czy to podróż w kosmos czy w głąb siebie. Byłem w BAŃCE!
Na zewnątrz ograniczały mnie jakieś sztucznie stworzone pasy astralnych asteroidów/zasieków na orbicie, a wewnątrz cykl narodzin i śmierci oraz w przypadku rezygnacji z tego wizja "męki piekielnej".
Dobrze że mam blog, jak to się przeleje na słowo pisane to pomaga, wyrzuca się po części tę ciężką energię z siebie, coś się wewnątrz rozświetla! Rodzi się niezgoda na BAŃKĘ! Tak - chcę konfrontacji!

4. W OOBE niczego takiego nie doświadczyłem, były to w miarę zrównoważone wizje, a może NIE! - raczej tylko spokojne bez zmagania się ze śmiercią i trudnymi tematami - unikałem ich, tworzyłem swoją bańkę bezpieczeństwa, a Aya dała mi możliwość doświadczenia na odwrót - zostałem włożony do mojej ANTYBAŃKI bezpieczeństwa, ta bańka stałą się odwrotnością komfortu. Dopiero teraz sobie to uświadomiłem.

Tak, więc nie widzę na razie sensu w wychodzeniu w OOBE dopóki nie nabiorę sił aby skonfrontowac się w OOBE z wizjami które miałem zaaplikowane w Ayahuasce. Chcę być gotowy na doświadczenia w pełni, a nie izolować się od cięzkich tematów - w końcu to też PRAWDA, a prawda jest najważniejsza :)
Wiem, że do póki nie będę gotowy na taką konfrontację to reszta to tylko zabaweczka.

5. Czy ten lęk jest prawdziwy? Czy został mi tylko wprogramowany?
Uważam, że jest prawdziwy, został wprogramowany przez całe moje życie kroczek po kroczku przez środowisko, religie, styl życia etc, wypłynął po prostu do warstwy uświadomionej, wcześniej był tylko negowany i wypierany, uważałem, że go nie ma, że się tego nie boję.
Lęk ten to:
- obawa przed spotkaniem innych cywilizacji/istot.energii kosmicznych, strach przed ich tzw. negatywnym wpływem i przed całkowicie inną/nieznaną koncepcją życia
- strach przed śmiercią i utknięcie w nieświadomym kołowrocie karmy i bezsensownych, nieświadomych żywotów
- strach przed zawieszeniem się mojej świadomości/duszy po śmierci w "martwym piekielnym punkcie wiecznej wegetacji i cierpienia niefizycznego"

Mam więc poważne wyzwanie i chyba o to chodziło, bo wcześniej już nie widziałem sensu w tych podróżach. Jeszcze nie wiem kiedy to nastąpi ale wiem, że nastąpi albo w OOBE albo po śmierci.
Wierzę, że w OOBE i bedę jeszcze to mógł tu opisać i wydobyć się z bańki.

Saturday, 18 August 2012

Mocne uderzenie

Uuuu, no to się w końcu coś zadziało!
Nie miałem ostatnio motywacji do wyjść, ale w końcu to są jedne z ważniejszych doświadczeń życia, więc skoro mam możliwość to trzeba korzystać.

Przed wczoraj udało mi się wyskoczyć - wyjście standardowe w moim wypadku czyli przez wytoczenie na bok. Było ty wyjście po długiej przerwie i niestety niewiele zostało mi w głowie z tego wyjścia, gdyż po powrocie zapadłem w sen.

Najważniejsze jednak, że pamiętam dzisiejsze wyjście, więc do rzeczy:
Zaczęło się jak zawsze - leżąc na boku poczułem, że zbliża się czas wyskoczenia. Byłem świadomy, pojawiły się wibracje, tym razem były mocno konkretne, trzepało mnie niemal jak w padaczce. Nie było to przyjemne doświadczenie, natomiast nie pojawił się strach bo wiedziałem czego moge się spodziewać oraz byłem mocno zmotywowany. Wyskoczyłem inaczej niż zwykle - przez przewrót do tyłu.
Na początek ćwiczenia "gimnastyczne"- dostrajające: rączki-rączki pocieranie ect. Dostrojenie wyszło bardzo dobrze - widzaiałem bardzo wyraźnie swoje ciało.
W tym momencie mam lekko zagięty czas zdarzeń - to znaczy nie bardzo moge poskładać w czasie liniowym pewne wydarzenia... Załóżmy, że to się wydarzył po dostrojeniu, ale w jakiejś dziurze czasowej.
Wzywałem mojego Opiekuna, chyba się doczekałem, gdzieś mnie wessało i zacząłem brać udział w lekcji...
Zgodnie ze wskazówkami zacząłem energetyzować swoje ciało od stóp w górę, zobaczyłem jak moje ciało zbudowane jest złotej energii, przepływ tej energii powodował wręcz niewyobrażalną rozkosz, taką której nie mogłem chyba znieść, gdy fala energii pojawiła się w okolicach podbrzusza wymiękłem, czułem że energia mnie rozerwie to było hiper kosmiczne, nigdy w życiu nie przeżyłem tak intensywnego uczucia przyjemności, jakby prąd płynął przez moje ciało - rozkoszny prąd...
Wtedy chyba powróciłem do OSPUO. Wyszedłem przez okno i skoczyłem z balkonu w kałużę na ulicy. Zastanawiałem się co robić dalej - całkowicie zapomniałem o powyższym doświadczeniu, jakby nigdy się to nie wydarzyło. Nagle wiuuu! Wylądowałem na brzuchu, twarzą wpadłem jakby w kupkę liści.
"Masz to zapamiętać!" to był przekaz. Przypomniałem sobie. Niezły agent z tego mojego Opiekuna, to nie było delikatne napomnienie ale stanowcze, mocne polecenie wręcz huknięcie na mnie - nie tak wyobrażałem sobie kontakt z kolegą. No ale jak ktoś się zachowuje jak dzieciak w cukierni zamiast poszukać kierownika tego sklepiku i czegoś się nauczyć to tak trzeba.
Następnie zacząłem się włóczyć po jakimś parku, pragnąłem skontaktować się z opiekunem, wołałem go. Po parku chodzili jacyś ludzie ale nie zwracałem na nich uwagi. Oparłem się o wierzbę i pomyślałem, że może wierzba mi pomoże.
Pojawiłem się na jakimś balu na statku, wokół tańczące pary, tańce raczej klasyczne, poczułem chęć na seks (to właśnie to zachowanie dzieciaka w cukierni, zamiast czegoś się uczyć, pytać, to ja to....). Podszedłem do tańczącej pary, odbiłem kobietę, wtedy jakby część z tych osób wiedziała o co mi chodzi i zaczęli podchodzic inni aby również uczestniczyć w seksie. Ok, czemu nie, może być i orgietka, ale brakuje mi tu jeszcze fajnych dziewczyn. Wtedy pojawiła się moja dawna znajoma  - atrakcyjna, stwierdziłem super, ruszamy. Z całą banda ruszyliśmy szukać jakiejś ustronnej kajuty, gdy otworzyłem ciemną kajutę, obudziłem kogoś tam śpiącego i ten ktoś mnie rozpoznał - chyba jakoś się tym przejąłem i się obudziłem.

Było już jasno, moja żona nie spała, córka również, oglądały telewizję. Leciał jakiś dziwny film - dwóch nagich facetów, biały i czarny stali w antycznej łaźni greckiej, a dwie kobiety ich obmywały z jakiejś gliny, maseczki etc. woda spływała po ich nagich ciałach razem z glinką. Kobiety zbierały tę wodę spływającą z ich penisów do dzbanków, a następnie zaspokajały ich od czasu to czasu oralnie.
Hmmm, okej jestem otwarty ale chyba moja 5letnia córka nie musi jeszcze oglądać takich filmów, postanowiłem porozmawiać z moją żoną, która spokojnie siedziała w łóżku, popijała herbatę i ... paliła papierosa. Kurcze to śmieszne pomyślałem sobie, moja żona nie pali, a wręcz jest wrogiem palenia. Wtedy zorientowałem się, że obudziłem się... we śnie, że to kolejny sen jakby we wcześniejszym śnie, a byłem przekonany, że jestem w rzeczywistości. Ale absurd.
Przypomniałem sobie technikę Darka Sugiera "Neuro Przesunięcie" (link) i stanąłem przed ścianą, skupiłem się na jakiejś kropce farby i władowałem w to całą agresję i negatywną energie aby rozerwać zasłonę OSPUO i popłynąć dalej.
Po tej akcji poczułem się lekko nieswojo, ale poczułem też, że zaczyna się dziać coś niedobrego, zbliża się jakiś wielki syf! Myślę sobie ok, spokojnie załadowałem negatywa, teraz dla równowagi trochę pozytywnej energii, trochę miłości i będzie ok. Nie mogłem jednak zbyt wiele wygenerować, byłem jakby lekko sparaliżowany uczuciowo, zacząłem w desperacji przyśpiewywać piosenkę "...Dzień dobry kocham Cię, już posmarowałem Tobą chleb..." nomen omen Strachy na Lachy :) (link)
Pomogło ale niewiele, tyle co kropla deszczu na rozpalone ognisko, czułem że zbliża się jakaś fala do mnie i nie będzie to przyjemne. Postanowiłem w opcji pt. "spier...amy!" ewakuować się szybciutko do świata fizycznego.
Zacząłem wypływać - okazało się, że nie byłem płytko gdzieś w OSPUO i jak zawsze myk i jestem w ciele fizycznym obudzony, ale zacząłem lecieć - raczej wynurzać się. Gdy poczułem, że jestem blisko obudzenia się i ciała fizycznego wpadłem w jakiś astralny muł - czytaj koszmar. To tak jakby wynurzyć się w plamę ropy naftowej.
W tym astralu blisko ciała fizycznego przemknąłem przez jakieś kreatury (drako, duchy etc) które były bardzo nieprzyjemne - przekładając na język fizycznych doznań naszego świata to coś jakby mlaskały, ssały, zgrzytały zębami, ja poczułem, że tez zgrzytam z tego wszystkiego zębami, a zęby mi się ścierają jak bym je wrzucił do jakiegoś kwasu. Na szczęście było to raczej przemknięcie niż dłuższa konfrontacja, otarłem się po prostu i obudziłem. Było jasno.
Zacząłem sobie przypominać co mi się wydarzyło.

Sunday, 15 July 2012

Senna Matrioszka i Kody Marixa

Tak, w końcu chciałem znów trochę astrala. Wieczorem zastanawiałem się, co ja tam będę robił. Odpowiedź znalazłem bardzo szybko - "jak złamać kod matrixa?"
Ta myśl mnie gnębiła bardzo mocno przez cały wieczór - są ludzie np. jogini który lewitują, ludzie odżywiający się słońcem, iluzjoniści np. Dynamo (Steven Frayn), magicy którzy kreują rzeczywistość całkowicie nie zgodną z regułami tego realnego świata - jak oni to robią, jak łamią kody tego matrixa. Ja także chciałbym być niezależnym kreatorem wedle mojej woli, czarownikiem. Postanowiłem zadać to pytanie wszelkim bytom które spotkam podczas obe - to była bardzo konkretna motywacja aby "wyjść".
Z tą myślą zasnąłem. Obudziłem się około 2 w nocy po 4 godzinach snu. Lekko przestraszony, ale wstałem skorzystałem z toalety, wypiłem szklankę wody, zerknąłem co za oknem i postanowiłem podryfować w astralu. 
Zacząłem akcję 4+1, oczywiście nie czekałem godziny może 15-20minut, nie mam cierpliwości do tego i uważam, że tracę cenny czas na sen, natomiast z drugiej strony mam świadomość, że to przebudzenie przez minimum 30-40 minut jest istotne... no cóż zrobiłem, tak jak zrobiłem.
30 minut na plecach, bez rezultatów - odrętwienie, przerzuciłem się na bok, aby spróbować przez sen. Przez pewien trwała walka świadomości i snu. Nie mogłem wejść w fazę na wyskoczenie w obe (to pewnie dla tego, że za krótko się przebudzałem...), ale jakoś łagodnie pogrążyłem się we śnie, z lekką świadomością. Byłem we śnie i zadałem sobie pytanie czy to sen czy jawa - leżałem na dużym łożu w innym nie moim pokoju. 
Postanowiłem przeprowadzić "rutynowe działania" - skoczyłem na twarz z łóżka - wiedziałem, ze to sen i nic mi się nie stanie, chciałem tylko sprawdzić co się wydarzy... Lecę na pysk, zaraz rymsnę o podłogę, a tu nagle - zawisłem około 20cm nad podłoga. To było jak zimny prysznic - natychmiast wróciła pełna świadomość, wiedziałem, że jestem we śnie, że to LD i postanowiłem zająć się intencją z którą wyruszałem do astrala, a mianowicie dowiedzieć się "jak złamać kod matrixa"
Były to jakieś ogrody działkowe, przeszedłem przez płot na sąsiednią działke. Zobaczyłem człowieka z synem (?), że zbliża się do działki - skryłem się za krzakiem, jakoś tak instynktownie, zauważył mnie, teraz w pełni świadomie wyszedłem mu na spotkanie. Był trochę zaniepokojony, że ktoś jest na jego terenie, ale wyciągnąłęm dłoń i podałem mu rękę, obdażył mnie silnym, "suchym" uściskiem dłoni. Nagle wokół niego pojawiło się mnóstwo jego chyba znajomych/przyjaciół facetów, zrobił sie jakiś rozgardiasz, rozmowy, śmiechy etc. Nie dałem się wybić z rytmu i wyskoczyłem do człowieka z pytanie - "czy wiesz jak złamać kody matrixa?" Chyba nie do końca zrozumiał w tym harmidrze, więc wykrzyczałem mu to prosto w twarz! Zdębiała, zszokował się, jakby mu obwody się zagrzały, reszta towarzystwa jak usłyszała pytaie zaczełą zaciekle dyskutować o tym matrixie, ale ja zdawałem sobie sprawę, że to boty i to raczej był szum informacyjny majacy tylko mnie zagłuszyć, natomiast człowiek do którego skierowałem pytanie też był nieobecny, stweirdziłem, że to bot i ruszyłem dalej. Wpadlem na trawniku na grupę dziewczyn/kobiet za pewne udającą się na imprezę, chwyciłem jedną z nich i zadałęm te same pytanie. Przegiałem ją przez kolano i spojrzałem jej prosto w oczy - znowu nic, bot.
Po tej próbie próbowało mnie wywalić do ciała, skoncentrowałem się na oddechu (autoatycznie, chyba tylko z mała ingerencją świadomości) i wyłonił się nowy sen, jak matrioszka ze starego. Na tym etepie byłem jeszcze trochę świadomy snu, trochę ciała fizycznego, które śpi i znajduje się w pokoju. Ale z kolejnym snem zagłębiałem się coraz bardziej w sen i traciłęm poczucie rzeczywistości. 
Pojawiło mi sie chyba jeszcze kilka sennych matrioszek, niestety nie moge sobie ich wszystkich przypomnieć, ale trafiłęm w końcu do snu w którym byłem w jakimś biurze, coś robiłem, byłem sam. Nagle zaciekawiła mnie jakaś mapa na ścianie - natomiast była to raczej jakaś mandala, gdy się jej przypatrzyłem wyłaniał się inny obraz. Zadałem sobie więc pytanie "jak złamać kody matrixa". Pojawił się wgląd dotyczący życia, który mnie przeniknął, ale jeszcze nie był wyartykułowany. W tym momemncie aby to zapamiętać, stworzyłęm sobie bota, koleżankę z pracy, której to zacząłem opowiadać, że jest wszechświat, jak głębiej spojrzymy to układ słoneczny, potem ziemia, jeszcze głębiej, to kraje, miasta, w mieście budynek, w budynku pokój, w pokoju człowiek, w człowieku komórki organizmu, w komórkach atomy i tak możemy spoglądać w głąb i co znajdziemy, dokąd dotrzemy? Dotrzemy do jakiejś energii - pierwotnej ostatecznej - do boga! Ale co to jest? jak z tym komunikować się, jak dotrzeć.
W tym czasie patrzyłem jej głęboko w oczy, lecz te oczy po pewnym czasie okazały się białymi dziurami w głowie - to bot, moja kreacja mózgowa, zostawiłem ją i ruszyłem dalej.
Ok, zaufam intuicji, może np. karty tarota w tym śnie mi coś odpoweidzą, pojawiła się grupka ludzi, jeden tasował karty, drugi przełożył, wyjęli 3 karty i kazali mi je wziąć. Hola, hola - to nie moja kreacja, nie moja intuicja, ktoś za mnie wszystko zrobił i podsuwa mi coś co ja mam przygarnąć jako swoje - do dupy! spadajcie. Nie podniosłęm kart, ruszyłem dalej.
Wyszedłem w następnej matrioszce, siedzę w jakim pomieszczeniu, grupka ludzi, siedzimy, trwają jakieś rozmowy, jest właczony tv, a w nim raczej jakieś reklamy lub jakaś tylko jedna reklama - pojawiają sie koperty z imionami i nazwiskami. Dwa razy pojawia się koperta z imieniem i nazwiskiem mojego dość dobrego kelegi z liceum, zastanawiam się nad tym ale to później ignoruję.
Ta sytacja zamienie się w sytuację, gdy siedzimy we 3 osoby: ja, mój kolega Paweł, i kolega Michał. Na ekranie tv widzę jak przechodzi swego rodzaju fala i czyści jakby tłuszcz z mięsa, taka operacja odsysania tłuszczu w dużym przyliżeniu, lub oczyszczanie mięsa z tłuszczu podczas przygotowania go w kuchni. Większość złogów tłuszczowych jest usowanych - Pawel mówi, że już nie jest na diecie (w rzeczywistości, nigdy nie był, raczej czlówiek wysoki i zbyt chudy, bez problemów z nadwagą), nie bierze już nawet "Urinal Pils" (nie wiem skąd sie to wzięło, ale taka nazwa padła). Raczej nie byłem zainteresowany drążeniem, tematu i stweirdziłem, że nic tu po mnie - nie znajdę u tych ludzi tej odpoweidz której szukam, bo to same boty. W tamtej chwili też naszła mnie taka refleksja, że niestety w rzeczywistości matrialnej jak sie obudzę i zadaje podobne pytanie, to tzw prawdziwi ludzie reagują tak samo - patrzą się jak na idiotę, mówią po co ci to, bądz normalny, taki jak my, wstawj do kieratu pracy, zarabiaj pieniądze, wydawaj pieniądze, żryj i sraj...
Lunatycy otaczają mnie... że zaintonuję tu Ryśka Rydla.
Obudziłem się. Poleżałem chwile, bo chciałem choć część tego LD zapamiętac i spisac powyższe. 
Ogólnie podsumowując, to strasznie sztuczny ten świat w LD. Jest zasadnicza różnica w wejściu w LD a OBE - w LD nie ma tego wiru wciągającego w astral, nie ma dostrojenia, jest po prostu jak jest. LD to jak poruszanie się po zgóry ustalonej planszy w grze w której idzie sie z punktu A do B, a po dordze pojawiają się rózne neispodziani, a OBE to w porównaniu z tą gierką/planszówką - gra w szachy. 
Płaskie to LD - chcę w OBE!
 

Saturday, 3 March 2012

Lustereczko powiedz...

Tak, tak, tak - tym razem poszło zadziwiająco lekko, ale o tym po koleii.
Technika 4+1, pobudka naturalna bez budzika, 3 w nocy. Tym razem pełen relaks, chyba po ostatniej sesji coś się przełamało. Zacząłem zapadać w sen, bez kontrolowania myśli, rozmyślania - miałem po prostu świadomość, że zasypiam. Gdy byłem już głębiej we śnie nastąpiło zasysanie przez strumień dźwięku, lekkie (a może mocniejsze) dreszcze/drgawki wiedziałem, że lecę w kierunku obe. Tym razem odpuściłem totalnie - niech się dzieje co chce, pełen relak, bez mantrowania etc.
Wiuuuu i mnie wyciąga tym razem wyszedłem kolejny raz inaczej niż zwykle, bez wytoczenia - raczej wysączyłęm się nad moje ciało, tak pod sufit. Nie spotkałem żadnego strażnika, żadnego zewnętrznego strachu, po prostu mój wewnętrzny dreszczyk emocji towarzyszący wyjściu.
Chciałem od razu skorzystać z mojej starej techniki kotwiczenia się w astralu - pocieranie rąk, dotykanie ścian, podłogi etc, rozpocząłem ale coś mi kazało przestać. Spojrzałem na moje ręce, wyglądały jakby były z jakiejś pomarańczowej energii, spojrzałem z góry na moje łóżko, ale nie zauważyłem swojego ciała, raczej jakaś ciemna mgła dam zalegała. Zgodnie z wewnętrznym głosem przestałem się kotwiczyć, coś mnie pociągnęło w górę i zacząłem się unosić, wyżej i wyżej, wyleciałem ponad budynek, leciałem przez chmury, wtedy zdałem sobie sprawę że jakieś gigantyczne dłonie trzymają mnie pod boki i to one mnie unoszą ponad chmury. W tym momencie poczułem wspaniałe bezpieczeństwo, taką ekstazę z przebłyskiem seksualnego podniecenia, ale to ustąpiło. Plecami jakbym wtulił się w coś/kogoś pozwoliłem mnie prowadzić...
Trwało to pewien czas, aż trafiłem jakby do naturalnego planetarium: miałem przed sobą niebo wszechświata na którym zacząłem oglądać gwiazdy, widziałem gwiazdozbiory, a nawet całe galaktyki (!!!), jakieś wydarzenia w skali kosmiczno/gwiezdnej były mi prezentowane - ja raczej zachwycałem się ogromem tego wszystkiego i tym że mam możliwość podziwiać całe galaktyki i inne elementy wszechświata na codzień nie widoczne gołym okiem. Uświadomiłem sobie, że działo sie do dość długo jak na moje pobyty astralne.
Gdy już się tym nasyciłem wylądowałem w jakim miejscu, małej wsi/osiedlu?, postaci która mnie prowadziła przez chmury już nie było, byłem sam.
Miałem plan aby w trakcie obe/ld przejść przez lustro na drugą stronę. Wiedziałem, że jestem w OSPUO, wszedłem więc do chaty - spotkałem w niej 2 osoby - to były boty - nie reagowały jakoś specjalnie na mie choć mnie zobaczyły. Postanowiłem więc się nimi nie przejmować. Znalazłem na ścianie dość wielkie lustro - spojrzałem w nie lecz nie zobaczyłem w nim mojego odbicia, tylko szara mgła. Zawołałem starszego mężczyznę (bota) z chaty aby i on się przejrzał. Zerknął do lustra, ale i jego odbicia nie było. Mężczyzna nie zareagował, więc kazałem mu się cofnął.
Stanąłem przed lustrem i zacząłem się wpatrywać, moje odbicie się pojawiło...
Podjąłem decyzję - wchodzę w to lustro!
Powoli zbliżyłem się do niego i zacząłem powoli zanurzać twarz w jego tafli - gdy zanurzyłem już całą twarz miałem wrażenie, że jestem po drugiej stronie, po drugiej stronie, ale w realu! Wchodziłem do mojego fizycznego ciała! Chwilę byłem jakby w rozkroku - trochę w realu, trochę w astralu. Dalej nie miałem możliwości się zastanawiać, bo przebudziłem się całkowicie w moim ciele fizyczny.

Lustrzana odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała i mam wątpliwości czy lustro z astrala prowadzi gdzieś głębiej, czy jest tylko drogą powrotną do ciała? Chcę to sprawdzić jeszcze raz przy najbliższej okazji.